Kantor i Łosiak w 2018 roku byli liderami światowego rankingu i mieli na koncie 14 występów w turniejach World Touru zakończonych na podium, w tym dwa triumfy. W kolejnych latach wielokrotnie na drodze stawały im kontuzje. Sytuacji nie ułatwiła im także spowodowana pandemią COVID-19 roczna przerwa w startach w imprezach WT, podczas których można było zdobyć punkty do olimpijskiego rankingu. W związku z tym wszystkim niespodziewanie aż do ostatniej chwili walczyli o przepustkę na igrzyska w Tokio. Przełom nastąpił pod koniec maja - najpierw zwyciężyli w Soczi, a następnie na początku czerwca w Ostrawie dotarli do ćwierćfinału. Właśnie miejsce w "ósemce" czeskich zawodów gwarantowało im kwalifikację.
- podsumował Łosiak.
Zapytany, czy uważa się za wielkiego pechowca, biorąc pod uwagę przebieg trzech ostatnich lat, nie odpowiedział jednoznacznie.
- stwierdził 29-letni zawodnik.
Przyznał, że w trudnym okresie nie zawsze miał przekonanie, że jemu i jego boiskowemu partnerowi uda się wywalczyć olimpijską przepustkę.
relacjonował.
Łosiak i jego rówieśnik Kantor brali już udział w igrzyskach w Rio de Janeiro. Do turnieju olimpijskiego przystępowali jako młody, ale już potwierdzający duże aspiracje duet. Przed tamtym startem wygrali zawody WT w tym brazylijskim mieście i jeszcze trzykrotnie zajęli trzecie miejsce w innych zawodach tego cyklu. Igrzyska jednak były dla nich nieudane - odpadli już w barażu o 1/8 finału.
- analizował broniący w tej parze.
Potwierdził, że w przypadku rozpoczynających się w piątek igrzysk w Tokio też ma oczekiwania dotyczące swojej gry. Ale ma świadomość, że wybieganie za daleko w przyszłość nie jest dobrą drogą.
- zaznaczył.
W Tokio poza nim i Kantorem zaprezentuje się również duet Grzegorz Fijałek i Michał Bryl. Obie pary w drugiej połowie czerwca były na zgrupowaniu w Orlando. Służyło ono treningom w warunkach podobnych do tych, które panują w stolicy Japonii.
- zapewnił Łosiak.