W ubiegłym tygodniu odebrała pani nagrodę Polskiego Stowarzyszenia Sportu Kobiet. Czy w profesjonalnym sporcie istnieje kobieca solidarność?
Dwanaście miesięcy temu czekał panią etap najcięższych treningów. Czy w roku poolimpijskim plan jest identyczny?
Patrząc na dotychczasowe osiągnięcia wydaje się, że jest pani pod względem sportowym spełnioną osobą. Nie pojawił się pomysł, by zrobić sobie przerwę po wielu latach treningów, by zachować głód startów i dotrwać bez znużenia do igrzysk w Tokio?
Podczas przygotowań do kolejnego sezonu była pani w polskich górach, Katarze, RPA, a teraz pora na Stany Zjednoczone. Różne kierunki świata, warunki pogodowe, odmienne warunki życia i kultura. Czy są jeszcze jakieś kraje i miejsca, które chciałabym pani odwiedzić turystycznie? Czy też ze względu na długoletnie podróże związane z treningami i startami ma pani poczucie, że była już praktycznie wszędzie?
W niektórych źródłach dopisano pani już tytuł mistrzyni olimpijskiej z Londynu po wykryciu dopingu i odebraniu złotego krążka Rosjanie Tatianie Łysenko. Oficjalnej informacji o przekazaniu medalu nadal jednak nie było. Czy ma pani jakieś sygnały, kiedy to może nastąpić?
Od kilku miesięcy poza sukcesami sportowymi może się pani również pochwalić tytułem magistra.
Stres przed obroną pracy był?
Wspomniany stres przed obroną pracy da się jakoś porównać z tym towarzyszącym pani przy okazji walki o medale?
Za sprawą dotychczasowych sukcesów, zwłaszcza ubiegłorocznych, dostała pani nietypowy podarunek - osobisty znak drogowy w rodzinnym Rawiczu. Jaki jest najbardziej oryginalny prezent, jaki pani otrzymała w karierze?