W Toruniu, podczas halowego krajowego czempionatu, najszybsza obecnie kobieta na świecie wygrała z dużą przewagą wynikiem 7,15.

"Nie spodziewałam się, że w sobotę będzie tak szybko, bo zwolniłam start i reakcja była +lipna+. Nie byłam w sosie, nie wyspałam się, nie wiem, co się działo. Wszystko mnie denerwowało. Wynik 7,15 pokazuje, jaki mam potencjał. Mogę nabiegać coś większego, ale zobaczymy, co jeszcze będzie w tym sezonie" - powiedziała po zdobyciu kolejnego złotego medalu Swoboda.

Podkreśliła, że woli na starcie być spokojna i skupiona.

"Hala w Toruniu już mi tak bardzo nie pasuje. Jest w niej za ciepło. Dotychczas w tym sezonie najlepiej biegało mi się w Karlsruhe (7,08 - PAP). Czekam na start 20 lutego Duesseldorfie. Tam hala jest +dokładana+, ale biega się tam super. Obiekt w Toruniu, nie wiem czemu, trochę stracił swój urok" - oceniła Swoboda.

W Duesseldorfie Polka pobiegnie na zakończenie IAAF World Indoor Tour - zimowego odpowiednika Diamentowej Ligi. Bez względu na wynik tam osiągnięty - po trzech wygranych - w Karlsruhe, Toruniu i Madrycie - jest już pewna wygranej w klasyfikacji generalnej cyklu. Ma w dorobku 30 punktów, a druga w stawce, utytułowana Holenderka Dafne Schippers - 14.

"Do halowych mistrzostw Europy w Glasgow (1-3 marca) mogę np. złamać nogę. Wszystko jest możliwe. Nie ma co pompować balonika, bo potem nie zdobędę medalu i to ja będę tą najgorszą. Gadanie jest zbędne. Fajnie, że wygrałam World Indoor Tour, ale muszę powiedzieć, że ostatnie publikacje prasowe i wchodzenie w mój portfel jest bez sensu. Cieszę się z tego, że jestem obecnie najszybsza na świecie. W sobotę, to, że nikt nie może mi już zagrozić w cyklu uświadomił mi tata. Jestem szczęśliwa, ale nie z tych pieniędzy, bo ich wcale tyle nie będzie, jak niektórzy podają" - wskazała Swoboda.

W jej ocenie zaglądania do czyjegoś portfela czy analizowania czyjegoś stanu konta jest "słabe".

"Nie mają już o czym pisać niektórzy dziennikarze. Cieszę się z mojej formy, bo to pokazuje, że z dołka można wyjść do góry bardzo mocno. W tamtym roku biegałam ok. 7,20. Teraz uzyskałam 7,08. To bardzo duża różnica i kosztowało mnie to wiele pracy oraz wyrzeczeń. Teraz przed HME będę już tylko trenowała i odpoczywała. Po Duesseldorfie oczywiście" - dodała Swoboda.

Przyznała, że przygotowania do sezonu letniego będą bardzo trudne, gdyż konieczne będzie zrobienie kilku szczytów formy.

"Mistrzostwa świata sztafet w maju są bezsensowne. Trzy tygodnie w Jokohamie i jeden dzień startów. Chciałabym, żeby one były bliżej mistrzostw Europy młodzieżowców. A tak będziemy przerywali sezon kilka razy, żeby być w formie. To może mocno zmęczyć i odbić się na tym, co będę mogła pokazać w październiku, podczas mistrzostw świata w Doha. Coś trzeba będzie ze sobą zrobić od maja do października" - powiedziała Swoboda.

W sobotę wieczorem najlepszy w tym sezonie na świecie wynik Polki - 7,08 wyrównała podczas mistrzostw swojego kraju Szwajcarka Mujinga Kambundji, co zapowiada ciekawą rywalizację podczas HME w Glasgow.