Poprzedni najlepszy wynik w historii w Polsce również należał do Lewandowskiego i wynosił 3,36.50. Zawodnik AZS UMCS Lublin ustanowił go w 2019 roku - także w Toruniu. W środę zajął drugie miejsce. Pierwszy linię mety w Toruniu minął Etiopczyk Salemon Barega - 3.32,97. Wynik lepszy od dotychczasowego rekordu Polski osiągnął także czwarty Michał Rozmys - 3.36,10.

Reklama

"Nigdy nie można być pewnym tego, że poprawi się jakiś rekord. Dzień wcześniej - podczas konferencji prasowej - mówiłem na co mnie stać. Jestem przygotowany na rekord życiowy, a on w moim przypadku daje rekord kraju. To się potwierdziło" - mówił po biegu Lewandowski.

W jego ocenie to jednak nie wszystko, bo być może spróbuje ten czas jeszcze wyśrubować podczas ostatniego mityngu prestiżowego cyklu World Indoor Tour w Madrycie.

"Cieszę się, że brałem udział w tym biegu, a nie tylko zaatakowałem +z końcówki+. Czynnie w nim uczestniczyłem. Prowadziłem drugą grupę. To dużo cięższe zadanie niż po prostu gonić. To pokazało, że praca idzie w dobrą stronę. To był tak naprawdę dopiero mój drugi start na tym dystansie w tym roku" - podkreślił.

Ze swoim bratem Tomaszem zmienili w ostatnich miesiącach trening. Jest on dostosowany nawet pod bieganie pięciu kilometrów.

"Był okres, że łatwiej mi było przebiec 5000 m niż 1500. Teraz pomalutku się rozpędzam. Taki był plan. Dlatego dziś +leciałem+ od początku w czołówce, aby przyzwyczaić organizm do prędkości" - przyznał rekordzista kraju.

Podczas zaplanowanych na pierwszy weekend marca HME w Toruniu Lewandowski może wystartować nie tylko na 1500 m. Ma już minimum również na 3000 m, a zamierza zrobić jeszcze na 800 m.

"Jestem żołnierzem - dosłownie i w przenośni. Co zadecyduje mój brat, to zrobimy. Ja się podporządkuję" - dodał.

Przyznał, że czuje się świetnie, absolutnie nie na swoje lata. W ocenie doświadczonego biegacza to zasługa wieloletniego, mądrego treningu.

"Zawsze mówię odważnie, na co mnie stać. Mimo że jestem coraz starszy, to chce mi się coraz bardziej. To się sprawdza" - mówił dziennikarzom 33-letni lekkoatleta z Polic.

Nadal chce poprawiać rekordy życiowe - tak na 1500, jak i 800 m. Nic go nie boli, jest zdrowy i w pełni przygotowany do roku olimpijskiego.

"Wiem, że ani nazwiska, ani wyniki nie biegają podczas imprez mistrzowskich. Norweg Jakob Ingebrigtsen jest mocny i będzie ostra walka w mistrzostwach Europy. To ja jestem jednak osobą, której oni się boją i narzekają, że znowu szybko biegam" - powiedział.

Smuci go jednak fakt pustych trybun w Arenie Toruń.

"Największą przewagą podczas startów u siebie są kibice. Teraz ich nie ma. Mocno się to czuje. Myślałem o tym w trakcie biegu. Brakuje mi atmosfery, którą znam z tej hali" - przyznał Lewandowski.

Celem nadrzędnym są jednak nie medale HME, ale krążek igrzysk olimpijskich w Tokio. "Wszystko będzie temu podporządkowane" - dodał średniodystansowiec.