Dziennik Gazeta Prawana logo

John Hume: Irlandia nie chce terrorystów

23 marca 2009, 22:29
Ten tekst przeczytasz w 11 minut
John Hume, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, opowiada DZIENNIKOWI m.in. o procesie pokojowym w Irlandii Północnej, irlandzkiej tożsamości i swoich związkach z piłką nożną. Mówi też o tym, czy nasi piłkarze mogą się czuć bezpieczni w jego kraju podczas sobotniego meczu eliminacji do mistrzostw świata.


John Hume: Panowie, przede wszystkim nie jestem takim prawdziwym prezesem. Pełnię tylko funkcję honorową. Nie podpisuję żadnych papierów, nie podejmuję strategicznych decyzji.


Kiedy klub był w poważnych tarapatach finansowych w latach 90. pomogłem sprowadzić na nasz stadion Brandywell kilka czołowych europejskich firm: Barcelonę, Celtic, Manchester United. Musiałem użyć swoich wpływów i znajomości politycznych, ale udało się.


Oczywiście, że tak. Regularnie chodziłem na mecze. Historia klubu jest odzwierciedleniem historii miasta i naszej społeczności. Najpierw walka i marginalizacja, później odnowienie i sukces.


Nie, nie sądzę by mogło do tego dojść. To co się stało to pierwsze wypadki od czasu porozumień wielkopiątkowych. Wtedy ludzie zdecydowanie opowiedzieli się przeciw przemocy, zarówno na północy jak i na południu. Terroryści potrzebują społecznej legitymizacji swoich działań, tego teraz nie dostaną, dlatego nie będzie kontynuacji ich działań.


Przede wszystkim... bardzo ciężko jest zrozumieć, co powoduje tymi ludźmi. Oni nie mają żadnego wsparcia ze strony tak zwanej ulicy. Zdecydowana większość ludzi mówi terrorystom "nie". Od czasu porozumień w 1998 roku wszystko się zmieniło, dlatego na te ostatnie wydarzenia należy patrzeć jak na jednorazowe incydenty.


Jest coraz mniejszy, to na pewno. Nie ma takiej sytuacji, żeby ktoś nazywał mnie katolikiem w sensie pejoratywnym. Tu w Derry, gdzie niesprawiedliwość była największa, mieszkamy obok siebie, pracujemy razem. Może w przyszłości będą wspólne osiedla, pracujemy nad tym.


Zaczęliśmy dialog, byliśmy zdeterminowani, to wszystko.


Cóż, wcześniej były próby, ale teraz po raz pierwszy ludzie zdecydowali, że nie dają swojego poparcia dla działań terrorystycznych. Zdecydowanie opowiedzieli się za pokojem, wszyscy. Można powiedzieć, że skończyła się legitymacja społeczna dla działań bojówek paramilitarnych. To był proces, który trwał i który zakończył się naszym porozumieniem. To, że ludzie byli gotowi na przyjęcie porozumienia, było decydującym czynnikiem.


Nie sądzę. Mało kto tak uważa. Ja przynajmniej jestem Irlandczykiem, nie mam problemu ze swoją tożsamością. Cały problem wciąż rozbija się o ten podział i nie sądzę, by akurat w tej kwestii coś miało się zmienić.


Nie, bo dzisiaj nie ma takiej potrzeby. Zobaczcie na Unię Europejską, ona wszystko zmieniła. Ludzie żyją obok siebie w małych społecznościach tworzących większą całość. To jest wzór do którego powinniśmy się odnosić. Nie ma potrzeby tworzyć dzisiaj nowej tożsamości. To, że zdecydowana większość opowiedziała się przeciw przemocy, za pokojowym rozwiązaniem konfliktu, pokazuje że ludzie mogą żyć razem, pracować razem, to przychodzi samo, naturalnie.


Unia Europejska jest najlepszym przykładem na to w jakim kierunku powinien ewoluować współczesny świat. Musimy podążać tym topem, nie mamy wyjścia. Opowiem wam moją ulubioną historię: Otóż w 1979 roku, podczas mojej pierwszej wizyty w Strasburgu, postanowiłem się przejść. Poszedłem na spacer, na stronę niemiecką, do Kehl. Stanąłem po środku mostu łączącego Francję z Niemcami i powiedziałem do siebie: gdybym 30 lat temu stanął w tym samym miejscu i powiedział ludziom: "Hej przestańcie się nienawidzić, za 30 lat będziemy współpracować, żyć razem obok siebie, w najlepszym wypadku zostałbym odesłany do szpitala psychiatrycznego". Ale tak się stało. Dlaczego mogło udać się w Europie, między Niemcami a Francuzami, a nie miałoby się udać w Irlandii? Dlatego jestem tak wielkim zwolennikiem Unii Europejskiej, to najlepszy przykład w historii świata, że ludzie mogą ze sobą współpracować, że wojny nie mają sensu. A przecież to wszystko miało miejsce 30 lat po II wojnie światowej, gdy śmierć była powszechna. Ludzie w Europie potrafili jednak zrozumieć, że odmienność nie jest problemem, a największą wartością jest właśnie poszanowanie dla odmienności. Zarówno religijnej, narodowościowej jak i rasowej. Odmienność to jest nasz skarb. O to właśnie walczyliśmy w Irlandii, by ludzie którzy są inni szanowali się nawzajem, a co z tego wynika - mieli równe prawa, również wyborcze. Każdy musi mieć swoją reprezentację. Następnym krokiem była wspólna praca.


To nonsens. Unia Europejska tworzy całość i jednocześnie szanuje odmienności. To jest jej idea. Każdy kraj jest uczciwie reprezentowany na każdym poziomie. To jest ewolucja świata. Cofnijcie się o kilkaset lat. Ludzie z południa Polski nie mieli pojęcia jak wygląda północ Polski, bo nigdy tam nie byli, co więcej nigdy nie mieli zamiaru być.


Ale znowu wracamy do tego samego. Skoro ludzie zagłosowali zdecydowanie za porozumieniami, to chyba oznacza, że walczyliśmy o to czego oczekiwali. Wszyscy musieliśmy zaakceptować warunki, które będą akceptowalne dla obu stron. I tak się stało. Nie można było walczyć o coś, czego zrealizowanie jest niemożliwe. Najważniejsze, że ludzie zdecydowali się przystać na nasze rozwiązania, że chcieli żyć obok siebie i pracować razem. To chyba ogromne osiągnięcie, nie zaprzeczycie panowie.


Normalnie, bo IRA zaprzestała wojny.


Nie uczestniczyłem bezpośrednio w tych wydarzeniach. Tydzień wcześniej organizowaliśmy pokojowy pochód i armia brytyjska nas zaatakowała, zostaliśmy brutalnie potraktowani, a przecież domagaliśmy się jedynie, w pokojowy sposób, respektowania naszych praw. Gdy usłyszałem o pierwszych sygnałach dotyczących wymiany ognia na ulicach Derry, byłem przerażony. Wiedziałem, że może skończyć się masakrą. Ale nigdy nie przestałem wierzyć w to, że pokój jest możliwy. Trzeba tylko rozmawiać.


Tak, zaczęliśmy spotykać się z ludźmi, ja z IRA i z Sinn Fein, później z rządem brytyjskim. Najważniejsze, że wszystkie strony były zgodne co do tego, że należy zaprzestać przemocy. IRA również chciała pokoju. Powoli, powoli wypracowywaliśmy wspólne stanowisko.


Nie. Po prostu w pewnym momencie rozmawialiśmy. Nigdy nie mieliśmy żadnych problemów ze sobą, od początku nasze rozmowy były toczone w dobrej atmosferze.


Nie, nic poważnego. Jeśli o to wam chodzi, to moje życie czy zdrowie nigdy nie było w niebezpieczeństwie z powodu rozmów pokojowych. Nigdy nie miałem problemu z powodu moich działań, co jeszcze bardziej utwierdzało mnie w słuszności tego co robię. Jeśli chodzi o ludzi z bojówek, to po prostu musieli zrozumieć, że zaprzestanie przemocy jest jedyną szansą na jakiekolwiek porozumienia.


Zgadza się, widocznie do tego dojrzeli. Najważniejszym czynnikiem było pragnienie pokoju.


Nie wiem, to chyba była raczej kwestia obowiązku. Wiadomo, dla nas to był niewiarygodny zaszczyt, Nagroda Nobla miała też o tyle duże znacznie, że była przejawem międzynarodowego wsparcia dla naszych starań.


Nie, aż tak bym nie przesadzał. Sytuacja w Irlandii zawsze interesowała świat, proszę nie zapominać, że Irlandczycy to jeden z największych na świecie narodów emigrujących. Mieliśmy wcześniej ogromne wsparcie od Amerykanów, w naszą sprawę zaangażowali się tamtejsi politycy, jak Ted Kennedy, Tip O'Neill, Hugh Carey, Bill Clinton i jeszcze kilku innych.


Zwykły dzień, wstałem, ubrałem się, zjadłem śniadanie. Zazwyczaj tak robię, jest w tym coś nadzwyczajnego? (śmiech)


Naprawdę to nic wielkiego, po prostu byłem liderem czołowej partii politycznej i miałem poczucie obowiązku. Zwykła sprawa. Zawsze wiedziałem, że taka jest wola zdecydowanej większości i należy po prostu w imieniu tych ludzi działać, to wszystko.


Tak, a właściwie jego ruchu na rzecz swobód obywatelskich. Rozpoczęli coś na czym w pewnym sensie się wzorowaliśmy, pokazali, że warto walczyć. W tym sensie można go nazwać moim wzorem.


Tak, myślę że kraj ewoluuje w tym kierunku. Ludzie uznają, że to dla nich dobre rozwiązanie. Wszyscy. Przecież już teraz mamy w pewnym sensie jedną Irlandię. Niestety nie wszyscy to uznają. Ale dojdziemy do momentu, kiedy to się zmieni. Na razie mamy dwa rządy.


W Irlandii Północnej jest jakaś drużyna? Kto by pomyślał... Cóż, tak naprawdę myślę że Irlandia jest w sercach i umysłach. Jeśli ludzie będą pracować razem, dążyć do jednego celu, to prędzej czy później osiągniemy wspólną tożsamość. Irlandzką, jestem o tym przekonany. Przecież już zaczęliśmy.


Zgadza się, ale to też się zmieni. Proszę czekać cierpliwie i obserwować. Przecież tak naprawdę wszystko zmienia się powoli na naszych oczach. Kilkadziesiąt lat temu sytuacja była znacznie trudniejsza niż jest teraz.


Dokładnie tak.


Przede wszystkim z ulic zniknęły opancerzone pojazdy i patrole, ludzie czują się bezpieczniej, są bardzo otwarci, przyjaźni.


Tak, spokojnie można tak powiedzieć. Dyskryminacja najbardziej przejawiała się w wysokim bezrobociu, co z kolei prowadziło do rozwoju ruchu praw obywatelskich i równocześnie do zwiększenia przemocy, na co już nie mieliśmy wpływu. Moje argumenty za pokojem były takie, że to ludzie są podzieleni, ale nie kraj. Derry to było miasto niesprawiedliwości. 30 procent protestantów narzucało swoją wolę 70 procentom katolików. Przy wyborach dokonywano gerrymanderingu, poza tym nasi rodzice mieli problemy ze znalezieniem pracy. W pewnym sensie byliśmy skazani na biedę. To była jawna dyskryminacja. Ale moje pokolenie było pierwszym z katolickich, które dostało wykształcenie. Zaczęliśmy walkę o nasze prawa, o możliwości znalezienia lepszej pracy.


Ogromna, sam zaczynałem w takiej kasie. Pożyczaliśmy pieniądze ludziom żyjącym w nędzy. Dzięki nim wielu przetrwało, to był dla naszej społeczności ekonomiczny ratunek.


Zgadza się, zawiązaliśmy komitet mieszkaniowy, zbudowaliśmy sporo domów, ale później władze blokowały nasze poczynania, bo mogłyby one zachwiać proporcjami w okręgach wyborczych. Prawo mieszkaniowe w tamtych czasach często było używane jako narzędzie dyskryminacji.


Nie mogę jednoznacznie odpowiedzieć, może są jakieś podobieństwa, na pewno to, że zarówno naród irlandzki jak i narody Europy Wschodniej, w tym Polacy, mieli wsparcie całego świata. Pod tym względem możemy sytuacje porównywać.


Nie, co więcej, mam wielu przyjaciół w Anglii.


Rozmawiam z wami, rozmawiam z innymi dziennikarzami, zaraz przyjeżdża telewizja libańska. Nic wielkiego, jestem zaangażowany w pracę na Uniwersytecie, doradzam w sprawach politycznych, zabieram głos w sprawach różnych możliwych rozwiązań pokojowych.


To Irlandia Północna ma swoją drużynę narodową? (śmiech) Panowie, jak już powiedziałem, jestem i czuję się Irlandczykiem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj