Zawsze tego typu wybory będą budziły emocje, nie będzie brakować uwag i zastrzeżeń. Myślę, że ta grupa ludzi powołana przez trenera Nawałkę nie wzbudza zaskoczenia, a te nazwiska były raczej przewidywalne – podkreślił obecny opiekun bramkarzy Lecha Poznań.

Reklama

Selekcjoner trafił na taki okres, gdzie wszyscy piłkarze regularnie występują w swoich klubach. To ważne, bo w międzyczasie padło takie stwierdzenie, że tylko grający zawodnicy są w stanie pokazać swoją prawdziwą dyspozycję i mogą być poddani rzetelnej ocenie – dodał.

Jego zdaniem najbardziej przewidywalna była pozycja bramkarza. Nawałka powołał Łukasz Fabiańskiego, Wojciecha Szczęsnego, Artura Boruca i Przemysława Tytonia. Jeden z nich nie pojedzie na Euro.

Tutaj tę hierarchię mogła zburzyć jakaś nieprzewidywalna sytuacja – kontuzja, choroba czy jakieś zdarzenie w klubie. Ci zawodnicy regularnie grają w swoich drużynach i stanowią ich mocne punkty. Od lat sztab szkoleniowy nie miał takiego komfortu przy wyborze - podkreślił.

On sam z własnego doświadczenia wie, że decyzja o powołaniach nie jest łatwa. Osiem lat temu był członkiem sztabu szkoleniowego Leo Beenhakkera i współdecydował o tym, kto pojedzie do Austrii.

To decyzja, której nie podejmuje się z dnia na dzień. Ona zawsze jest poparta obserwacjami, analizami, wieloma rozmowami indywidualnymi z zawodnikami. Potem odbywa się długa dyskusja na forum sztabu. Osiem lat temu z naszymi bramkarzami nie mieliśmy takiej komfortowej sytuacji. Wówczas jedynym regularnie grającym zawodnikiem był Artur Boruc, nieco gorzej wyglądała sytuacja z Łukaszem Fabiańskim i Tomaszem Kuszczakiem. A Wojciech Kowalewski, który bronił w pierwszych meczach eliminacji, m.in. z Portugalią, wtedy zmagał się z kontuzją. Tomek doznał urazu i ostatecznie Wojtek pojechał na Euro, ale te decyzje podejmowaliśmy na kilka godzin przed upływem terminu – wspomniał.