Odniosła pani wielki sukces, pierwszy od lat w polskim narciarstwie alpejskim. Czy spodziewała się pani tak dobrego występu?Od rana doskonale się czułam i wiedziałam, że to jest mój dzień. Jechałam na takiej zdrowej adrenalinie, ale bez stresu. W drugim przejeździe popełniłam duży błąd i nawet się zdziwiłam na mecie, że jestem druga, bo sporo straciłam i myślałam, że spadnę niżej. Ale nie mam sobie nic do zarzucenia, bo naprawdę pojechałam na maksa, jak to my mówimy - all inn.

Reklama

Czy ocenia pani starty w mistrzostwach jednoznacznie pozytywnie, czy może odczuwa pewien niedosyt?Jestem bardzo zadowolona, bo wiem, że dałam z siebie wszystko. Oczywiście mogło być jeszcze lepiej, ale takie jest narciarstwo alpejskie. Jak pokazał slalom gigant, faworyci nie zawsze wygrywają i to jest piękno tego sportu. Trochę mieszane odczucia miałam po slalomie równoległym. Z jednej strony cieszyłam się oczywiście z ósmej lokaty, ale z drugiej miałam poczucie, że to nie była do końca sprawiedliwa rywalizacja, bo tory były bardzo nierówne. Ale gdyby przed sezonem ktoś mi powiedział, że w mistrzostwach świata będę zajmować takie miejsca, wzięłabym to w ciemno. Naprawdę jestem mega zadowolona.

Po sukcesach w Pucharze Świata podkreślała pani, że takie występy budują sportowo. A co oprócz dobrych wyników dały pani te mistrzostwa?Wiele mnie nauczyły. Dały mi mnóstwo pozytywnej energii i wiary w siebie. Pokazały, że mogę rywalizować z najlepszymi i mam jeszcze rezerwy, skoro pomimo poważnych błędów zajmuję miejsca w czołówce.

Pewnie spędziła pani czwartkowe popołudnie na odbieraniu gratulacji?Zawsze jak jest dobry wynik, to jest dużo gratulacji. Było mi bardzo miło, bo zadzwonił nawet pan prezydent, który jest zapalonym narciarzem i bardzo cieszył się z mojego występu. A ja po zawodach pierwsze co robię, to obdzwaniam rodziców, siostrę i brata. Oni najlepiej wiedzą, ile ten sukces kosztował mnie pracy.

A kiedy rodzice będą mogli pani pogratulować osobiście?Do domu to pewnie szybko nie wrócę. Zresztą w czasie covidowych ograniczeń nie jest to łatwe. Teraz chyba wystartuję w Pucharze Świata w San Pellegrino, a później w Jasnej. Może wtedy uda mi się wskoczyć na dzień czy dwa do Zakopanego.

Pewnie myśli pani już o następnym, olimpijskim sezonie?Przede wszystkim chcę skończyć ten sezon na wysokim poziomie, w czołowej "15" klasyfikacji slalomu giganta. W przyszłym roku igrzyska w Pekinie będą oczywiście najważniejsze, chociaż starty w Pucharze Świata będę traktować równie poważnie. Nie wiem tylko jeszcze, jak będą przebiegały przygotowania, bo z powodu pandemii jest wiele ograniczeń.

Uprawianie w Polsce narciarstwa alpejskiego na takim poziomie nie jest łatwe. Co by pani radziła młodym adeptom tego sportu?Chyba nie ma jednego wzoru. Każdy musi podążać swoją ścieżką, ale najważniejsze, żeby lubić to, co się robi. I oczywiście mieć wsparcie rodziny i grupę życzliwych ludzi wokół siebie. Mnie się to udało.