Pojedynek rozstawionego z numerem 14. Hurkacza i Miedwiediewa rozpoczął się w poniedziałek na korcie nr 2. Został przerwany z powodu deszczu przy stanie 2:6, 7:6 (7-2), 3:6, 4:3 dla Polaka. Zawodnicy wrócili do gry we wtorkowe popołudnie, ale na korcie centralnym i wrocławianin sprawił niespodziankę, wygrywając zarówno czwartą, jak i piątą partię 6:3.
- stwierdził na konferencji prasowej Polak, który po raz pierwszy w karierze pokonał wicelidera rankingu ATP.
Jak dodał, pierwszy występ na największej arenie londyńskiego kompleksu dodatkowo go zmotywował. Tak samo jak fakt, że Miedwiediew miał szansę na zostanie pierwszą rakietą świata w przypadku udanego występu w Londynie. Swoje zrobiła także licznie zgromadzona publiczność - wtorek był pierwszym dniem, kiedy nie obowiązywały już limity dla osób zasiadających na trybunach.
- zaznaczył wrocławianin.
Był bardzo zadowolony ze swojego wtorkowego występu. - ocenił.
24-letni zawodnik jest czwartym polskim singlistą, który awansował do ćwierćfinału Wimbledonu. Przed nim ten etap osiągnęli Wojciech Fibak w 1980 roku oraz Łukasz Kubot i Jerzy Janowicz w 2013 roku. W londyńskiej imprezie tenisiści, którzy docierają do tego etapu w grze pojedynczej są szczególnie honorowani.
- podkreślił Hurkacz.
Czas na Federera
Dotychczas w Wielkim Szlemie jego najlepszym wynikiem była trzecia runda. Awansując do ćwierćfinału, zapewnił sobie awans na co najmniej 13. miejsce w rankingu ATP. Jeszcze nigdy nie był tak wysoko notowany. O wykonanie kolejnego kroku i awans do czołowej czwórki turnieju zagra z Rogerem Federerem. Polak nie ukrywa podziwu dla Szwajcara, który ma w dorobku 20 tytułów wielkoszlemowych, a w Londynie triumfował rekordowe osiem razy.
- zapewnił z uśmiechem.