Dziennik Gazeta Prawana logo

Iga Świątek w finale turnieju w Miami. O tytuł zagra z Naomi Osaką

1 kwietnia 2022, 07:00
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Iga Świątek
<p>Iga Świątek</p>/PAP/EPA
Iga Świątek awansowała do finału turnieju WTA rangi 1000 w Miami. Rozstawiona z numerem drugim polska tenisistka, która za kilka dni oficjalnie zostanie liderką światowego rankingu, w półfinale pokonała Amerykankę Jessicę Pegulę 6:2, 7:5. O tytuł zagra z Japonką Naomi Osaką.

20-letnia Świątek wygrała 16. mecz z rzędu w cyklu WTA, co jest jej najlepszym wynikiem w karierze, a tegoroczny bilans poprawiła na 25-3. Ostatni pojedynek przegrała 16 lutego z Łotyszką Jeleną Ostapenko w 1/8 finału zawodów w Dubaju.

W drodze do finału bez straty seta

W sobotę tenisistka z Raszyna stanie przed szansą na szósty zawodowy triumf, a piąty w cyklu WTA. W poprzednim sezonie zwyciężyła w Adelajdzie i Rzymie, pod koniec lutego wygrała turniej w Dausze, a dwa tygodnie temu w Indian Wells. Jej największym sukcesem pozostaje wielkoszlemowy tytuł z Paryża z 2020 roku. Jedyny finał imprezy WTA przegrała w debiucie na tym etapie w Lugano w 2019 roku.

Polka w najbliższy poniedziałek oficjalnie zostanie liderką światowego rankingu. Zajmie miejsce Australijki Ashleigh Barty, która w ubiegłym tygodniu - w wieku niespełna 26 lat - ogłosiła zakończenie kariery i poprosiła o wykreślenie z listy WTA.

W drodze do półfinału na Florydzie, gdzie 10 lat temu zwyciężyła Agnieszka Radwańska, nie straciła ani jednego seta, a najwięcej gemów - sześć - oddała doświadczonego Czeszce Petrze Kvitovej w ćwierćfinale. Mimo to siedem lat starsza Amerykanka spędziła na korcie dużo mniej czasu, gdyż w dwóch poprzednich rundach jej rywalki skreczowały na wczesnym etapie rywalizacji.

105 minut na korcie

W pierwszej partii Świątek wypracowała sobie przewagę, przełamując podanie Peguli w 18-punktowym trzecim gemie. Powtórzyła to w siódmym, po którym odskoczyła na 5:2, a zaciśnięta pięść zdawała się mówić: "mam to". Chwilę później przypieczętowała sukces w secie po 44 minutach od wyjścia na kort.

W tym okresie grała za szybko, za dokładnie i zbyt intensywnie, by córka amerykańskiego miliardera Terry'ego Peguli, właściciela hokejowego klubu NHL Buffalo Sabres i grających w futbolowej lidzie NFL Buffalo Bills, mogła dotrzymać jej kroku.

Rozstawiona z numerem 16. reprezentantka gospodarzy, która w połowie lutego dotarła do najwyższej w karierze 14. pozycji listy WTA, m.in. dzięki skutecznym serwisom udanie zaczęła drugą odsłonę. W czwartym gemie, trwającym długo także ze względu na interwencję ochrony, która na wniosek sędzi usunęła z trybun przeszkadzającą zawodniczkom grupkę mężczyzn, pokusiła się o pierwsze w meczu przełamanie i wyszła na 3:1.

Polka błyskawicznie odrobiła stratę, ale równie szybko zrobiło się 2:4, gdyż popełniała dużo więcej niewymuszonych błędów niż w początkowych fragmentach spotkania, a Pegula - widząc słabszą dyspozycję i mniejszą regularność rywalki - skupiała się na utrzymaniu piłki w korcie i stwarzała Świątek okazje do pomyłek.

Podopieczna trenera Tomasza Wiktorowskiego "wróciła do gry" dwoma długimi i najbardziej efektownymi tego wieczora na Hard Rock Stadium, z którego korzystają głównie futboliści Miami Doplhins, akcjami. Zrobiło się 3:4, kilka minut później trzecim w meczu asem Świątek przypieczętowała wyrównanie, a po chwili kompletnie wybita z uderzenia Amerykanka już przegrywała.

Wydawało się, że takiej okazji, by szybko zakończyć pojedynek, Polka nie zmarnuje. Choć było już 0:30, to później miała dwa meczbole, ale nie wygrała czwartego gema z rzędu i znów był remis (5:5).

Świątek ponownie błyskawicznie otrząsnęła się z niepowodzenia, przełamała podanie przeciwniczki i dając upust swojej radości głośnym okrzykiem wyszła na 6:5. Tej szansy już nie wypuściła i po 105 minutach gry zameldowała się w finale.

Polka przed szansą wejścia do elitarnego grona

Była to druga potyczka tych tenisistek. Pierwszą wygrała Amerykanka, a było to w 2019 roku w Waszyngtonie, w turnieju WTA, który przyniósł jej jedyny dotychczas tytuł w karierze. Później Pegula dość regularnie docierała do dalekich etapów zmagań tego cyklu, dwukrotnie była też w ćwierćfinale wielkoszlemowego Australian Open i systematycznie przesuwała się w górę światowego rankingu.

– skomentowała Świątek.

W Miami, gdzie przed rokiem odpadła w 3. rundzie (1/16 finału), zdobyła już 650 punktów do rankingu światowego, w którym w poniedziałek oficjalnie obejmie prowadzenie, oraz zarobiła 646 tys. dolarów. Jeśli wygra turniej, te wskaźniki urosną do, odpowiednio, 1000 pkt i 1,23 mln premii.

Tenisistka z Raszyna jest też o krok od dołączenia do "Sunshine Double Club" - elitarnego grona tenisistek, które zwyciężyły w jednym sezonie w rozgrywanych po sobie turniejach w Indian Wells i Miami. Dotychczas dokonały tego jedynie Niemka Steffi Graf w latach 1994 i 1996, Belgijka Kim Clijsters w 2005 oraz Białorusinka Wiktoria Azarenka w 2016 roku.

Poza nimi w obu finałach w tym samym roku były jeszcze tylko inne sławy tej dyscypliny: Monica Seles, Serena Williams, Martina Hingis, Lindsay Davenport i Maria Szarapowa.

W spektakularnym osiągnięciu Polce może przeszkodzić już wyłącznie Osaka. Była liderka światowego rankingu pokonała w półfinale rozstawioną z numerem 22. Szwajcarkę Belindę Bencic 4:6, 6:3, 6:4. Japonka posłała 18 asów serwisowych, co jest rekordem w kobiecym tenisie w tym roku.

Będzie to 11. w karierze finał mieszkającej na stałe w USA Osaki (ma siedem tytułów), ale pierwszy od triumfu w Australian Open 2021, jednego z czterech zwycięstw w Wielkim Szlemie. Później miała kłopoty natury psychicznej, zmagała się z depresją, opuściła sporą część poprzedniego sezonu i do turnieju w Miami córka Japonki i Haitańczyka - określana z uwagi na liczne kontrakty reklamowe "najbogatszą sportsmenką świata" - przystąpiła jako 77. rakieta globu.

Jej jedyna konfrontacja ze Świątek miała miejsce w sierpniu 2019 roku w 1/8 finału imprezy w Toronto. Osaka wygrała 7:6 (7-4), 6:4 i choć odpadła w ćwierćfinale, to kilka dni później wróciła na fotel liderki rankingu WTA.

- podkreśliła Świątek.

Ich mecz w sobotę o godz. 19 czasu polskiego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Michał Ignasiewicz
oprac. Michał Ignasiewicz

Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraKucharski: W święta u Lewandowskiego przy stole musi być wojna polsko-polska »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj