Występująca dzięki "dzikiej karcie" brytyjska tenisistka Katie Boulter, która w Londynie po raz pierwszy dotarła do trzeciej rundy Wielkiego Szlema, sukcesy dedykuje zmarłej na początku tygodnia babci. "Wimbledon to był jej ulubiony turniej. Oglądała każdy mecz" - przyznała.
Zajmująca 118. pozycję w światowym rankingu Boulter w czwartek wyeliminowała ubiegłoroczną finalistkę, rozstawioną z "szóstką" Czeszkę Karolinę Pliskovą 3:6 7:6 (7-4), 6:4.
- powiedziała Boulter.
Jak przyznała, przed meczem 1. rundy z Francuzką Clarą Burel dzwonił do niej dziadek, który przygotował ją na to, co może się zdarzyć. Dopiero po tym spotkaniu mama poprosiła ją na bok i przekazała smutną wiadomość.
- dodała brytyjska tenisistka, która o 4. rundę powalczy w sobotę z Francuzką Harmony Tan.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zobacz
|