ROBERT RADWAŃSKI: Wszystko było dokładnie tak zaplanowane. Po zabiegu dłoni przez dwa tygodnie nie może podnieść rakiety, więc połączy tę przymusową przerwę z wakacjami. Gdyby zrobiła operację dopiero po powrocie, pauzowałaby miesiąc. A na taką przerwę w tenisie zawodowym nie można sobie pozwolić - tu trzeba być w formie cały rok. Nie wystarczy parę dobrych startów w kluczowych imprezach, jak w niektórych dyscyplinach.
Tak jest i jeszcze do tego pacjent przeżył. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo się na tym nie znam, ale żeby wyeliminować przyczynę nagminnych stanów zapalnych ścięgna palca serdecznego wystarczyło niewielkie nacięcie. Po wszystkim została Agnieszce dwucentymetrowa blizna.
Raczej nie, nie wiadomo tylko, jak będzie z kąpielami w morzu. Na wszelki wypadek Agnieszka wzięła ze sobą gumowe rękawiczki.
Mogę tylko powiedzieć, że to tajemnicze, ciepłe miejsce jest bardzo daleko, aż za równikiem. I że są to wyspy. Dziewczyny spędzą tam 11 dni.
W ostatnich startach rzutem na taśmę obroniła miejsce w pierwszej dziesiątce, to duży sukces. Aż do tych turniejów w Azji uważałem, że to Ula zrobiła w tym sezonie większy postęp - awansowała o 70 miejsc, weszła do pierwszej setki, ale potem się zatrzymała. Bo one nie mogą jednocześnie grać dobrze - obu naraz zdarza się najwyżej grać źle. W Tokio i w Pekinie przyszła kolej na Agnieszkę. Te imprezy decydowały o kolejności w rankingu na koniec sezonu, a z tym idą poważne pieniądze. Za wysokie miejsce tenisistki mają w kontraktach ze sponsorami zapewnione bonusy, dlatego o każdy punkt walczą jak o życie. Słyszy się opinie, że po sezonie wielkoszlemowym gra się już tylko o czapkę gruszek. Jeśli ktoś tak mówi, nie ma pojęcia o tenisie. Języczkiem u wagi była impreza w Pekinie - tam były potężne punkty do zdobycia. Kto tam dobrze wypadł - awansował. Agnieszka dotarła tam aż do finału. Wygrała Swietłana Kuzniecowa, która jest teraz trzecia na świecie. Agnieszka pokonała Jelenę Dementiewą, na czym skorzystała Wozniacki. Gdyby Rosjanka zaszła w Chinach wyżej, Caroline nie skończyłaby roku jako czwarta rakieta świata. Oczywiście każdy gra dla siebie, ale czasem pojawiają się takie wzajemne zależności. Można komuś zrobić przyjemność.
Owszem były tam, jak zwykle. To jest chyba najczęściej odwiedzany przez nie sklep. Tym razem też zrobiły zakupy, ale kto komu kupował - trzeba spytać samych zainteresowanych.
Czytaj dalej...
Tak bywa, kiedy gra się bez żadnej presji.
Nie miała wielkich oczekiwań, tym bardziej, że pojawiła się kontuzja. Miała przez to mniej treningów tenisowych, więcej pracy poza kortem, ogólnorozwojówki. Może była przez to świeższa. Poza tym ciągle działa stara zasada: kobieta zmienną jest. W kobiecym sporcie trzeba z tym żyć, zawsze będą jakieś nieprzewidziane sytuacje.
Wciąż nie będziemy mogli sami układać sobie kalendarza startów - to jest minus. Ale miejsce w czołówce daje też przywileje. Poza rzeczą oczywistą, czyli prestiżem są premie finansowe od WTA. Trzeba to rozpatrywać w kategoriach sukcesu.
Czas pracuje na naszą korzyść. Kilka najgroźniejszych rywalek zbliża się do 30. roku życia i pewnie wkrótce się wykruszą. Na wycofanie się tych najlepszych, czyli sióstr Williams, Kuzniecowej czy Demenetiewej nie można jeszcze liczyć, ale choćby Nadia Pietrowa czy Patty Schnyder ostatnio grają trochę na siłę. Zobaczymy jak się uda powrót Kim Clijsters, Justine Henin i Marii Szarapowej. Jeśli wszystkie trzy będą dobrze grać, będziemy mieć problem z utrzymaniem miejsca w dziesiątce.
Nie nowego się nie pojawi, będziemy dalej spokojnie robić swoje. W prasie dyskutuje się o zmianie trenera i być może autorzy tych pomysłów mają jak najlepsze intencje. Ale wystarczy rozejrzeć się, żeby zobaczyć ile kosztują takie eksperymenty na żywym organizmie. Choćby na przykładzie byłych liderek rankingu Jeleny Janković czy Any Ivanović. Zwłaszcza ten ostatni przypadek jest smutny. Ana ma jakieś fobie, nie jest w stanie wyjść na kort, płacze przed meczem. Widziałem to na własne oczy w Tokio. Wypadła poza dwudziestkę. Janković na szczęście dla niej szybko się opamiętała, wróciła do starego trenera Richiego Sancheza. Wcześniej zamieniła go na jakiegoś Amerykanina, na wpół specjalistę od karate. Zaczął majstrować przy jej uderzeniach, wyszła z tego wielka obsuwa. Z Sanchezem wróciła na stare tory, udało jej się obronić miejsce w dziesiątce, ale podejrzewam, że w tym sezonie znów może szukać czegoś nowego. Zmian można też się spodziewać u Wiktorii Azarenki i Dinary Safiny. Niektóre układy trener - zawodniczka są wypalone, ale inne działają. Na pewno wszystko zostanie po staremu u sióstr Williams, Dementiewej, Kuzniecowej, no i u nas.
Dziewczyny będą trenować w Krakowie, może zrobimy też mały obóz kondycyjny w Zakopanem.
Niektóre zawodniczki chyba się przeliczyły. Jeśli ktoś, jak Safina, wychodzi na kort i jest w stanie rozegrać dwa gemy, potem schodzi z płaczem i nawet nie daje się zbadać, to chyba nie powinien w ogóle zgłaszać się do tego turnieju. Zabiera publiczności widowisko, a innej zawodniczce blokuje miejsce. Safina ma chyba nie tylko kontuzję pleców, ale poważne problemy ze sobą. Każda z tych dziewczyn miała jakiś uraz. Czy była w stanie z nim grać, to już inna sprawa. Często jest tak, że ciało jeszcze może, ale głowa nie daje rady. Wtedy pojawiają się płacze, histerie.
Dla czołówki raczej nie. Ograniczenie startów w mniejszych turniejach miało sprawić, że w tych większych tenisistki będą świeże. W Dausze kontuzje miały też Wozniacki i Azarenka, a ich akurat te restrykcje nie dotyczyły, bo na koniec sezonu 2008 były niżej w rankingu. W tym roku Caroline grała, gdzie tylko chciała, najwięcej ze wszystkich dziewczyn i wreszcie to się na niej odbiło. Ja w przyszłym sezonie rozszerzyłbym ograniczenia ilości startów także na drugą dziesiątkę. Wtedy szanse będą wyrównane. A tak naprawdę obowiązek gry w jednych turniejach i zakaz w innych uważam za bzdurę - to jest wbrew prawom człowieka, każdy ma prawo do pracy. Kalendarz startów powinien układać trener w porozumieniu z zawodniczką.
Robert Radwański - absolwent wydziału trenerskiego krakowskiej AWF, ojciec i trener dziesiątej rakiety świata Agnieszki Radwańskiej