Dziennik Gazeta Prawana logo

Chińczycy zachwycili świat, znicz już płonie

8 sierpnia 2008, 11:39
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Inauguracja XXIX Igrzysk Olimpijskich zachwyciła nawet największych sceptyków. Jak na Chiny przystało, wszystko w Pekinie było wielkie. Wielka parada, wielka liczba uczestników, wielkie fajerwerki, dymy i światła. Wielki znicz olimpijski. Ceremonia rozpoczęła się punktualnie o godzinie 14 polskiego czasu. Na trybunach zasiadło 91 tysięcy osób, wśród nich głowy 90 państw.

Na bieżnię Stadionu Olimpijskiego wyszły po kolei narodowe reprezentacje, które wezmą udział w olimpiadzie. Jako pierwsi z tunelu wyłonili się Grecy - to właśnie w starożytnej Helladzie narodziły się igrzyska. Sportowcy poszczególnych krajów wchodzą na stadion według kolejności ustalonej zgodnie z chińską pisownią ich nazw. Na bieżni zobaczyliśmy też ekipę Polski. Pojawili się również nasi siatkarze, mimo iż wcześniej zapowiadano, że zostaną w wiosce olimpijskiej. W defiladzie wzięły udział 204 reprezentacje narodowe. Wykluczono z niej Brunei - narodowy komitet olimpijski tego kraju nie zgłosił w wymaganym terminie dwóch sportowców do zawodów.

Pierwsza - artystyczna - część ceremonii zaczęła się od wniesienia na stadion chińskiej flagi i odegrania hymnu narodowego. Flagę wniosły dzieci w strojach regionalnych 56 grup narodowych zamieszkujących chińskie terytorium. Po części oficjalnej rozpoczęło się barwne widowisko, prezentujące wielowiekowy dorobek chińskiej cywilizacji.

Data otwarcia została wybrana nieprzypadkowo - znalazły się w niej aż trzy ósemki, które w Państwie Środka uważane są za cyfrę przynoszącą szczęście.

Podczas prezentacji drużyn, polska ekipa prezentowała sie naprawdę świetnie. Panie wystąpiły w czerwonych sukienkach z szalem, panowie w granatowej marynarce ze spodniami ecru. Paradę naszych sportowców zamykali piłkarze ręczni, którzy wyglądali na najbardziej zadowolonych. Błyskały flesze aparatów szczypiornistów, którzy fotografowali chyba wszystko, co tylko się dało i wymachiwali szalikiem z napisem "Polska".

Ceremonia otwarcia igrzysk była naprawdę bajeczna. Odbyła się na Stadionie Olimpijskim, zwanym Ptasim Gniazdem. Na wielkiej scenie wystąpiło dziś ponad 15 tysięcy artystów, pod kierunkiem Yimou Zhanga, reżysera nagrodzonego Oscarami filmu "Dom latających sztyletów". Nie zabrakło sztucznych ogni w ogromnych ilościach - w górę wystrzeliło niemal 30 tysięcy fajerwerków.

Zapłonął olimpijski znicz. To, kto go zapali, było owiane do ostatniej chwili wielką, pilnie strzeżoną przez Chińczyków tajemnicą.

Najpierw ogień na stadion wniosła sztafeta składająca się ze złotych medalistów olimpijskich. Pierwszy pojawił się strzelec, zdobywca pierwszego złotego medalu olimpijskiego dla Chin. Potem pochodnię trzymali skoczkini wzwyż, gimnastyk, medalista w podnoszeniu ciężarów.

Później Li Ning, multimedalista olimpijski w gimnastyce sportowej, wzniósł się w górę podwieszony na sznurkach i okrążył cały stadion, a na koniec zapalił olimpijski znicz. Rozbłysły też kolejne fajerwerki. Wyglądało to naprawdę efektownie.

<<< Zobacz galerię zdjęć dziennika.pl >>>

Wszystko to oglądało 91 tysięcy widzów na stadionie i prawie cztery miliardy przed telewizorami. Oraz sportowcy - w igrzyskach weźmie udział aż 205 drużyn i przeszło 16 tysięcy sportowców.

Do Pekinu przybyli szefowie największych mocarstw. W ceremonii otwarcia wezmą udział prezydent Francji Nicolas Sarkozy i Stanów Zjednoczonych George W. Bush. Nie zabraknie też premiera Rosji Władimira Putina. "Mam wielki szacunek dla chińskiego narodu, chińskiej tradycji. Przyjeżdżam jako przyjaciel i sportowiec" - mówił Bush chińskim mediom. Bush musiał przyjechać do Pekinu, nie mógł pozwolić sobie na bojkot igrzysk. Bez Chin amerykańska gospodarka mogłaby się załamać.

Władze niektórych państw nie pojechały jednak do Pekinu. W obliczu protestów w obronie Tybetu, wolą pozostać neutralne. Zabrakło m.in. prezydenta i premiera naszego kraju. Lech Kaczyński i Donald Tusk zostali w Polsce. Zamiast nich nasz kraj podczas otwarcia reprezentował minister sportu Mirosław Drzewiecki. W Pekinie nie było też m.in. premiera Włoch Silvio Berlusconiego, prezydenta Litwy Valdasa Adamkusa i premiera Wielkiej Brytanii Gordona Browna.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj