Dziennik Gazeta Prawana logo

Pierwszy wielkoszlemowy triumf Schiavone

5 czerwca 2010, 18:29
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Pierwszy wielkoszlemowy triumf Schiavone
Pierwszy wielkoszlemowy triumf Schiavone/Inne
Francesca Schiavone odniosła pierwsze w karierze zwycięstwo w Wielkim Szlemie, triumfując w turnieju na kortach ziemnych im. Rolanda Garrosa w Paryżu. W finale włoska tenisistka pokonała Australijkę Samanthę Stosur 6:4, 7:6 (7-2).

Schiavone przeszła do historii Wielkiego Szlema jako pierwsza reprezentantka Włoch, jakiej udało się odnieść zwycięstwo w jednym z czterech najważniejszych turniejów w sezonie. Przed nią dokonał tego tylko raz jej rodak Adriano Panatta w Roland Garros w 1976 roku.

29-letnia mieszkanka Mediolanu jest najstarszą tenisistką, która sięgnęła po swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy od 1969 oku, gdy w Wimbledonie dokonała tego 30-letnia wówczas Brytyjka Ann Jones.

Schiavone była w imprezie rozstawiona z numerem 17., a Stosur z "siódemką". Obie po raz pierwszy wystąpiły w finale turnieju tej rangi. Trwający godzinę i 38 minut mecz przyniósł raczej zaskakujące rozwiązanie, gdyż to Australijka uchodziła za faworytkę, bowiem wcześniej wyeliminowała trzy poważne kandydatki do triumfu: czterokrotną zwyciężczynię Belgijkę Justine Henin (nr 22.), Amerykankę Serenę Williams (1.) i Serbkę Jelenę Jankovic (4.).

W sobotę jednak 26-letnia Stosur wyraźnie nie wytrzymała presji i sprawiała wrażenie bardzo spiętej. Popełniła 28 niewymuszonych błędów, o siedem więcej od rywalki, a nieznacznie słabsza była w statystyce wygrywających uderzeń 25-26 i asów serwisowych 3-6.

Pierwszy set, który trwał 40 minut, przebiegał zgodnie z regułą własnego podania do dziewiątego gema. W kolejnym nieoczekiwanie Australijka znalazła się w opałach, bowiem zrobiło się 0:40. Obroniła co prawda dwa setbole, ale przy trzecim popełniła swój jedyny podwójny błąd serwisowy.

Wydawało się, że Stosur szybko wyciągnęła wnioski. W drugiej partii zaczęła grać bardziej agresywnie i zepchnęła rywalkę daleko za linię końcową. Do tego dzięki jednemu przełamaniu serwisu odskoczyła na 4:1.

Nie utrzymała jednak przewagi "breaka" i zrobiło się 4:4. O zwycięstwie miał zdecydować tie-break, a w nim Włoszka grała jak natchniona i od stanu 2:2 zdobyła pięć kolejnych punktów.

Schiavone wspierała na trybunach kilkunastoosobowa grupa znajomych i przyjaciół ubranych w białe koszulki z napisem "Forza Francesca" oraz czarne opatrzone hasłem "Schiavone nic nie jest niemożliwe". Zabrakło jednak rodziców, których zawodniczka pozdrowiła podczas ceremonii zamykającej finał. Puchar Suzanne Lenglen odebrała z rąk Francuzki Mary Pierce, która triumfowała w Paryżu w 2000 roku.

Zwycięstwo dało Włoszce premię w wysokości 1,12 mln euro, a punkty tu zdobyte pozwolą awansować w poniedziałek na szósta pozycję w rankingu WTA Tour, najwyższą w dotychczasowej karierze.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj