Tak, ale szkoda, że teraz mieszkam sam w Cagliari i nie mam czasu zamontować satelity z polską telewizją. Ale nie narzekam. Z polskim radzę sobie naprawdę bardzo dobrze. Mama już długo
mieszka we Włoszech, ale nigdy nie zaniedbuje mojej nauki. Ja pytam ją o jakieś nowe słówka w polskim slangu, a ona mnie we włoskim. Mówię i czytam płynnie po polsku, tylko pisać się nie
nauczyłem. Razem z mamą doszedłem do wniosku, że nigdy w życiu nie będę w stanie nauczyć się polskiej ortografii (śmiech). Generalnie wystarczy mi kilkudniowy pobyt w Polsce, abym znów
zaczął mówić czystą, poprawną polszczyzną.
Nie mam zbyt wiele czasu na dokładne zwiedzanie Polski. Latem jestem z reguły na zgrupowaniach i turniejach. Ale już od dziecka mama wzbudzała we mnie ciekawość Polską. Dwa lata temu udało mi
się odwiedzić rodzinę w Grodzisku Mazowieckim. Byłem zachwycony. Wcześniej spędziłem kilka dni u kuzyna w Warszawie, a z mamą i jej rodziną byłem też w Gdańsku i w Węgorzewie na
Mazurach. Szkoda, że nie dożyła tego moja babcia - Polka.
Wszystko. Gościnność mojej rodziny, śliczne blondowłose kuzynki, urocze miasta i malownicze wiejskie krajobrazy. Dzięki mamie i jej rodzinie nie czuję się w Polsce obco. Zwłaszcza podczas
świąt takich jak te, kiedy jest super jedzenie. Ostatnie święta Bożego Narodzenia spędziłem u wujka w Tychach. Atmosfera była świetna. Wesoło jest też polskich na weselach. Byłem już na
trzech i za każdym razem nie mogłem się nadziwić jak piękne są Polki. Nie miałbym nic przeciwko małżeństwu z jedną z nich (śmiech).
Tak! Na prawej nodze mam włoską z napisem Pino - to imię mojego taty. A na lewej, od strony serca, flagę polską z napisem "Ewa". Ochraniacze wykonane są z bardzo wytrzymałych
włókien węglowych, więc chronią mnie, tak jak przez całe życie chronili mnie rodzicie. Noszę je na szczęście, wyrażają to, jaki jestem. Czuję się na pół-Polakiem i pół-Włochem.
Jestem każdym po trochu.
Trzy lata temu zadzwonił do mnie Michał Globisz i złożył propozycję przyjazdu na zgrupowanie kadry U-19. Miałem grać z chłopakami o dwa lata ode mnie starszymi. Myślałem o tym kilka dni,
to była najtrudniejsza decyzja w moim życiu. W końcu powiedziałem mu, że wybieram włoskie barwy, w których zadebiutowałem rok wcześniej. Już do końca życia będę miał z tego powodu
wątpliwości. Bo przecież tak samo kocham tatę Włocha, jak i mamę Polkę. Urodziłem się i wychowałem we Włoszech, mam włoski paszport, ale jestem bardzo związany z Polską.
Polska ma bardzo dobrą drużynę, w której najbardzej podoba mi się Smolarek. To nie tylko moja opinia, bo doceniają go też koledzy z Cagliari i młodzieżówki. Gdy tylko mogę, to oglądam
mecze biało-czerwonych. Razem z mamą kibicujemy im przed telewizorem. Liczę, że świetnie się spiszą na Euro. Byłbym z tego bardzo dumny. Kto wie, może w finale Włochy zagrają właśnie z
Polską?
Mój tata doskonale wiedział jak trzeba mną pokierować, abym w przyszłości został dobrym piłkarzem. Gdy miałem pięć lat, zapisał mnie do miejscowej drużyny Alpianese i mimo, że
spędziłem tam tylko rok, to nauczyłem się dokładnie podstaw futbolu. Byłem piłkarskim wariatem. Nawet arbuz był dla mnie piłką, tyle że zieloną. Po roku zgłosiło się po mnie Torino.
Tam grałem w kilku kategoriach wiekowych i prawie na wszystkich pozycjach. Moje występy w juniorach Toro przykuły uwagę skautów m.in. Milanu, Palermo, Sampdorii i Interu, a że jestem fanem tego
ostatniego klubu, to oferty nerazzurrich nie mogłem odrzycić. Miałem dziesięć dni na odpowiedź. Po konsultacjach z mamą i tatą podpisałem kontrakt. Interowi połowę sumy zapłaciło Treviso
i moja karta stała się własnością obu klubów.
To prawda. Mimo że miałem tylko siedemnaście lat to kilka silnych drużyn z Premiership oferowało mi kontrakt. Ostatecznie wybrałem Inter. Odmówiłem między innymi Manchesterowi United i
Arsenalowi. Nie mogłem nie zaakceptować oferty Interu. Nie byłem jeszcze gotów na grę w zagranicznym klubie.
Szkoda, bo nie tylko nigdy nie miałem okazji trenować z Interem, ale nawet nie założyłem czarno-niebieskiej koszulki. Polityka klubu jest taka, żeby młodych piłkarzy wypożyczać. Jednak nie
żałuję. W Treviso nie tylko poczułem smak pierwszoligowej piłki, ale przede wszystkim nauczyłem się samodzielności. Mimo, że spadliśmy do drugiej ligi, to udało mi się w wieku 18 lat
zadebiutować w Serie A i rozegrać w niej osiem spotkań. W drugiej lidze poszło mi jeszcze lepiej. Graliśmy przeciwko Juventusowi, Napoli czy Genoi, a mimo to nie spadliśmy niżej. Strzeliłem 8
goli. Teraz wróciłem do Serie A w barwach Cagliari. Mam świadomość, że najlepszy klub włoskiej ligi tylko czeka, abym nabrał doświadczenia i okrzepł fizycznie. Prędzej czy później
trafię do swego wymarzonego Interu. Muszę tylko ciężko pracować.
Posturą przypominam Filippo Inzaghiego. Mam 184 centymetry wzrostu, ale ważę niecałe 70 kg. Niestety nie jestem tak dobrze zbudowany jak Luca Toni czy Zlatan Ibrahimović. Muszę albo przytyć i
poprawić grę głową, albo grać w stylu Roberto Baggio, który zdobywał bramki dzięki wrodzonej technice.
We Włoszech piłka nożna jest najpopularniejszym sportem. Wszyscy chcą być tutaj sławnymi piłkarzami. Nie wyobrażacie sobie jak trudno jest się dostać nawet do kadry U-21. Ale spokojnie. Ja
dopiero zaczynam. Do Baggio jeszcze daleko.
Na razie jestem skoncentrowany wyłącznie na tym, aby osiągnąć sukces z kadrą młodzieżową. Czekają nas bardzo ważne imprezy - Igrzyska Olimpijskie w Pekinie, a potem młodzieżowe
mistrzostwa Europy w Szwecji w 2009 roku. Będziemy mieli dużo pracy, ale z takim trenerem jak Pierluigi Casiraghi wszystko przychodzi dwa razy łatwiej. Mam z nim świetny kontakt, rozumiemy się
bez słów. Jest bardzo młodym szkoleniowcem, pełnym werwy, a poza tym grał kiedyś jako napastnik, więc snajperów traktuje szczególnie. Jeszcze gdyby znał kilka polskich słów, byłoby
idealnie.