Przywiązanie do Interu podkreśla pan na każdym kroku.

Reklama

PAOLO COZZA*: To nie jest przywiązanie, tylko miłość! Niestety już od 13 lat na odległość. Natłok obowiązków spowodował, że w tym okresie tylko kilka razy udało mi się odwiedzić San Siro. Daję sobie jednak radę. Gdy piłkarze Manciniego wygrywają ligę, puchar lub derby to razem z nimi przeżywam sukces. Ubieram się w nasze barwy albo robię sobie na włosach niebieskie pasemka. Poza tym w domu mam włoską platformę cyfrową z kanałem tematycznym poświęconym tylko mojej drużynie. Inter Channel trzy radzy dziennie nadaje najświeższe wieści z klubu, więc zawsze jestem świetnie poinformowany. Mój roczny synek chyba też, bo program leci na okrągło, a on zawsze kręci się wokół telewizora. Czuję, że będzie z niego zagorzały kibic Interu. W piłkę też musi grać dobrze, nawet lepiej niż tata.

Cozza senior nie zdobył sławy na mediolańskich boiskach?

Wybitnym piłkarzem nigdy nie byłem, ale w lidze regionalnej grałem regularnie. To rozgrywki na szczeblu miejskim, odpowiadające polskiej piątej lidze. Dziś mam tak mało wolnego czasu, że tylko czasami udaje mi się wyskoczyć z kolegami na calcetto, czyli mini-futbol, pięciu na pięciu. Nie zaniedbuję natomiast wiedzy piłkarskiej. Nigdy nie wiadomo, kiedy będę musiał z niej skorzystać jako ekspert od Interu podczas magazynu Ligi Mistrzów. Nawiasem mówiąc, to polubiłem te rozgrywki do tego stopnia, że w tym roku postanowiłem obejrzeć ich finał z trybun. W maju lecę do Moskwy i mam nadzieję zobaczyć tam wielu fanów nerazzurrich.

No właśnie. Mówi się, że Ibrahimović i spółka już teraz mogą czuć się mistrzami Serie A. Wiosną wszystkie siły przerzucicie na europejski front?

W tabeli mamy tylko siedem punktów przewagi nad drugą Romą. Mimo że zbudowaliśmy najlepszą drużynę Włoch, to nic nie jest jeszcze przesądzone. Sezon składa się z 38 kolejek i również Inter może dopaść kryzys. W lutym będzie znów Champions League, którą zamierzamy wygrać, dlatego w niektórych meczach ligowych może brakować świeżości, mogą pojawić się kontuzje czołowych piłkarzy. W lepszej sytuacji jest na przykład Juventus. Skupiony wyłącznie na lidze do końca sezonu powinien być dla nas zagrożeniem.

A Milan?

To jedyna drużyna, która w składzie ma gwiazdy porównywalne do naszych. Tyle że oni już na początku sezonu tracą tak dużo punktów, że później zostaje im tylko walka w Lidze Mistrzów. Zauważyłem, że już od kilku lat nie potrafią równomiernie rozkładać sił. Koncentrują się na pojedynczych, ważnych meczach, ale i te przegrywają, jak choćby trzy ostatnie derby Mediolanu.

Skoro Inter jest poza zasięgiem w Italii, to dlaczego w Europie nie spełnia oczekiwań?

Bo do pełni szczęścia brakuje nam Lionela Messiego. Ten chłopak jest najlepszy na świecie. Z Ibrahimoviciem stworzyliby atak marzeń. Dwóch geniuszy piłki w zupełności wystarczyłoby do triumfu w Moskwie. Niestety na razie jest nie do kupienia, dlatego należy się cieszyć z tego, co mamy. Podoba mi się polityka transferowa Morattiego i Manciniego. Jak nie mogą ściągnąć gwiazd, to uzupełniają kadrę solidnymi, ambitnymi piłkarzami. Wypożyczony ostatnio Portugalczyk Maniche jest tego najlepszym dowodem.

A co z polską ligą? Komu pan kibicuje?

Muszę przyznać, że weekendowe wieczory spędzam na oglądaniu Serie A, więc mam ograniczoną wiedzę o polskiej lidze. Jesienią widziałem kilka meczów Korony Kielce i polubiłem tę drużynę. Chyba będę jej kibicował także wiosną. Więcej mam do powiedzenia, jeśli chodzi o drużynę narodową. Uwielbiam podejście polskiego kibica domowego. Jak Polska traci gola, przykładowo w 10. minucie, to wszyscy zmieniają kanał albo w ogóle wyłączają telewizor. Strasznie mnie to śmieszy. Osobiście nie odpuszczam żadnego meczu reprezentacji i nie mogę się już doczekać mistrzostw Europy. Polska ma fajną grupę, o wiele łatwiejszą niż Włosi. Myślę, że ćwierćfinał jest w naszym zasięgu.

Ma pan na myśli Polskę czy Włochy?

Oczywiście, że Polskę. To jej najpierw kibicuję, a w dalszej kolejności Italii. Wygramy pierwszy mecz z Niemcami i później pójdzie jak z płatka, zobaczycie. Musimy tylko pozbyć się tego paraliżującego stresu. Grać bez nerwów, na luzie z poczuciem, że nie ma się nic do stracenia.

Rok temu powiedział pan, że decyzja o przyznaniu Polsce i Ukrainie, a nie Włochom, organizacji Euro 2012 jest słuszna. Podtrzymuje pan swoją opinię?

Reklama

Tak, mimo że przez 10 miesięcy pod względem rozbudowy infrastruktury nie zostało zrobione praktycznie nic. Władza się zmieniła, już nikt w Europie się z Polski nie naśmiewa, ale projekty dalej leżą szufladach. Nowy rząd musi wykorzystać sprzyjający mu klimat i wziąć się do roboty. Nie może być tak, że w 2007 roku wybudowaliśmy 36 kilometrów autostrad, choć w planach było 900!

Wydał pan książkę kucharską „Włoska kuchnia na polskim stole”. Jakieś rady żywieniowe dla polskich piłkarzy?

Niech jedzą wszystko, na co mają ochotę. W Polsce mamy doskonałe mięsa i zupy. We Włoszech lepsze są makarony i ryby. Wszystko jest dozwolone oprócz alkoholu. Jak reprezentanci będą pili, to skończą bardzo źle. Przykładów jest bardzo wiele. Pierwszy z brzegu – napastnik Interu Adriano. Alkohol i dyskoteki zrujnowały mu karierę. Trzeba z jego błędów wyciągać wnioski.

p


*Paolo Cozza ma 45 lat, z wykształcenia jest prawnikiem. Mieszka w Warszawie od 13 lat. Jest dyrektorem handlowym firmy motoryzacyjnej, ma zespół muzyczny Alpini. W Polsce znany głównie z programu telewizyjnego „Europa da się lubić”.