Dziennik Gazeta Prawana logo

Łukasz Piszczek został prawym obrońcą

16 lutego 2008, 00:01
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Radość, smutek i zdziwienie - to uczucia, które towarzyszą ostatnio Łukaszowi Piszczkowi. Piłkarz Herthy Berlin może być zadowolony, bo klub przedłużył z nim na lepszych warunkach kontrakt do czerwca 2010 r. Jednocześnie jest też przybity, gdyż przeważnie siedzi na ławce rezerwowych - donosi DZIENNIK.

Zdumienie Piszczka wywołała za to decyzja trenera niemieckiego klubu Luciena Fevre. Pomysłowy Szwajcar zaczął wystawiać naszego napastnika na... prawej obronie. "Zagrałem na tej pozycji zimą w sparingu z czwartoligowcem. Wypadłem super, więc trener wystawił mnie w defensywie w ligowym meczu z Eintrachtem Frankfurt. No i dałem sobie radę" - opowiada DZIENNIKOWI Piszczek.

Polak nie ukrywa jednak, że wolałby grać w ataku. "Tyle że w tyłach mam większą szansę na wyjście w podstawowej jedenastce. Z przodu pozycja Mirko Pantelicia i Rafaela jest niepodważalna" - zdradza Łukasz.

W ostatnich trzech meczach Herthy biegał on po boisku ledwie przez 41 minut. Zawsze w defensywie lub na boku pomocy. "Przez to, że gram ogony i nie w ataku, przestałem strzelać gole. W jedenastu meczach Herthy nie trafiłem ani razu. Gdy zaczynałem grać w Zagłębiu Lubin sytuacja była podobna. W pierwszym sezonie trafiłem do siatki tylko raz, ale w drugim aż jedenaście. Oby historia się powtórzyła" - przypomniał Piszczek, który nie ma pretensji do Beenhakkera o brak powołań. "Sytuacja jest prosta: nie gram, to nie jeżdżę na kadrę. Jeśli przebiję się w Hercie, powinno być lepiej. Ostatnio dzwonił do mnie asystent selekcjonera Bogusław Kaczmarek i zapewniał, że pamiętają o mnie, że jak zaistnieje w klubie to znów mnie zaproszą na zgrupowanie" - przyznaje Łukasz.

Piszczek jest kolejnym polskim piłkarzem, któremu nie najlepiej wiedzie się w Hercie. Artur Wichniarek, Bartosz Karwan i Tomasz Kuszczak także się tam nie przebili. Obaj po odejściu narzekali na atmosferę panującą w klubie. "Nie sugeruję się tym co było. Każdy piłkarz to osobny przypadek. Mnie tam nikt w Niemczech nie dał do zrozumienia, że jestem tu nielubianym Polaczkiem. Wręcz przeciwnie, w klubie panuje rodzinna, luźna atmosfera. Ostatnio jeden z kolegów zabrał drugiemu komórkę i przestawił język menu z niemieckiego na hinduski. Śmiechu było co niemiara" - opowiada Piszczek.

W Berlinie czuje się dobrze, także dlatego, że poznał już nieźle język. "Zapewniam, że potrafię powiedzieć po niemiecku coś więcej niż kilka podstawowych przekleństw. Buduję całkiem ładne, złożone zdania. Tak naprawdę wszystko w moim życiu byłoby cudownie gdybym tylko troszkę więcej grał. Ale mimo wszystko nie żałuję wyjazdu do Berlina. Trenuję tu ze znakomitymi piłkarzami, z chłopca stałem się dorosłym facetem, bo musiałem sobie dawać radę w wielu stresujących, codziennych sytuacjach. Na pewno więc idę do przodu. Rozwijam się i jako zawodnik, i jako człowiek" - kończy Piszczek.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj