Dziennik Gazeta Prawana logo

Isinbajewa tęskni za skakaniem

25 lutego 2008, 00:37
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Jelena Isinbajewa to nietuzinkowa sportsmenka. Mało kto wie, że Rosjanka jest... oficerem rosyjskiej armii. Nie znaczy to jednak, że to niewrażliwa, twarda baba. Jelena kocha delfiny i suknie zaprojektowane przez najlepszych światowych projektantów. DZIENNIK rozmawia z mistrzynią świata i olimpijską w skoku o tyczce, która jako pierwsza kobieta przekroczyła barierę 5 metrów.


Szczerze mówiąc takie było i moje zdanie. W dzień zawodów nie powinnam tracić koncentracji i energii. To byłoby nieprofesjonalne. Muszę dbać przede wszystkim o własną pracę.


Zorganizowano dla mnie podróż prywatnym samolotem z mityngu w Doniecku na galę do Sankt Petersburga, a stamtąd do Bydgoszczy. Miło lata się prywatnym samolotem - wygodnie, bez czekania w tłumie.

Rozmawiało nam się bardzo przyjemnie, zresztą jak zwykle, bo nie spotkałam go po raz pierwszy. Prezydenta poznałam w 2004 r. po igrzyskach w Atenach. Myślę, że nazywać go moim kibicem to trochę za dużo, ale z pewnością życzliwie śledzi moją karierę. W ogóle lubi sport i dużo zrobił dla rosyjskich sportowców. Na przykład zadbał o to, żeby mistrzowie dostawali odpowiednie wynagrodzenie od państwa.


Nie wiem, nie jestem w stanie tego ocenić. To mogą powiedzieć inni, przyglądając mi się z zewnątrz. A sukienka... Zaprojektował ją Roberto Cavalli. Bardzo miło mi słyszeć, że się spodobała.


Wiem o tym, ale ja wolę jak najwięcej startować. Muszę ćwiczyć odporność na stres ? wtedy na każdych kolejnych zawodach lepiej daję sobie radę z presją. Nad tym trzeba pracować tak samo, jak nad formą fizyczną. Poza tym kiedy zbyt długo się trenuje, przychodzi znużenie. Wtedy potrzebny jest taki emocjonalny zastrzyk energii, który dają tylko zawody.


Donieck to na ogół moje pierwsze zawody w sezonie halowym. Jestem wtedy świeża, rwę się do rywalizacji. To wielka radość skakać przy takiej publiczności ? oni naprawdę mnie kochają, dopingują tak, że rosną mi skrzydła. Poza tym bardzo ważne jest dla mnie to, że te zawody organizuje Siergiej Bubka.


Może jakiś szczególny głód skakania. Kiedy on się we mnie skumuluje, wtedy przychodzi wynik. Natomiast to, co odczuwam po pobiciu rekordu to coś zupełnie innego niż radość po normalnym zwycięstwie. To takie szczególne podniecenie, coś, za czym tęsknię, co chciałabym odczuwać jak najczęściej. Właśnie dzięki niemu czekam na każde kolejne zawody.


Zdecydowanie tak. W ekstremalnych sytuacjach potrafię dać z siebie najwięcej. Nie wiem, jak to się dzieje, nie mam nad tym kontroli. Po prostu strasznie pragnę wygrać. Cała moja energia, koncentracja i wszystkie siły podporządkowują się temu pragnieniu. Bardzo pomaga mi też silna konkurencja - im lepsze rywalki, tym wyżej kończą się moje konkursy. Przez całą moją karierę to były różne osoby. Zaczęło się od ery Dragili, potem była Fieofanowa, bardzo wysoko skakała też Ania Rogowska.


Nawarstwiło się wiele czynników. Przede wszystkim w moim życiu osobistym zaszło wtedy wiele zmian. Wyprowadziłam się z domu od rodziców i w ogóle z Rosji, rozstałam się z trenerem Trofimowem. Bardzo to wszystko przeżywałam, pojawiły się problemy psychologiczne. Przez to nie mogłam skupić się tylko na skakaniu.


Staraliśmy się udoskonalić moją technikę. Miałam dobre podstawy, niczego nie musiałam uczyć się od nowa. Po prostu skorygowałam drobne błędy. Wcześniej skakałam dobrze, ale Witalij Pietrow sprawił, że moje skoki stały się perfekcyjne. Ufam mu w stu procentach, to mistrz wśród trenerów, prawdziwy geniusz. Wystarczy spojrzeć na wyniki, jakie osiągnęli jego zawodnicy, np. Bubka.


Oczywiście, że chciałabym dorzucić kilka rekordów do jego wyniku. To możliwe, mam jeszcze dużo czasu.


Chciałabym skakać do mistrzostw świata w Moskwie w 2013 roku. Mam nadzieję, że forma i zdrowie pozwolą mi do tej pory pozostać na szczycie, bo tylko stamtąd chciałabym odchodzić. Będę miała wtedy 31 lat, to świetny czas, żeby zacząć myśleć o dzieciach i rodzinie.


Raczej nie. Po skończeniu kariery wciąż chciałabym być blisko sportu. Myślę o pracy w IAAF lub Komitecie Olimpijskim. Chciałabym zrobić coś, żeby dzieci miały lepsze warunki do uprawiania sportu.


Niestety, to tylko plotka. Ale mam masę figurek delfinów i biżuterii w ich kształcie. W Bydgoszczy skakałam w kolczykach ? delfinach. Miałam też kontakt z żywymi delfinami, dwa razy pływałam z nimi w basenie. W dotyku są aksamitne i ciepłe. Trener nauczył mnie kilku komend, specjalnych gestów, na które delfiny reagują. Dla mnie delfiny są jak małe dzieci, dają mi tyle samo radości.

p

Jelena Isinbajewa lat 26, mistrzyni świata i olimpijska w skoku o tyczce, jako pierwsza kobieta przekroczyła barierę 5 m (5.01)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj