Dziennik Gazeta Prawana logo

Pierwszy wiraż da zwycięstwo Kubicy

15 marca 2008, 02:44
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
735 metrów długości, 8 metrów szerokości - tyle ma prosta startowa na torze w Melbourne. 22 bolidy Formuły 1 ostro hamując, będą wściekle przepychać się na pierwszym zakręcie. Fachowcy przewidują, że właśnie tu może dojść do wielkiej kraksy. Jeśli Robert Kubica uniknie wypadku, może zająć bardzo dobre miejsce.

Wszyscy chcielibyśmy zobaczyć zwycięstwo Kubicy w Melbourne w wyścigu o Grand Prix Australii. Jego bolid BMW Sauber jest wolniejszy od Ferrari i McLarena, ale jeśli to będzie wyścig pełen kraks wszystko jest możliwe - spekuluje "Fakt".

W tym sezonie nie ma kontroli trakcji, przez co trudniej zapanować nad samochodem. Ostatnie siedem lat w Formule 1 było niczym gra na play station - elektronika była ważniejsza od umiejętności człowieka. Tylko sześciu kierowców pamięta czasy, gdy ściganie nie było wspomagane kontrolą trakcji.

Wśród nich jest kolega Kubicy z BMW, Nick Heidfeld. "Dobrze, że wróciliśmy do tego, gdy ściganie jest w naszych rękach. Mam nadzieję, że wszyscy opanowali nowe bolidy i nie będzie wypadków" - mówi Heidfled.

Niemiec zapomniał o kraksie na pierwszym zakręcie GP Australii w 2002 roku, gdy Ralf Schumacher przeleciał nad Rubensem Barrichello. Wypadek wyeliminował kilka bolidów z dalszej jazdy. To niebezpieczne miejsce i łatwo tam o kraksę. Zwłaszcza kiedy trzeba wyhamować z prędkości przekraczającej 300 km/h do 145 km/h. Bolidy potrzebują na to kilkudziesięciu metrów i wystarczy gapiostwo jednego z kierowców, by w powietrzu latały części rozbitych aut.

"Bez kontroli trakcji trudniej będzie utrzymać idealny tor jazdy" - przewiduje Kubica. Niemożliwe jest, by w tłoku po starcie wszyscy pojechali wymarzonym torem. Dlatego możemy być pewni, że czeka nas wiele emocji. Ale to dopiero początek wyścigu grozy. W Australii są prawie 40-stopniowe temperatury i opony szybko będą ulegać zniszczeniu.

"Tor w Melbourne jest brudny, co dodatkowo sprzyja degradacji opon. Kierowcy muszą uważać, by nie stracić przyczepności" - mówi Willy Rampf, inżynier w BMW.

Już podczas piątkowych treningów z toru wypadło kilka aut. Kolejne wylecą w niedzielę. Dlatego Kubica, który świetnie radzi sobie bez kontroli trakcji, ma duże szanse na sukces.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj