Dziennik Gazeta Prawana logo

NBA może trafić do Polski

20 października 2008, 02:40
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
NBA Europe Show to wielkie i perfekcyjnie zorganizowane show, które być może już niedługo zawita także do Polski. Jego mankamentem jest tylko to, że nie zawsze amerykańscy gwiazdorzy dostosowują się swoją grą do poziomu wyznaczanego przez organizatorów - czytamy w DZIENNIKU.

W ubiegłym roku drużyny z najlepszej ligi świata grały z zespołami europejskimi, w tym rywalizują między sobą. Są to Miami Heat, New Jersey Nets, New Orleans Hornets i Washington Wizards. "Doszliśmy do wniosku, że chcemy się skoncentrować na produkcie, jakim jest NBA" - mówi szef tych rozgrywek w Europie, Tom Marchesi. Nie znaczty to, że europejskie drużyny nie są dla ich odpowiednimi partnerami. Niektóre z nich otrzymały szansę zmierzenia się najlepszymi w Ameryce. Przykładowo CSKA Moskwa grało niedawno z Orlando Magic, w którym występuje Polak Marcin Gortat.

Zdaniem Marchesi'ego zainteresowanie europejskich kibiców jest ogromne. "Sprzedaliśmy wszystkie bilety na mecze w Paryżu, Londynie i Berlinie. Zostało tylko kilka na mecz w Barcelonie" - wylicza.

Jednak w berlińskiej hali O2 kompletu widzów nie było. Mecz Wizards z Hornets nie był ekscytujący. W Wizards zabrakło między innymi Gilberta Arenasa, Antawna Jamisona i Antonio Danielsa. Ich rywale nie byli tak osłabieni i w pierwszej kwarcie wręcz ośmieszali rywali, prowadząc nawet 18:0. Ostatecznie wygrali tylko 96:80, ale tak naprawdę jedynie dlatego, że w drugiej połowie wyraźnie odpuścili. Do końca popisywali się jednak świetnymi zagraniami. Celowali w tym zwłaszcza gwiazdorzy ekipy z New Orleans: Chris Poul i Peja Stojakovic.

"Zagrać znowu w Europie to prawdziwa przyjemność. Super, że fani świetnie się bawili" - powiedział się po meczu ten ostatni.

Organizatorzy NBA Europe Tour starają się stawiać na różne miasta. "Przed rokiem byliśmy w Rzymie, a teraz wybraliśmy Berlin i Paryż" - tłumaczy Marchesi.

Nie zapadły jeszcze decyzje, gdzie zostaną rozegrane kolejne spotkania. "Prawdopodobnie wrócimy do Włoch. Nie ukrywam, że jednym z naszych celów na przyszłość jest też Polska. Poważnie myślimy także o Rosji" - wyjaśnia.

Nie prędko doczekamy się za to meczu sezonu zasadniczego rozgrywanego w Europie. Apetyt na to wzmogła inauguracja sezonu ligi NHL w Sztokholmie i Pradze. Kibice koszykówki trochę będą musieli poczekać na powtórkę z Pekinu z roku 1991, kiedy po raz pierwszy i jak dotąd jedyny rozegrano poza Ameryką mecz sezonu zasadniczego NBA. "Na poważnie zaczniemy to rozważać dopiero po igrzyskach olimpijskich w Londynie" - tłumaczy David Stern, komisarz NBA.

Zdaniem Sterna nie wszystkie europejskie hale spełniają odpowiednie wymagania. Póki co kibicom pozostają mecze w ramach NBA Europe Tour i nadzieja, że będą się na nich bawić równie dobrze, jak fani w Londynie, którzy oglądali niedawno emocjonujące spotkania rozgrywane między New Jersey Nets, a Miami Heat.

Drużyny z NBA rozgrywają mecze w Europie od dwóch dekad. W tym czasie w 18 miastach Starego Kontynentu odbyło się 48 spotkań z ich udziałem. Od dwóch lat organizowany jest cykl NBA Europe Live. W ubiegłym roku siedem meczów z udziałem zespołów z NBA przyciągnęło na trybuny 75 tysięcy widzów. W telewizji te spotkania zobaczyło 10,3 mln ludzi.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj