Dziennik Gazeta Prawana logo

Korzeniowski: Nie ma na co narzekać

2 sierpnia 2009, 20:44
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
"Było dobrze. Większość ekipy stanowili juniorzy, którzy główną imprezę mieli już za sobą w Pradze. Dużo osób zrobiło życiówki. Nie ma co narzekać" - mówi DZIENNIKOWI Paweł Korzeniowski. Wicemistrz świata podsumowuje swój start i start całej polskiej ekipy.

W finale na 100 metrów stylem motylkowym doszło do niesamowitego pojedynku między Miloradem Cavicem a Michaelem Pheplsem. Obaj panowie już od jakiegoś czasu mają ze sobą na pieńku. Podczas igrzysk w Pekinie obaj wpadli na metę niemal jednocześnie. Aparatura pomiarowa pokazała jednak, że to Amerykanin był o setną cześć sekundy szybszy. Cavić cały czas wszem i wobec opowiada, że to on jest zwycięzcą, a wygrana Phelpsa to był zwykły chwyt marketingowy, by Michael zdobył komplet ośmiu złotych medali.

W Rzymie w półfinale Cavić popłynął niesamowicie. Pobił rekord świata Amerykanina (50.01) i rozpoczął wielką grę psychologiczną. Mówił Pheplsowi, że jeżeli chce to dostarczy mu strój w jakim sam pływa, albo kupi mu za swoje pieniądze inny, byle tylko Phepls miał z nim szanse. Jeszcze przed startem, podczas prezentacji zawodników, Serb podczas wyczytywania swojego nazwiska cały czas prowokująco patrzył w stronę rywala.

Okazało się jednak, że trudno o coś bardziej niebezpiecznego niż rozdrażniony Phelps. Amerykanin popłynął oczywiście w swoim stroju i wygrał z Serbem, bijąc oczywiście rekord świata. i zostając pierwszym człowiekiem w historii, który złamał barierę 50 sekund (49.82).

Polacy swoje starty zakończyli z jednym tylko medalem - srebrem Pawła Korzeniowskiego. Generalnie tylko niepoprawni optymiści spodziewali się lepszego dorobku, ale niedosyt pozostał.

>>>Tak Korzeniowski zdobył srebrny medal

Dla mnie oczywiście dwieście delfinem. A tak naprawdę to całe zawody stały na bardzo wysokim poziomie, było wiele ciekawych wyników. Najbardziej jednak podobał mi się wyścig na dwieście metrów stylem dowolnym i pojedynek Paula Biedermanna z Michaelem Phelpsem.

Michael przegrał dwieście metrów kraulem, ale rekordy świata w delfinie pokazały że dalej jest najlepszy. Najbardziej chyba cennym zwycięstwem było sto metrów motylkowym. Jako pierwszy złamał granicę pięćdziesięciu sekund, i wygrał z Caviciem. Może nie wszyscy wiedzą, ale Serb ten wyścig rozpoczął na długo przed startem. Próbował zdekoncentrować rywali, proponował że dostarczy Amerykaninowi stroje, w których sam pływa żeby szanse były równe. Phelps popłynął jednak w swoim stroju. Chyba jeszcze nigdy nie widziałem Michaela tak szczęśliwego i świętującego zwycięstwo. Pokazał, że jest najlepszy.

Zdecydowanie tak. Dziesiątki rekordów świata i tak wysoki poziom to nie przypadek.

Radziłem sobie jak nie było strojów, radze sobie też jak są. Myślę więc że nie odczuję braku super kostiumu w dużym stopniu. Stroje wprowadziły do pływania wyścig zbrojeń, lecz pływacy nie stracili przez niego głowy. Bardzo fajną historią jest półfinał Konrada Czerniaka. Tuż przed startem jednemu z zawodników pękł kostium. Według przepisów zawodnicy nie powinni czekać aż założy inny strój. Mimo że sędzia zapraszał ich na start, żaden z pływaków nie wyszedł dopóki Bovell nie założył innego kostiumu. To pokazuje że mimo wszystko pływanie pozostało czystym sportem gdzie liczy się zawodnik.

Było dobrze. Większość ekipy stanowili juniorzy, którzy główną imprezę mieli już za sobą w Pradze. Dużo osób zrobiło życiówki. Nie ma co narzekać.

Tak. Radek znacznie poprawił się na tych mistrzostwach. Jest młody i ma jeszcze czas. Dziś już nie boi ścigać się z najlepszymi. Na nogach pływa lepiej niż ja... lepiej niż Lochte, który w tym elemencie jest czołowym zawodnikiem. Kawęcki był od niego szybszy na nawrotach.

I to jak wyraźnie. Był przestój, a teraz rywalizujemy na równi z Australią, USA czy Chinami. Są Świetni Francuzi przebudzili się Niemcy, a u kobiet prym wiodą Rosjanki, Włoszki i Szwedki. Śmiało można powiedzieć że Europa wróciła do światowej czołówki.

Lochte to typowy Amerykanin i zawsze robi show. Ja jestem raczej skromny i wolę żeby zapamiętano mnie z pływania i wyników a nie nakładki na zęby.

Miałem na to mało czasu ponieważ starty skończyłem dopiero w piątek. Podczas zawodów o zwiedzaniu nie ma mowy, słońce za bardzo męczy. Zobaczyłem jednak Koloseum, Panteon, a jednak największe wrażenie zrobiła na mnie fontanna Trevi. Byłem tam wieczorem gdy była już podświetlona. Siedziałem przy niej godzinę i nie mogłem się nadziwić.

Absolutnie nie. Na wakacje jadę do Nowego Jorku. Moja dziewczyna, Marta Domachowska ma tam turniej wielkiego szlema i jadę jej kibicować.

Byłem na pizzy ale nie smakowała mi. Zdecydowanie najlepsza pizza jest ... w moim rodzinnym Oświęcimiu. Pizza z Włoch nie dorównuje tej z Tawerny w Oświęcimiu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj