Tym samym Międzynarodowa Federacja Samochodowa potwierdziła decyzje sędziów z Australii i Malezji oraz przedsezonową inspekcję dokonaną przez delegata FIA Charliego Whitinga o zgodności tego elementu z regulaminem na sezon 2009. Jednocześnie odrzucono więc skargi zespołów BMW Sauber, Renault, Ferrari i Red Bull, co oznacza, że te ekipy będą zmuszone przerobić swoje auta tak, by również móc korzystać z bardziej skutecznego rozwiązania konkurentów.
>>>Zła wiadomość dla Kubicy. Dyfuzory legalne
"Jesteśmy bardzo zadowoleni" - przyznał szef najlepszej obecnie ekipy Brawn GP. "Rozumiemy i akceptujemy prawo naszych konkurentów do oprotestowania każdej nowinki technicznej. . Teraz możemy skoncentrować się na sezonie i wyścigach w Formule 1".
Zupełnie inne nastroje panują w obozie oskarżycieli. Decyzja FIA może być bardzo dotkliwa dla zespołów, które miały do tej pory wątpliwości co do zgodności rozwiązań zastosowanych przez konkurentów z przepisami. Nie tak dawno kierowca ekipy Renault Hiszpan może jednak spać nieco spokojniej. Akurat inżynierowie Renault od dawna pracują nad nowymi dyfuzorami, a owoce tych prac uważa się za całkiem udane.
"Szybkie przeróbki mogą nam dać od razu dwie - trzy dziesiąte sekundy" - powiedział dyrektor techniczny Renault Pat Symonds. "Kolejne trzy dziesiąte wymagają już poważniejszych zmian" - dodał.
Z niektórych źródeł wynika, że choć wprowadzenie nowych elementów technicznych planowane jest już podczas GP Hiszpanii, to ich skuteczność nie będzie tak duża jak u pomysłodawców tego rozwiązania. Podobnego zdania jest szef Ferrari Stefano Domenicali, który otwarcie stwierdził: "Decyzja FIA sprawia, że musimy pracować nad fundamentalnymi przeróbkami w wielu elementach naszego bolidu. ".
Wydaje się, że . Nowatorska konstrukcja nadwozia, dzieło jednego z najlepszych projektantów naszych czasów Adriana Neweya, utrudnia zastosowanie nowego dyfuzora. Na razie Red Bulla bronią jednak wyniki czasówek. Bolid Neweya jest na tyle szybki, że spokojnie może walczyć z najlepszymi.
Obrady FIA w Paryżu, w czasie których podjęto niezwykle ważne decyzje, trwały aż osiem godzin. Podobnie senna atmosfera panowała w środę w Szanghaju. W tym mieście zameldowali się ostatni kierowcy, między innymi Robert Kubica.
>>>"W Chinach nigdy nie miałem szczęścia"
Polak jest w Chinach bardzo popularny. Już na lotnisku większość celniczek płci pięknej zapomniała o swoich obowiązkach i popędziła, by dostać od niego autograf. Rok temu zniecierpliwiony chiński dziennikarz tak bardzo chciał mieć na wyłączność wywiad z naszym kierowcą, że ruszył z pięściami do kolegów z innych stacji telewizyjnych. Na szczęście krewkiego żurnalistę szybko usunięto z toru.