Gdyby w 2013 roku ktoś powiedział, że za 8 lat w Polsce będzie dziewczyna, która na 400 m zostanie multimedalistką mistrzostw Europy i świata, to większość osób popukałaby się w czoło. Sukcesy Ireny Szewińskiej były mglistym wspomnieniem, a na igrzyskach olimpijskich w Londynie polska sztafeta 4x400 m zajęła piąte miejsce.... w biegu eliminacyjnym i odpadła z dalszej rywalizacji. W składzie zespołu była już jednak 19-latka z Raciborza, zadziora, która siłą swojego charakteru chciała wyszarpać marzenia.
Robiła to krok po kroku. Już w 2014 roku zasygnalizowała swoją wolę dołączenia do światowej czołówki podczas halowych mistrzostw świata w Sopocie. Była jednak dwa razy czwarta — indywidualnie i w sztafecie. W pecha jednak nie wierzyła, a zaufała ciężkiej pracy. Przełom nastąpił rok później, gdy w Pradze piękne polskie dziewczyny wywalczyły brąz halowych mistrzostw Europy. Później do niego dołożyły krążki ze wszystkich możliwych imprez na całym świecie, poza igrzyskami olimpijskimi. W Brazylii w 2016 roku Polki finiszowały siódme. To był jednak dopiero początek ery "Aniołków Matusińskiego" - najbardziej utytułowanej grupy w polskiej lekkiej atletyce w XXI wieku.
- śmiała się kilka tygodni temu Święty-Ersetic po zdobyciu srebrnego medalu mistrzostw Polski w Poznaniu. Tam przegrała z Natalią Kaczmarek — rewelacją sezonu, koleżanką ze sztafety. Jednak to 29-latka z Raciborza wciąż jest największą polską nadzieją na nawet trzy finały igrzysk olimpijskich w Tokio.
Zgłoszona została bowiem do biegu indywidualnego oraz sztafet żeńskiej i mieszanej.
- powiedziała PAP podwójna mistrzyni Europy z Berlina z 2018 roku.
Lekkoatletyka kocha matematykę, a ta pokazuje wprost, że polska sztafeta mieszana złożona z dwóch najsilniejszych ogniw z reprezentacji męskiej i żeńskiej śmiało może myśleć nawet o walce o brązowy medal. Nadrzędnym celem dla "Aniołków Matusińskiego" będzie jednak podium rywalizacji pań, które zwieńczyłoby wspaniałą historię grupy uśmiechniętych dziewczyn, "Grażyn", które zna chyba każdy kibic polskiej lekkiej atletyki. Dziewczyn z pazurem, charakterem, silną wolą. Bo bez silnej woli i charakteru biegania 400 m nie ma.
- wskazała Święty-Ersetic.
17 lipca polskie biegaczki wylatują na zgrupowanie do Japonii. Tam podopieczne trenera Matusińskiego będą już tylko szlifowały formę, którą wypracowywały przez lata katorżniczym treningiem.
Po wylocie do Japonii będzie już moment na wyciszenie, ostatnie delikatne szlify, muśnięcia formy - wskazała Święty-Ersetic. Doświadczonej biegaczki nie przeraża perspektywa igrzysk w dobie pandemii, chociaż nie raz i nie dwa udowadniała, że to doping z trybun jest tą energią, z której potrafi czerpać pełnymi garściami. - dodała. Zawodniczka AZS AWF Katowice doskonale wie, co mówi, bo kto wie, czy nie jest to dla niej ostatnia szansa na dogonienie marzenia o olimpijskim medalu. Trzy lata, które dzielą nas od igrzysk w Paryżu, to w sporcie wieczność.
Trener Aleksander Matusiński także zdaje sobie sprawę, że weryfikacją jego ciężkiej pracy przez ostatnie lata z tą grupą zawodniczek będzie start w Tokio. O swojej przyszłości jako trenera sztafety mówi bardzo ostrożnie.
- podkreślił Matusiński.
Święty-Ersetic jako cezurę czasową także wskazuje występ w Tokio.
- powiedziała.