Sześcioro polskich pływaków w wyniku błędów popełnionych przy ich zgłoszeniach nie wystąpi w igrzyskach olimpijskich w Tokio - poinformował w sobotę portal sportowefakty.pl, powołując się na rozmowę z prezesem federacji Pawłem Słomińskim.

Reklama

To finał ogromnego zamieszania, jakie powstało wokół sześciorga polskich pływaków w wyniku błędów popełnionych przy ich zgłoszeniach. Wspomniana grupa - która od kilku dni jest już w Japonii, a wcześniej brała udział w ślubowaniu olimpijskim - miała zapewniony start w sztafecie, ale została zgłoszona do rywalizacji indywidualnej, w której jej udział był zależny od zaproszenia od światowej federacji (FINA), a takowe otrzymał tylko jeden zawodnik z siedmioosobowego grona.

"To wina Polskiego Związku Pływackiego"

W sobotę odbyło się spotkanie, w którym Światowa Federacja Pływacka poinformowała, że nie dopuści Polaków do startu.

Ta sytuacja pokazuje po raz kolejny słabość zarządzania Polskim Związkiem Pływackim. Nie są to bowiem pierwsze wpadki, bo problemy były też pięć lat temu w Rio, ale ten błąd jest chyba najbardziej spektakularny. To nie jest wina PKOl, ani żadnej innej instytucji, ale PZP. Jeżeli ktoś nie potrafi czytać reguł kwalifikacji, to popełnia pewnego rodzaju błędy. Nie rozumiem tego, bo co miałoby to oznaczać? Że w związku pracuje na odpowiedzialnym stanowisku osoba, która nie zna języka angielskiego? Zasady były jasne i czytelne, że pierwszeństwo mają ci, którzy wypełnili kwalifikację A, a ci z kwalifikacją B muszą mieć dodatkowo zgodę ze światowej federacji. Nie do pomyślenia jest fakt, że zostali oni wysłani do Japonii, wcześniej mieli ślubowanie olimpijskie, a związek nie posiadał potwierdzenia takiej zgody od FINA. Liczono, że pewnie się ona pojawi, ale jak tak można podchodzić do niezwykle poważnej kwestii? Na zasadzie, że może się uda? Po ślubowaniu zawodnicy byli pewni, że są olimpijczykami i kropka - powiedziała Jędrzejczak.

Reklama

"Złożyłabym pozew zbiorowy"

Dodała, że jest w kontakcie z częścią zawodników, którzy są już w Japonii i atmosfera w kadrze jest "grobowa".

W szóstce zawodników, którzy nie znaleźli się na listach startowych, pięcioro pojechało na pierwsze igrzyska. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić ich uczuć, tego, co teraz przeżywają. Są tam zawodnicy, którzy zrezygnowali ze szkolenia centralnego, przygotowywali się indywidualnie ze swoimi trenerami, a Polski Związek Pływacki nie pomógł im w procesie przygotowawczym do igrzysk w niczym. Oni zainwestowali własny czas, swoje pieniądze. Sami szukali sponsorów, z którymi mają umowy, i dzisiaj są w takiej sytuacji, że nie będą mogli wystartować nie ze swojej winy. Kto ma zwrócić pieniądze sponsorowi? Na miejscu tych sześciu zawodników złożyłabym pozew zbiorowy przeciwko związkowi, pomimo że kocham tę dyscyplinę, ale nie rozumiem w żadnej mierze sposobu zarządzania - wskazała multimedalistka olimpijska.

Wzięcie odpowiedzialności to podstawa

W jej ocenie absolutnym minimum w tym momencie byłoby wzięcie przez prezesa związku odpowiedzialności za tę sprawę. Zdaniem Jędrzejczak powinien on wyjść do dziennikarzy i przeprosić.

Brutalnie mówiąc największą odpowiedzialność ponosi prezes. Przypomnijmy sobie historię Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów i dopingu braci Zielińskich. Mimo tego, że to był ewidentny błąd zawodników, ich przewinienie, to Szymon Kołecki powiedział, że rezygnuje z funkcji prezesa, bo on odpowiada za wszystko, co podlega związkowi. Czy tak nastąpi w polskim pływaniu? Wątpię. Za dobrze znam aktualnego prezesa. (...) Do tej pory też było tak, że wiele rzeczy było zamiatanych pod dywan. Nie wolno na to dalej pozwalać. To nie jest tak, że pomyliliśmy się z jakimś podpisem, terminem, jednym formularzem. Tu chodzi o sześcioro zawodników. O czym my w ogóle rozmawiamy? Mam wrażenie, że ziszcza się jakiś horror, najczarniejszy sen - powiedziała Jędrzejczak.

Słomiński w rozmowie ze Sportowymi Faktami potwierdził, że sześciu zawodników musi wrócić do Polski, a nad całą operacją pracują teraz trenerzy. Mają oni za zadanie ze wszystkich dostępnych zawodników "złożyć" składy pięciu sztafet. Na razie nie wiadomo, kto dokładnie będzie musiał wrócić do kraju. Wcześniej w rozmowach z mediami podkreślał, że związek nie popełnił w jego ocenie błędu w tej sprawie.

W niedzielę ma zostać wydane specjalnie oświadczenie dotyczące tej kwestii.

Problem ze skompletowaniem pięciu sztafet

Jędrzejczak dodała, że przy obecnej sytuacji nawet możliwość dana przez FINA - podmiany trójki zawodników z listy sztafetowej - powoduje wielkie problemy ze skompletowaniem pięciu sztafet.

Jak ja mam dziś powiedzieć młodym zawodnikom, którzy dziś są u progu kariery, aby wytrzymali w tym sporcie jeszcze trzy lata? A kto da im gwarancję, że za trzy lata znów ktoś czegoś źle nie zrozumie, nie doczyta dokumentów i regulaminów. (...) Ci ludzie walczą o swoje marzenia, poświęcają wiele lat. Jadąc na swoje pierwsze igrzyska byłam już bodaj po dziesięciu latach treningów. Młodzi zawodnicy ryzykują dla sportu wszystko, często rezygnując z normalnego życia, ze studiów, z innej ścieżki kariery. Gdzie jest odpowiedzialność związku wobec tych osób? Uprawiana jest jakaś spychologia, nikt nie chce wziąć odpowiedzialności za błąd - mówiła mistrzyni olimpijska z Aten.

"Nie wierzę, że to się dzieje naprawdę"

Jędrzejczak dodała, że trudno nawet wyobrazić sobie obecnie emocje, które są w polskiej kadrze pływackiej przed startem na najważniejszej imprezie pięciolecia.

I co? Teraz ktoś powie zawodnikowi, który został zgłoszony do sztafety, jest na liście startowej, że ma wracać do domu? A przecież, aby chociaż te sztafety uratować korekty są niezbędne. Ten zawodnik wróci z Japonii i nawet nie powącha wioski olimpijskiej, bo tam go jeszcze nie mogli wpuścić. Jak on ma mieć dalej serce do sportu? Nie mówię już nawet o innych problemach - takich jak pokrycie kosztów finansowych tego błędu. Mówię szczerze i wprost - nie do końca wierzę, że dzieje się to naprawdę - zakończyła multimedalistka wszystkich światowych imprez pływackich.