Warunki na torze olimpijskim w sobotę nie rozpieszczały - na przemian mocno padał deszcz i świeciło słońce, a poza tym wiało. Być może dlatego biało-czerwone - w składzie: Karolina Naja, Anna Puławska, Iskrzycka i Helena Wiśniewska - zanotowały w finale spóźniony start.

Reklama

Nie miałam świadomości, że tak było. Ciężko mi analizować, bo nie widziałam jeszcze nagrania. Ale warunki pogodowe zdecydowanie nie ułatwiały zadania - dużo się działo. Wiatr się zmieniał, zaczęło padać, za chwilę się uspokoiło, okulary nam parowały. Nie były to komfortowe warunki, ale takie same miały wszystkie osady - zaznaczyła Naja.

To pierwszy w historii polskiego kajakarstwa medal wywalczony w kobiecej czwórce.

To krążek bardzo upragniony. Prześladowały nas czwarte miejsca wcześniej podczas igrzysk albo pierwsza lokata w finale B. Myślę, że zbudowałyśmy świetną reprezentację w ciągu tych pięciu lat, a w kryzysowym, covidowym momencie nie poddałyśmy się. Uwielbiam tworzyć drużynę z większą liczbą osób w składzie - zapewniła kajakarka, która wcześniej w Tokio razem z Puławską sięgnęła po srebro w dwójce na tym samym dystansie.

"Mama" cieszy się z debiutu koleżanek

Jak dodała, ważne jest dla niej, że wśród medalistek olimpijskich pojawiły się w sobotę nazwiska nowych kajakarek.

To chyba najlepsze dla mnie doświadczenie. Dziewczyny zwieńczyły debiut medalem i mam nadzieję, że to będzie dla nich kołem napędowym - zaznaczyła najbardziej doświadczona zawodniczka w tej osadzie, którą pozostałe koleżanki nazywają żartobliwie "mamą".

Naja zdobyła już czwarty medal w historii swoich startów w igrzyskach. W 2012 roku w Londynie i w 2016 w Rio de Janero sięgnęła po "brąz" w dwójce z Beatą Mikołajczyk (obecnie Rosolską). Żadna inna polska kajakarka nie może pochwalić się takim dorobkiem.

Nie przywiązuję wagi do takich zestawień. Jestem szczęśliwa, że stanęłam na podium dwa razy i na tym się tylko koncentruję - zastrzegła.

Medal obiecała synkowi

Jak dodała żartobliwie, przywiezienie dwóch medali z Tokio obiecała synkowi Mieciowi.

On zawsze na pożegnanie mówi mi "dwa", a ja zastanawiam się zawsze, o co mu chodzi. Czasem mówię, że tak, wrócę za dwa tygodnie. A jak wyjeżdżam na cztery, to mówię, że za dwa razy dwa mamy nie będzie albo że tak, za dwie godziny odbiorę go z przedszkola. Teraz, gdy wyjeżdżałam, to krzyknął znów "dwa", a ja dodałam: "tak, wrócę z dwoma medalami" - wspominała z uśmiechem Naja.

Reklama

Skład czwórki miał być inny

Zgodnie z pierwotnym planem skład czwórki startującej w Tokio miał być inny. Zamiast Iskrzyckiej wybrana była do niej Katarzyna Kołodziejczyk, którą wykluczyła jednak na kilka tygodni przed igrzyskami pechowa kontuzja.

Podczas roztrenowania miała wypadek na rowerze i złamała rękę. Zostało niedużo czasu, a mamy duży potencjał zawodniczy i zapadły ciężkie decyzje, oparte na tym, że trzeba 100 procent sprawności i nie może być chwili zwątpienia. Justyna zastąpiła więc Kasię. Było dużo płaczu, a następnego dnia od nowa trzeba było zacząć pracę. Rozpoczęłam rozmowy z Justyną, bo nie znałyśmy się wcześniej zbyt dobrze. Docierałyśmy się jako osada i widziałyśmy, że przygotowania idą zgodnie z planem. Plan treningowy Tomasza Kryka jest godny zaufania i zawsze prowadzi do najlepszej formy, a później już tylko wszystko w naszych rękach w finale - zaznaczyła 31-letnia kajakarka.

Debiutowi towarzyszyły ogromne emocje

Młodsza o siedem lat Iskrzycka przyznała, że olimpijski debiut był dla niej bardzo ciężki emocjonalnie.

Było dużo łez, wiele się nauczyłam. Ten sukces czwórki polegał na tym, że w końcu stałyśmy się drużyną. Potrafiłyśmy sobie zaufać, a to jest najważniejsze. Wierzyłyśmy jedna w drugą, miałyśmy to oparcie. Myślę, że dlatego, choć nie było dużo czasu na przygotowania w takim składzie, to nasza osada dała radę popłynąć i wywalczyłyśmy ten brązowy medal - podsumowała.

Jak dodała, odpowiedzialność za występ w czwórce przełożyła się na jej występ indywidualny.

Mając świadomość, że dopiero co weszłam do osady i że nigdy wcześniej nie pływałyśmy w tym składzie, miałam taki moment, że chciałam odpuścić finał B w jedynce. Cały czas coś mi ciążyło. Trener nas zebrał na chwilę przed startem i powiedział, że nie możemy teraz wątpić, bo to by było zwątpienie w drużynę i trenera i że mam walczyć. Wtedy dopiero zaczęło mi się dobrze pływać - wspominała.

Ogrom pracy przed igrzyskami w Paryżu

Naja na pytanie o igrzyska w Paryżu nie chciała składać żadnych deklaracji co do swojego w nich udziału. Iskrzycka z kolei zwróciła uwagę, że kwalifikacje do tej imprezy rozpoczną się już za dwa lata.

Zostały do tych igrzysk trzy lata, to nie jest dużo czasu. W zwykłym, czteroletnim cyklu pierwszy rok poolimpijski jest trochę spokojniejszy. Tym bardziej, że nasza drużyna jest dosyć młoda. Czeka nas ogrom ciężkiej pracy - podkreśliła.