Kubacki do zawodów przystępował jako lider TCS. Nad drugim Mariusem Lindvikiem miał 9,1 punktu przewagi. Norwega i innych rywali złudzeń pozbawił praktycznie już w pierwszej serii, w której uzyskał najlepszą odległość dnia - 143 m. W finale osiągnął 140,5 m, co było drugim wynikiem w konkursie. O samozachwycie nie ma jednak mowy.
- ocenił na gorąco.
Kubacki w trakcie TCS emanował spokojem i nie inaczej było w poniedziałek. Z zimną krwią podszedł do decydujących zawodów.
- podkreślił.
- dodał.
Polscy kibice zgromadzeni wokół skoczni w Bischofshofen o końcowym triumfie Kubackiego przekonani byli już po pierwszej serii. On jednak wśród zdobywców Złotego Orła jeszcze się wtedy nie widział.
- wspomniał.
Kubacki miejsca na podium w TCS blisko był już w dwóch poprzednich edycjach. Wówczas jednak na przeszkodzie stanęły słabsze wyniki w Innsbrucku. Tamte niepowodzenia nigdy go jednak nie deprymowały, były jedynie lekcją.
- zdradził.
Kubacki został trzecim Polakiem, który wygrał tę prestiżową imprezę. Wcześniej dokonali tego Adam Małysz (2001) oraz dwukrotnie Kamil Stoch (2017 i 2018).
- ocenił.
Poniedziałkowe zwycięstwo w Bischofshofen było dopiero jego drugim w zawodach Pucharu Świata. Chyba nikt przed TCS nie wymieniał go w gronie faworytów, ale on czuł, że wysoka forma jest blisko.
- wskazał.
Jak przyznał, przed turniejem wierzył, że może go wygrać, ale...
- podsumował.
W końcowej klasyfikacji TCS wyprzedził o 20,6 pkt Lindvika, trzeci Niemiec Karl Geiger stracił do Polaka 23,2 pkt. Czwarty był triumfator sprzed roku i lider po dwóch konkursach Japończyk Ryoyu Kobayashi.