Mecz numer cztery rozpoczął się po myśli najlepszych w dwóch poprzednich sezonach Lightning. Praktycznie od początku gry trwało oblężenie bramki gości i w 36. sekundzie - w sporym zamieszaniu - odbity przez bramkarza Avalanche Darcy'ego Kuempera krążek przejął Anthony Cirelli i skierował do siatki.
Obrońcy tytułu prowadzili do szóstej minuty drugiej tercji, kiedy okres gry w przewadze wykorzystał Nathan MacKinnon i wyrównał na 1:1. Po pięciu minutach indywidualną akcją i zaskakującym strzałem z backhandu odpowiedział Szwed Victor Hedman i znowu prowadziły "Błyskawice".
W 53. minucie odbity przez rosyjskiego golkipera miejscowych Andrieja Wasilewskiego krążek trafił na kij Niemca Nico Sturma, ten od razu uderzył na bramkę, ale kierunek lotu zmienił jeszcze Andrew Cogliano i to jemu zapisano trafienie.
Kontrowersja w dogrywce
Na początku 13. minuty dogrywki po indywidualnej akcji Nazem Kadri objechał Wasilewskiego i umieścił krążek w siatce. Gol wzbudził sporo kontrowersji, bo powtórki telewizyjne nie pokazują dokładnie momentu, w którym krążek wpada do siatki, a poza tym ekipa z Florydy uważała, że w tej akcji goście mieli na lodzie za dużo hokeistów.
- ocenił tuż po zakończeniu gry trener Lightning Jon Cooper.
Władze NHL wydały krótko po meczu oświadczenie, w którym podkreśliły, że żaden z czterech arbitrów nie dostrzegł na lodzie nieprzepisowej liczby graczy.
"Nadszedł już czas, by dołączyć do tej zabawy"
Zdobywca zwycięskiej bramki pauzował prawie trzy tygodnie z powodu kontuzji kciuka. W środę wrócił na lód.
- przyznał mający libańskie korzenie Kadri.
Piąty mecz finału - w piątek w Denver, gdzie Avalanche wygrali dwa pierwsze starcia z zespołem z Tampy, a w tegorocznym play-off mają bilans 7-2. Zwycięstwo zapewni im trzeci w historii Puchar Stanleya. Wcześniej zdobyli to trofeum w 1996 i 2001 roku. Nigdy nie przegrali finałowej serii.
Jeśli górą będzie walcząca o trzeci z rzędu triumf i nawiązanie do wyczynu New York Islanders z lat 1980-83 drużyna z Florydy, to rywalizacja ponownie przeniesie się do jej hali.