W pierwszym starciu prestiżowego turnieju masters w Meksyku Świątek nie sprostała Marii Sakkari z Grecji. Układ wyników w jej grupie sprawił, że aby pozostać w walce o półfinał, zawodniczka trenera Piotra Sierzputowskiego musiała zwyciężyć wiceliderkę światowego rankingu. Białorusinka - choć na inaugurację uległa Hiszpance Pauli Badosie - była w nieco lepszej sytuacji, bo ewentualna porażka nie przekreślała jej nadziei na czołową czwórkę.
- tłumaczyła 20-letnia tenisistka z Raszyna, która debiutuje w WTA Finals.
Return i serwis kluczem do sukcesu
Polka, z racji wieczornego chłodu ubrana w białą koszulkę z długim rękawem, w pierwszym secie grała uważnie i mądrze, wywierając presję i wykorzystując błędy rywalki. Świetnie funkcjonował jej return, dużo lepiej - w porównaniu z czwartkowym meczem z Sakkari - wyglądał serwis. W rezultacie Świątek - po 38 minutach - rozstrzygnęła ten rozdział gry na swoją korzyść 6:2.
- tłumaczyła pierwsza kobieca rakieta kraju.
Sabalenka wskoczyła na wyższy poziom
Początek drugiego seta to znów uporządkowany i konsekwentny tenis Polki, ale coś zacięło się w piątym gemie, który - przy serwisie Świątek - padł łupem Sabalenki. Bardzo żywiołowo grająca na tym etapie Białorusinka wskoczyła na wyższy poziom i dzięki kilku kapitalnym zagraniom, które wywołały aplauz publiczności, wygrała cztery kolejne gemy i wyrównała stan rywalizacji.
- analizowała Świątek.
Trzeci set to zacięta walka po obu stronach, którą charakteryzowała energia (czasem aż w nadmiarze) Sabalenki i spokój Polki. Białorusinka popadała ze skrajności w skrajność popełniając podwójne błędy serwisowe, by po chwili zrehabilitować się mocnymi i skutecznymi winnerami. Świątek natomiast nie mogła wrócić do sytuacji z pierwszego seta, gdy to ona decydowała o przebiegu gry. Kiedy wydawało się, że wszystko rozstrzygnie się w tie-breaku, Sabalenka w 11. gemie przełamała serwis Polki i ostatecznie wygrała trwającą ponad godzinę partię 7:5.
- oceniła Świątek, która - co pokazały statystyki - w całym meczu wygrała więcej punktów (89:88).
Każde spotkanie walką na noże
Przed turniejem triumfatorka ubiegłorocznego French Open zapowiadała, że każde ze spotkań będzie walką na noże i tak akurat było w starciu z Sabalenką. Wiedziała, że aby mieć szansę na sukces musi grać solidnie i stabilnie przez cały pojedynek.
- zauważyła.
Po pełnym nerwów i emocji meczu otwarcia oraz niezłym mimo przegranej występie przeciw Sabalence, który był meczem "o wszystko", czeka Polkę spotkanie "o honor" z mającą w dorobku dwa zwycięstwa i pewną już miejsca w półfinale Badosą. Poza kortem obie zawodniczki dobrze się dogadują, a w dobrych relacjach nie przeszkodził nawet fakt, że Hiszpanka wyeliminowała Świątek z walki o olimpijski medal w Tokio.
- podsumowała.