Świątek odniosła piąte kolejne zwycięstwo bez straty seta podczas turnieju Miami Open. W rozegranym w czwartkowy wieczór czasu lokalnego półfinale pokonała reprezentantkę gospodarzy Pegulę 6:2, 7:5.
Nie było miejsca na błędy
Mecz z 21. na światowej liście Amerykanką trwał 110 minut i był najbardziej zacięty spośród wszystkich dotychczas rozegranych przez Polkę spotkań. Pierwszego seta lepiej rozegrała tenisistka z Raszyna, która dwukrotnie przełamała Pegulę i wygrała go 6:2.
- podsumowała set otwarcia podopieczna Tomasza Wiktorowskiego.
W drugim oglądaliśmy festiwal przełamań. Pierwsza tej sztuki dokonała reprezentantka USA, która objęła prowadzenie 3:1 i 4:2. Świątek nie tylko odrobiła straty, ale przy stanie 5:4 i swoim serwisie miała dwie piłki meczowe. Nie zdołała ich wykorzystać i Pegula wyrównała na 5:5. Kolejne dwa gemy zawodniczka z Polski zagrała jednak po profesorsku i przeciwniczce oddała w nich zaledwie jedną piłkę.
- mówiła zadowolona finalistka Miami Open.
Jako jedną z przyczyn, które sprawiły, że to ona zeszła z kortu jako zwyciężczyni Świątek podała fakt, że w trudnych momentach - przy dwugemowej przewadze rywalki w drugim secie - potrafiła skupić się nie na wyniku, a na swojej solidnej grze.
- zdradziła 20-latka.
Mało czasu na odpoczynek
W trzecim kolejnym - po Dausze i Indian Wells - finale touru raszynianka zagra z Naomi Osaką z Japonii. Była liderka rankingu WTA pokonała w półfinale Szwajcarkę Belindę Bencic 6:4, 3:6, 6:4. Mecz zostanie rozegrany w sobotę o 23.00 czasu polskiego.
- wyznała Polka, która raz - w Rogers Cup w Toronto w 2019 - zmierzyła się z Osaką i przegrała 6:7 (4-7), 4:6.
Po wygranej w Indian Wells Świątek stanie przed rzadką szansą wygrania tzw. Sunshine Double, czyli obu marcowo-kwietniowych turniejów WTA w południowych stanach USA. Wśród kobiet ta sztuka udała się tylko trzem zawodniczkom - dwukrotnie Steffi Graff oraz Kim Clijsters i Wiktorii Azarence.
zakończyła Polka.