: Gdybym poważnie brał takie zapowiedzi, to pewnie nie stanąłbym do walki. Ale nie biorę, i co najwyżej może się nimi przejąć moja żona. Słowami nikt nie wygra.
Musisz wyjść do ringu i udowodnić, że potrafisz robić to, co zapowiadałeś. Ja wejdę do niego dobrze przygotowany, po ośmiu tygodniach ciężkiego treningu. A teraz nie będę dużo
mówił.
Na pewno nie jest on puncherem, który jednym ciosem wygrywa walki. A czy ja przyjmuję wiele ciosów? W boksie bez mocnej szczęki nie ma czego szukać. Czasem trzeba przyjąć cios, a potem go
oddać, by wygrać walkę. Właśnie takie wymiany są tym, na co kibice czekają i co najbardziej kochają. Mamy swoje założenia taktyczne i na taki sposób walki jestem przygotowany. Jestem
gotowy na wojnę.
Kto więcej waży, ten szybciej słabnie. Ja przyszedłem z kategorii półciężkiej i junior ciężkiej, więc na pewno ciężki będzie męczył się szybciej ode mnie. Obserwowałem wiele walk
zawodników o dużej wadze i widziałem, że kiedy przychodzi siódma, ósma runda to lżejsi rywale zaczynają ich obijać. Wierzę, że 6 lutego też tak będzie.
Absolutnie mi to nie przeszkadza. Liczyć się będzie szybkość i siła. Można ważyć 90 kilogramów i być bardzo silnym.
Nigdy nie lekceważę żadnego przeciwnika. Estrada na pewno jest dość szybki, ruchliwy, ma też dwie ręce i zadaje ciosy, więc ma szanse. Poza tym ma spore doświadczenie z amatorskich walk. Ale
zobaczymy, jak wypadnie na moim tle. Jak dobry by nie był, to skoro chcę być mistrzem świata wagi ciężkiej, muszę z nim wygrać i iść dalej.
czytaj dalej
Amerykanie znani są z tego, że dobrze amortyzują ciosy, wykonując balans tułowiem, uchylając się. Generalnie trudno jest ich trafić. Ale poczekajmy do soboty. Jak to mówią: w boksie nie ma
odpornych, są tylko źle trafieni.
Jak z każdym. Wszystkie sparingi były bardzo dobre. Ani razu nie zdarzyło się tak, żebym był w opałach. Jestem gotowy do walki.
Na sto procent.
Ale zastępował go mój nowy trener Roger Bloodworth. Dobrze mi się z nim współpracowało i na pewno będę korzystał z jego pomocy. A termin nie ma żadnego znaczenia, bo tym razem nie muszę
pilnować limitu wagi.
Dobrze. Nie tracę sił, zbijając wagę. W tej chwili ważę 100-102 kilogramy i niczym nie muszę się przejmować. Odżywiam się normalnie, przyjmuję minerały oraz witaminy i trenuję pod okiem
trenera od przygotowania siłowego Ralpha Mendeza.
Nie przeżywam tej walki. Jeśli bym przeżywał, to znaczyłoby, że się boję.
Tak, jak zawsze - w domu z rodziną.
Jak najdalej, bo takie rozmyślania nic nie dają. Po raz ostatni trenuję w czwartek, a potem już tylko odpoczywam.
czytaj dalej
Nie. Gdybym brał, nie wchodziłbym do ringu.
Prawdopodobnie wyskoczę na parę dni do Polski, a potem z powrotem do pracy. Następna walka jest zaplanowana na 24 kwietnia.
Na razie nie wiem, ile mógłbym zarobić na walce Arreolą, dopiero staramy się tego dowiedzieć. To dobry bokser i jeśli będzie taka możliwość, to chętnie się z nim zmierzę. Na razie
jednak czekam na dzień 6 lutego i walkę z Estradą.
Na pewno coś zarobię, ale na razie nie wiem, ile, bo mam układ procentowy. W przewidywania się nie bawię.
*Tomasz Adamek, były zawodowy mistrz świata w kategorii półciężkiej i junior ciężkiej, obecnie posiadacz pasa międzynarodowego mistrza wagi ciężkiej organizacji IBF, zdobytego 24 października 2009 r. dzięki zwycięstwu nad Andrzejem Gołotą