Dziennik Gazeta Prawana logo

Kolbowicz: ja miałbym zawieść? No way

17 sierpnia 2008, 19:28
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Marek Kolbowicz jest najstarszym i najbardziej doświadczonym zawodnikiem czwórki podwójnej - osady, która Pekinie zdobyła złoty medal. Zapewnił jednak, że to nie koniec jego obfitującej w sukcesy kariery. "Za rok mistrzostwa w Poznaniu - i co - mielibyśmy zawieść kibiców? Ja miałbym sprawić zawód? No way" - powiedział 37-letni Kolbowicz.

"Po minięciu mety kłębiło mi się w głowie bardzo dużo myśli. Ostatnie tygodnie były bardzo trudne, byłem zniszczony psychicznie. Pojawiła się więc pewna zła myśl, którą miałem zdradzić w przypadku niepowodzenia. Za chwilę odbiorę złoty medal, więc zostanie ona ze mną" - tajemniczo dodał Kolbowicz, dla którego były to czwarte igrzyska olimpijskie.

Po kilku chwilach Kolbowicz kontynuował opowieść o wrażeniach jakich dostarczył mu start w Pekinie i końcowy sukces.

"To byłby wielki obciach wrócić do domu z brązowym medalem. Już słyszę te pytanie - wiemy, że chciałeś złoty, ale zdobyłeś brąz, czy traktujesz to jako porażkę. Nie daliśmy jednak szans na zadanie takich pytań. A przecież nie ważne jakiego koloru krążek się zdobywa - do końca życia jest się medalistą olimpijskim. A że ja będę do końca życia złotym medalistą - to już trudno" - puścił oko do tłumnie zgromadzonych dziennikarzy trzykrotny mistrz świata.

"Jeśli słyszy mnie Robert Sycz to mam tylko jedno do przekazania -Sikora, już jestem taki jak ty... w mordę i nożem" - dodał po chwili. O medalu czwórki wagi lekkiej dowiedział się dopiero jak sam dotarł do finiszu. "Po minięciu linii mety patrzę, a Pawcik, mój przyjaciel najukochańszy, dynda mi czymś srebrnym przed oczami. Poczułem się wspaniale, że i jemu się udało".

Kolbowicz wyjawił sekret świetnie przespanej nocy przed finałowym startem.

"Po półfinale trzeba jak najpóźniej położyć spać, a następnie wcześnie wstać. Dzień musi być długi, ale spać nie wolno. Dzięki temu wieczorem przed finałem padasz jak długi. Usłyszałem +pyk+ i zgasło mi światło. Obudziłem się na śniadanie całkowicie szczęśliwy" - zdradził wioślarz.

Zawodnik był w doskonałym humorze. "Przewaga była tak duża, że 200 m do mety zacząłem szukać kamery żeby się do niej uśmiechać" - żartował. "Wiem, że trochę się +obijałem+ i mogliśmy popłynąć jeszcze szybciej" - dodał. Przy okazji poskarżył się, że w wiosce olimpijskiej bardzo brakowało im telewizji.

"Apeluję do kochanych działaczy - Kajtek, jeśli mnie słyszysz, albo to przeczytasz - na następne igrzyska wstawcie do pokoi telewizory" - poprosił na koniec szefa misji, byłego wioślarza Kajetana Broniewskiego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj