Dziennik Gazeta Prawana logo

Otylia Jędrzejczak: Wracam do wyczynowego sportu

12 października 2007, 13:23
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Te mistrzostwa są dla mnie zagadką" - mówi DZIENNIKOWI Otylia Jędrzejczak, polska medalistka, która szykuje się do startu w mistrzostwach Europy w pływaniu. Zawody ruszają dziś w Budapeszcie. Przed Otylią trudne chwile. 1 października ubiegłego roku miała wypadek samochodowy. Przez kilka miesięcy chodziła w gorsecie usztywniającym kręgosłup.

Czy można powiedzieć, że pierwszy raz od dawna nie jest pani faworytką?

Otylia Jędrzejczak: Faktycznie nie jestem, nawet na moim koronnym dystansie. Myślę, że najtrudniej będzie mi walczyć z Włoszką Francescą Segat.

Podejmuje pani nowe wyzwanie, rywalizację na 200 metrów kraulem. Pojedynek z Laure Manaudou to jak wkładanie głowy w paszczę lwa. Francuzka otwiera listy rankingowe na pięciu dystansach i zewsząd słychać, że to będą jej mistrzostwa.

Ona jest bardzo mocna, a ja mam za sobą nie do końca pomyślne przygotowania. Ale nie boję się tego wyzwania. Chcę stawić czoło najlepszym. Sprawdzanie, na co mnie stać ze słabymi rywalkami, nie miałoby sensu. Nie zastanawiam się, z kim mogę wygrać, z kim przegrać, ile brakuje mi do najlepszych wyników. Te mistrzostwa i dla mnie są zagadką.

Przepłynęła pani w tym sezonie ponad 1700 km. To mało w porównaniu z poprzednimi latami. Może to okaże się atutem?

Nie sądzę. 200 m delfinem to dystans, który wymaga, by przepłynąć odpowiednio dużo. Brakuje mi kilkuset kilometrów na liczniku, ale staram się o tym nie myśleć.

Wśród rzeczy, o których nie chce pani myśleć, jest stłuczone kolano. Boli?

Boli, gdy chodzę. Przewróciłam się na treningu. Przed wyścigiem przestanie, bo organizm da mi naturalny zastrzyk przeciwbólowy - z adrenaliny.

Podobno, nie po raz pierwszy przed mistrzostwami, ma pani kłopoty z kostiumem?

Zwykle dostaję jakiś niedopasowany. Ten trochę odstaje, źle się zapina. Producent na mistrzostwa zwykle przysyłał poprawiony. Także w Budapeszcie będę czekała na paczkę ze sprzętem. Do tego stresu się przyzwyczaiłam.

A stres związany z powrotem do wielkiego pływania jest duży?

Staram się o tym nie myśleć, ale przekuć to w atut. Wracam do wyczynowego sportu, a moje rywalki nie miały problemów. Ja pod kilkoma względami musiałam stać się twardsza, nauczyłam się walczyć o siebie. Gdy wskakuję do wody, nic więcej się nie liczy. Nie ma świata, kibiców, presji wyniku. Nic. Tylko chęć zwycięstwa. Pod tym względem nic się nie zmieniło.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj