Paweł Januszewski*: Trochę, w końcu to pierwszy sportowiec ukarany tak spektakularnie. Ale też mało kto odnosił tak spektakularne sukesy. Jones była jedną z nielicznych gwiazd lekkoatletyki i pewnie poniekąd z tego powodu została potraktowana aż tak surowo. Do tej pory zawodnikom wydawało się, że jedyna kara, która może ich spotkać, to dyskwalifikacja. Amerykanie poszli dalej i według mnie dobrze zrobili.
Kolejna dobra decyzja. Okazuje się, że sportowca nie dotyczą wyłącznie sportowe przepisy, ale prawo w ogóle. Według mnie potrzebny był taki zimny prysznic. Dlaczego zawodnicy mieliby być traktowani łagodniej od innych ludzi?
Oczywiście, że nie. Ale nie może być tak, że niektórzy żyją w przeświadczeniu o nietykalności. Pewnie ludzie z otoczenia Jones wmawiali jej na każdym kroku, że to bezpieczne, że nic się nie wyda, że skoro bierze ten czy tamten, to i ona może. Na szczęście okazuje się, że byli w błędzie. Jones się koksowała, do tego kłamała na ten temat i postanowiono ją dopaść. Kara musiała być dotkliwa.
Może padła ofiarą tego, że nigdy w historii doping nie był piętnowany tak, jak teraz.
Tak, ale zrobiła to po czterech czy pięciu latach, kiedy stała pod ścianą i nie miała dokąd uciec.
Zupełnie nie. Traktuję je jako elemnt gry.
Dokładnie, nikt by nie powiedział, że się koksowała. To świadczy o tym, że doping stał się bardzo subtelny. I to jest bardzo niepokojące. Dzisiaj dziewczynom nie zanikają piersi i nie mówią głosem Himilsbacha. Skutki dopingu nie są takie, jak się ludziom wydaje.
Dopóki doping dotyczy tylko osoby, która bierze, to jej sprawa. Ale jeżeli skutki jej decyzji mogą dotyczyć kogoś innego – to jest przerażające. Tym bardziej zasłużyła na karę.
Przepisy mówią wyraźnie, że dopingować się nie wolno. Kropka. Ja byłem i jestem zdania, że ludzie powinni mieć możliwość wyboru. Jeżeli ktoś jest głupi i nie patrząc na następstwa chce się szprycować, to proszę bardzo. Żeby było jasne – jestem przeciwko dopingowi, ale jak ktoś chce, to niech się dopinguje.
Nie, nie. Kenijczycy czy Etiopczycy są świetni w biegach długich, bo bieganie mają w genach. I zawsze będą w nich dominować. O lekkiej mówi się, że jest to – obok kolarstwa – sport najbardziej skażony dopingiem. Nie wiem, czy to prawda. Nigdy nie zostałem mistrzem świata, ale byłem blisko czołówki. I z tego, co wiem, robiłem to czysto. Jestem pewien, że w tym sporcie talent i predyspozycje pozwalają wejść na przyzwoity poziom. Przynajmniej taki, który gwarantuje zainteresowanie mediów. Jeżeli ktoś nagle przeskakuje epokę, to robi się to podejrzane. Ale takich lekkoatletów przeskakujących epokę było niewielu, bardzo niewielu. Jones miała niewiarygodne wyniki. Jej historia będzie przykładem dla tych, którzy stawiają na nieuczciwą rywalizację.
W stosunku do sportu są inne wymagania. Nie jest traktowany tak, jak każda inna dziedzina życia. Nie będę opowiadał o de Coubertinie, ale sport kojarzy się jednak z czystą rywalizacją, z zasadami.
Dyskusje na ten temat pamiętam od zawsze. Kiedy złapano Bena Johnsona wielu wieszczyło, że teraz po bieżni będą biegały same brojlery. Mamy rok 2008 i na szczęście tak nie jest. Chociaż cały czas zadaję sobie pytanie, dokąd to wszystko zmierza.
Nie. Ale wiem, że ludzie chcą rozrywki, potrzebują show. Tego im dostarczają atleci. Przyzwolenie na doping jest chyba coraz większe. Kibic chce przede wszystkim tego, by jego sportowiec dostarczył mu emocji i wygrał.
*Paweł Januszewski
mistrz Europy w biegu na 400 m przez płotki z 1998 roku, 5. w mistrzostwach świata (1999), 6. w igrzyskach olimpijskich (2000)