Gram. Najczęściej w najnowszą wersję ProEvolution Soccer
Oczywiście Dinamo Zagrzeb.
Wtedy biorę Barcelonę.
Boże, a kto by odmówił Barcelonie? Czytałem w prasie, że się mną interesują, ale nie wiem nic o żadnych oficjalnych ofertach. Cieszą mnie jednak takie pogłoski.
To nie była moja decyzja, tylko Dinama. Klub postanowił, że zostanę w Zagrzebiu jeszcze przez rok. W końcu cały czas obowiązuje mnie kontrakt. Ostatecznie stanęło na tym, że będę mógł
odejść latem.
Nie o to chodzi. Szachtar to duży klub z ambicjami, ale ja chciałem jeszcze zostać w Zagrzebiu i powalczyć z Dinamem o Ligę Mistrzów albo przynajmniej Puchar UEFA. Byliśmy bardzo blisko
grupowej fazy Champions League, ale w meczach z Werderem zabrakło szczęścia.
Pochodzę z małej wioski niedaleko Zadaru, tuż przy wybrzeżu Adriatyku. W czasie wojny o niepodległość niedaleko nas prowadzone były ciężkie walki. Później do wsi weszli serbscy
żołnierze. Znaleźliśmy się pod okupacją. Musieliśmy z całą rodziną uciekać do Zadaru. Mieszkaliśmy wszyscy w małym hotelowym pokoiku. Przez niemal całą wojnę musieliśmy radzić sobie
bez prądu, wody i gazu. Trafiliśmy z deszczu pod rynnę, bo Zadar przez długi czas był pod ostrzałem artyleryjskim. Już w czasie wojny zapisałem się do miejscowego klubu i grałem tam przez
lata, a gdy miałem 16 lat, przeszedłem do Dinama Zagrzeb.
Miałem 17 lat i zostałem na rok wypożyczony. Dla mnie ten okres był bardzo ważny. Mogłem wreszcie zacząć grać z profesjonalnymi piłkarzami, w oficjalnej pierwszej lidze. To już był
prawdziwy futbol, a nie zabawa. Tamtejsza liga jest bardzo ostra, powiedziałbym, że brudna. Gra się nie fair, rywale często traktują cię łokciami, co chwila jakieś nieczyste wślizgi.
Poradziłem sobie jednak.
Na papierze wygląda to całkiem nieźle. Myślę, że nie mogliśmy trafić lepiej. Z drugiej jednak strony są to mistrzostwa Europy i tu już nie ma słabych przeciwników. Austria jest
gospodarzem i zrobi na pewno wszystko, by awansować do drugiej rundy. Są Niemcy, których nie ma co zachwalać. Jest wreszcie Polska, która skończyła eliminacje w grupie przed Portugalią,
Belgią i Serbią. To także świadczy o sile waszej drużyny.
Nie można porównać naszej generacji z tą, którą reprezentowali Suker, Boban i Bilić. Nasz obecny zespół jest wciąż bardzo młody, większość z nas cały czas się rozwija, jesteśmy
dobrze prowadzeni w klubach. Możemy tylko być coraz lepsi. Mam nadzieję, że już podczas Euro pokażemy, że stać nas na wiele. Ale tamta drużyna z 1998 roku była wyjątkowa. Przecież oni
zajęli trzecie miejsce na świecie. To wielkie osiągnięcie.
Każdy z nich był kimś wyjątkowym, ale moim największym bohaterem był zdecydowanie Zvonimir Boban. Na ścianach wisiały głównie jego plakaty. Chorwacja miała wtedy fantastyczną linię
pomocy z Asanoviciem, Prosineckim czy Soldo, ale Boban był niezastąpiony.
Oczywiście. To byłoby logiczne.
Nie, ja chcę grać w swoim stylu. Nie chcę nikogo kopiować, naśladować. Nawet swojego największego idola.
Sukcesy drużyny narodowej z 1996 i 1998 roku zawsze będą stanowić punkt odniesienia. Oni ustawili bardzo wysoko poprzeczkę. Każdy następny zespół jest z nimi porównywany. Tak jest i teraz.
Czuje się tę presję, to prawda. Jestem jednak przekonany, że wyjdziemy z grupy. Co będzie dalej, zobaczymy.
Znam Krzynówka, Smolarka, bramkarza Celtiku Glasgow Boruca. Kogo ja jeszcze znam? No jasne, Żurawskiego.
Oglądałem skróty meczów Polaków, więc coś o nich wiem. Ale wasi piłkarze oczywiście też są w grach.
Myślę, że można tak powiedzieć. My też jesteśmy ekipą bardzo dobrze wyszkoloną technicznie, lubimy grać z pierwszej piłki. Wymieniać dużo podań. Można tak to ująć.
To w stu procentach prawda i możemy być z tego całkowicie dumni. To nasze podejście do sportu pokazuje ostatni mecz przeciwko Anglii na Wembley. Przecież my mieliśmy już zapewniony awans, a
jednak zwyciężyliśmy. Wygrywanie mamy w krwi.
Nie, nie. Nigdy do nas żadne mercedesy od Rosjan nie dotarły.
Nic nie chcieliśmy nikomu udowodnić. Graliśmy tylko dla siebie. Chcieliśmy sobie pokazać, że potrafimy pokonać Anglię na Wembley.
Nie, dlaczego?
Absolutnie nie czuję się jak gwiazda. Nie jestem też chorwackim Beckhamem. Jestem normalnym chłopakiem. Cieszę się, że ludzie do mnie podchodzą, pozdrawiają, życzą wszystkiego najlepszego.
Zawsze chętnie stanę, zrobię sobie zdjęcie, chwilę porozmawiam i dam autograf.
To, ile jestem wart, okaże się dopiero przy transferze. Zobaczymy, ile będą chcieli za mnie zapłacić. Na razie nie zaprzątam sobie tym głowy. Myślę o grze i o tym, by pozostać zdrowym.