Już tak. Choć przyznaję, że na początku było mi ciężko. Przede wszystkim nie rozumiałem tamtejszego stylu życia. Nie zawsze mogłem też liczyć na pomoc Serbów. Ciągle powtarzali mi:
"Polak bądź spokojny, będzie dobrze". Dużo było mówienia, a mało konkretów. Mnie to denerwowało, a nie powinno. To południowcy, którzy nigdzie się nie spieszą i
wszystko odkładają na później. Teraz już wiem, że tak jest i mniej się przejmuję. Samo miasto natomiast jest wspaniałe. Szczególnie, jak jest ciepło i można iść odpocząć nad Dunaj lub
Sawę. Zimą też się nie nudzimy. Wychodzimy na obiady, kolacje, albo po prostu pochodzić po mieście. Prawie nie ruszamy się z Belgradu, bo syn poszedł tam do szkoły. Chodzi do pierwszej klasy
w prywatnej szkole angielskiej. Do syna przychodzi też polska nauczycielka. Jest to jedyna rodaczka, z którą mamy stały kontrakt.
Jeszcze 2,5 roku. Moim celem jest jednak przejście do lepszej ligi. W Belgradzie chcę się wypromować.
Mamy sześć punktów straty. Ale najgorsze jest to, że nasza gra nie wyglądała ostatnio najlepiej. Szczególnie chodzi mi o ofensywę. Strzelaliśmy strasznie mało goli.
Jeszcze nie znam zbyt dobrze języka, więc jeśli ktoś nie chce żebym go zrozumiał, to nie zrozumiem. Ale jak mi coś wolno wytłumaczy, to nie mam problemu. Nie mam nauczyciela, więc staram się jak najwięcej słuchać i rozmawiać, to dla mnie najważniejsze
Teraz tak i w tym przypadku też jest inaczej niż na początku, bo potrafię powiedzieć o co mi chodzi, czego chcę. Na początku miałem z tym problemy. Do tego doszła zmiana trenera, potem
odszedł prezydent Dragan Stojković, który mnie ściągał do Crvenej. A jeszcze przytrafiły mi się różne drobne urazy, które przywoziłem ze zgrupowań kadry. I stąd wzięły się kłopoty z
miejscem w składzie. Teraz wszystko w klubie jest już poukładane. Nowy trener Aleksandar Janković doskonale daje sobie radę. Liczę, że wiosną będziemy grać lepiej niż jesienią, a ja
będę miał pewne miejsce w podstawowej jedenastce.
Jak to na jakiej? Na lewej obronie.
Tak i nie ukrywam, że przychodząc do Crvenej Zvezdy liczyłem na grę na tej samej pozycji co w reprezentacji. Tymczasem z powodu kontuzji musiałem grać na prawej stronie - podobnie, jak
wcześniej w Legii. Ale tak naprawdę, od dziecka grałem na jednej tylko pozycji - lewej pomocy. Na prawą stronę przestawił mnie w Łęcznej dopiero Bobo Kaczmarek.
Kiedy dostałem powołanie od Leo Beenhakkera byłem naprawdę zaskoczony. Moja gra w Legii pozostawiała wtedy wiele do życzenia. Gdy jednak dostałem szansę, to postanowiłem, że ją
wykorzystam. Potem był mecz z Portugalią, który naprawdę mi wyszedł i śmiało mogę nim się chwalić. Choć uważam, że dobrych meczów w kadrze było w moim wykonaniu dużo więcej.
Pewniaki to są u bukmacherów. Myślę, że jestem jednym ze sporej grupy piłkarzy, którzy dużo grali u Beenhakkera i selekcjoner ma ich na oku. Wciąż muszę jednak udowadniać, że nadaję
się do kadry. Myślę, że jeśli zdrowie dopisze, to wywalczę sobie miejsce w kadrze na Euro. Przez najbliższe pół roku zamierzam ciężko pracować i grać w Crvenej jak najwięcej. Tylko w
ten sposób mogę dobrze przygotować się do mistrzostw. Jestem profesjonalistą i do wysiłku nie trzeba mnie zachęcać. Na treningach zawsze daję z siebie maksimum możliwości. Dbam też o
wagę i dobrze się prowadzę. Wiadomo jednak, że jeśli czegoś za bardzo się chce, to może to skończyć się jakimś urazem. Mam taki charakter, że nie będę odstawiać nogi w meczach
ligowych nawet przeciwko słabszym rywalom. Euro to wielki cel, ale muszę też pamiętać, że na chleb zarabiam w Crvenej i nikt nie pozoli mi na odpuszczanie tylko dlatego, że jadę na Euro.
Dla mnie wręcz znakomity. Jest tylko jeden problem - syn jeszcze będzie chodzić do szkoły. Zobaczymy jednak co się da zrobić. Może pozalicza wszystko wcześniej? Ważne jest to, żeby po kilku
tygodniach zgrupowania atmosfera nie zepsuła się tylko dlatego, że będziemy sobą zmęczeni. Czasem po długim obozie naprawdę aż nie chce mi się patrzeć na kolegów. Wtedy przydałoby się
dla oddechu spotkanie z rodziną. Wiadomo, że przed meczami będziemy musieli być skoncentrowani. Ważne jest jednak, żeby ta koncentracja trwała dwa-trzy dni, a nie tygodnie.
Wierzę w to bardzo. Cały czas interesuję się wydarzeniami w klubie, bo po prostu utożsamiam się z Górnikiem. Jeśli tylko mogę, to chodzę na mecze. Tam mam też dom więc pewnie po
zakończeniu kariery osiądę na Lubelszczyźnie. Podoba mi się w Łęcznej i czuję się tam jak u siebie.
Atmosfera się poprawiła. Teraz wszyscy są zadowoleni, że PZPN podobnie traktuje inne kluby. Tego wymagała sprawiedliwość. Łęczna nie była jedynym klubem uwikłanym w proceder ustawiania
wyników. Teraz w Górniku wszyscy myślą o przyszłości. Chcą awansować i jak najszybciej wrócić do ekstraklasy.
Myślę, że wtedy gdy wróciłem na boisko po pracy w kopalni i jeszcze później, gdy po problemach rodzinnych trener Kaczmarek wyciągnął mnie z rezerw do pierwszego zespołu. Postanowiłem
wtedy, że albo teraz wezmę się w garść i osiągnę coś w piłce, albo nigdy. Problemy motywowały mnie do pracy. Prasa pisała o mnie głupoty, więc postanowiłem, że udowodnię wszystkim,
że się mylili.
Nie mam takich lęków, choć wszystko w życiu może się zdarzyć. Tak naprawdę jednak nie myślę o tym. Cieszę się, że mogę grać w piłkę. Nie wiem jeszcze co będę robić po zakończeniu
kariery. Staram się inwestować, głównie w nieruchomości. Mogę być spokojny, że to co zarobię w Crvenej i później, nie zostanie rozstrwonione.
Piotr trafił do Legii i to już jest duże osiągnięcie. Wierzę w niego. Mamy takie same charaktery. Dajemy z siebie na treningach wszystko, mamy dużo samozaparcia i zawsze dążymy do celu.
Jeśli tylko mam czas to odwiedzam brata. Nie wstydzę się tego jak tam grałem. Niepotrzebny był tylko problem z kibicami na koniec. Chciałem przedłużyć kontrakt na lepszych warunkach, klub
odrzucił jednak moją propozycję i trafiłem do Crvenej. Dziwię się kibicom. Grałem w Wilnie przeciwko Vetrze i wstydziłem się tego co tam się stało. Odszedłem po tym meczu, kiedy okazało
się, że nie zagramy w europejskich pucharach. Legia dostała za mnie dobre pienądze, więc korzyść była po obu stronach. Nie rozumiem więc tych pretensji.