Nie wolno nam teraz spuścić głów. Na szczęście nasza grupa jest bardzo wyrównana. Ale to prawda, że będziemy musieli oglądać się na rywali.
Zakładaliśmy, że narzucimy Słoweńcom swój styl gry i to się udało, ale tylko przez pierwszych dwadzieścia minut.
Nie wiem, być może. Przecież my sami zachęciliśmy rywali do kontrataków. Przeprowadzali akcje po naszych błędach, kiedy traciliśmy piłkę, a nie z własnej inicjatywy. To najbardziej boli -
że tak im pozwoliliśmy grać, zamiast dobić. Druga połowa wyglądała zupełnie nie tak, jak chcieliśmy. Ale to też zasługa Słoweńców, którzy byli bardziej skoncentrowani i mądrze się
bronili.
Z przebiegu gry remis jest sprawiedliwy, ale przecież nie zawsze jest tak, że wynik musi odzwierciedlać to, co dzieje się na boisku. Myślę, że to my sami siebie zaskoczyliśmy! Tym, że tak
łatwo traciliśmy piłkę, w prostych sytuacjach, gdy można było zagrać gdzie indziej. Słoweńcy nie pokazali wielkiego futbolu. Trzy, cztery szanse i jeden gol. Ich futbol bazował na naszych
błędach.
Mam wrażenie, że wpływ na to miała niekorzystna atmosfera wokół kadry po meczu z Ukrainą. We Wrocławiu chcieliśmy zmazać plamę. Tak bardzo, że aż nam nie wyszło. Drużyna się
odmładza, więc nie wszystko może od razu zaskoczyć.Tylko że nie jest to właściwy czas na błędy.