Kamil Stoch. Kariera wygrana głową

Pierwszą skocznię zbudował na dachu domu w rodzinnym Zębie. Tak głosi legenda. Kiedy miał 12 lat trener Zbigniew Klimowski zabrał go na Wielką Krokiew. Minęło kolejne 12 lat, gdy w tym samym miejscu wygrał pierwsze zawody Pucharu Świata. Przez następne 12 lat Kamil Stoch zapracował na status kandydata do tytułu sportowca wszech czasów w Polsce. Tylko lekkoatleci Irena Szewińska i Robert Korzeniowski zdobyli na igrzyskach więcej.

Reklama

Kariera wygrana głową - tak mówi o Stochu Klimowski. Cudowne dziecko długo wyczekiwało na swój pierwszy sukces. To była dotkliwa lekcja pokory, z której trzykrotny mistrz olimpijski czerpie do dziś. Odniósł spektakularne zwycięstwo nad swoim wybuchowym i niecierpliwym temperamentem. Niełatwo go teraz złamać.

Austriak Gregor Schlierenzauer wygrał pierwsze zawody Pucharu Świata jako 16-latek, pierwsze złoto mistrzostw świata wywalczył trzy miesiące później. Starszy o trzy lata Stoch czekał i czekał. Przełom w jego karierze dokonał się dopiero w Val di Fiemme 28 lutego 2013 roku. Złoto mistrzostw świata było początkiem wzlotu.

Schlierenzauer zakończył karierę we wrześniu 2021 roku. Kilka miesięcy wcześniej Kamil wygrał w Titisee-Neustadt swoje ostatnie zawody Pucharu Świata. Miał wtedy 33 lata, 7 miesięcy i 14 dni. Daje mu to piąte miejsce na liście najstarszych zwycięzców konkursów PŚ. Od tamtej pory cztery razy stawał na podium, ale przeżywał też zapaść dyspozycji, jak ta najbardziej dotkliwa, w styczniu 2022 roku, gdy po porażce w kwalifikacjach do konkursu na swojej ulubionej skoczni Bergisel w Innsbrucku przerwał starty w Turnieju Czterech Skoczni, w którym bronił tytułu.

"Dajcie mi takiego trenera, z którym chcę pracować"

Tak źle jak tej zimy w sezon nie wszedł jeszcze nigdy. W czterech konkursach uciułał 3 pkt! W Ruce i Lillehammer wyglądał na sportowca rozbitego, zdezorientowanego, bezsilnego. Jego stwierdzenie: "Nie chcę się rozpędzać, by nie powiedzieć zbyt dużo" odebrano jako wotum nieufności wobec trenera kadry Thomasa Thurnbichlera. Za dużo było ostatnio zmian, kombinowania, brakowało stabilności, żebym chociaż oddał pięć skoków z rzędu w miarę podobnych - tłumaczył Stoch.

To zachowanie kompletnie nietypowe dla Kamila, który kiedyś stawał w obronie swoich trenerów bez względu na wszystko. Łukasza Kruczka bronił do ostatniej kropli krwi, tak jak zwolnionego przez Adama Małysza Czecha Michala Doleżala. Spektakularny był wybuch wściekłości Stocha, Dawida Kubackiego i Piotra Żyły w Planicy w marcu 2022 roku. Zdaję sobie sprawę, że nie mogę podejmować żadnych decyzji, że jestem tylko małym trybem w całej machinie, ale trybem, który finalnie wykonuje całą końcową robotę. Jeżeli zarząd PZN chce spróbować swoich sił, proszę bardzo. Dam narty, skocznia jest świetnie przygotowana, zachęcam, można spróbować. (...) PZN mówi, że jeśli nic się nie zmieni, to sponsorzy mogą się wycofywać. No to ja mogę sam sobie finansować szkolenie, tylko dajcie mi takiego trenera, z którym ja chcę pracować - perorował Stoch do kamery.

Reklama

Dostał Thurnbichlera. Kryzys minął, bo poprzedni sezon był znakomity. Kubacki walczył o Kryształową Kulę, Żyła zdobył tytuł mistrza świata, Stoch wywalczył w Pucharze Świata niemal dwa razy więcej punktów niż poprzedniej zimy z Doleżalem. Czy jednak konflikt z Planicy został ostatecznie rozwiązany?

Po fatalnym starcie Kamil został wycofany z Pucharu Świata. Nie po raz pierwszy w karierze, ale nigdy wcześniej nie stało się to tak szybko. Kryzys Stocha mnoży fantastyczne teorie. Mistrz olimpijski z Sapporo Wojciech Fortuna dostrzegł u niego nadwagę. To absurdalny pomysł, ale skoki są sportem tajemniczym i kapryśnym, gdzie ułamek sekundy spóźnienia na progu skutkuje 20 miejscami niżej w klasyfikacji konkursu. Wszystko tu odbywa się poniżej granicy percepcji człowieka, przeciętny kibic nie ma najmniejszych szans odkryć przyczyn tak wzlotów jak i upadków skoczka. Posługujemy się pojęciami tak niejasnymi jak "błysk", mówimy, że zawodnikowi brakuje czucia lub noszenia, ale nie mamy zielonego pojęcia, co to znaczy.

Stoch wszystkiego nie wie, ale wie więcej

W maju 2024 roku Stoch skończy 37 lat. Tyle, że Austriak Manuel Fettner w tym właśnie wieku odniósł życiowy sukces podczas igrzysk w Pekinie. Zdobył złoto w drużynie i srebro indywidualnie na normalnej skoczni, a przecież do dziś nie wygrał ani razu konkursu w Pucharze Świata. Gdyby się zniechęcił latami startów bez sukcesów i odpuścił, jego wzlot w Pekinie nigdy by się nie wydarzył.

Pamiętam jak już kilka lat temu na spotkaniu z kadrą skoczków przed sezonem dziennikarz spytał Kamila, ile jeszcze wytrwa na skoczni? Już się mną zmęczyliście? - odpowiedział pytaniem. Zawodnik o jego skali talentu i osiągnięć jest właściwie pod nieustanną presją. Zwycięstwa wywołują euforię, porażki taką samą ilość negatywnych emocji. Choć są czymś najbardziej naturalnym, zwłaszcza w tej karkołomnej dyscyplinie.

Nikt nie przechodzi obojętnie wobec dokonań Stocha. Kibic próbuje je zgłębić, przewidzieć przyszłość, choć to zajęcie równie pewne jak wróżenie z fusów. Kto z nas może wiedzieć, czy Stoch jeszcze raz się podniesie? Czy to co się dzieje jest efektem słabszej dyspozycji, błędów w przygotowaniach, czy kryzys wywołał upływ czasu? Badania wydolnościowe są dobre? Ale Piotr Żyła wyniki badań miał zawsze najlepsze, a wygrywać zaczął dopiero po trzydziestce.

Jedyne co nam pozostaje, to zaufać skoczkowi. Stoch też wszystkiego nie wie, ale wie więcej. Może się mylić, robić sobie złudne nadzieje, ale taki sportowiec wywalczył sobie prawo decydowania o sobie. Każdy je ma, Kamil tym bardziej. Byliśmy z nim w dniach chwały, bądźmy i dziś.

Wygrywać jest łatwo i przyjemnie, porażka rodzi frustrację, jest jednak testem siły charakteru. Czy jest coś donioślejszego w sporcie niż zmagania z przeciwnościami i pokonywanie barier? Skoro Stoch wciąż czuje się na siłach, daj mu Boże. Trzeba sto razy przegrać, żeby raz wygrać - mówił w Val di Fiemme w 2013 roku. A potem sto razy wygrał. I być może jeszcze ten ostatni raz wciąż przed nim.