Lopez był czempionem organizacji IBF, zaś uważanemu za faworyta ukraińskiemu rywalowi odebrał pasy WBC, WBO, WBA.

Reklama

Od początku bardziej aktywny był pięściarz z USA, który runda po rundzie powiększał przewagę. Od siódmego starcia lepiej boksował Łomaczenko, zaczął bić seriami, częściej uderzał na dół, ale to wszystko nie robiło wielkiego wrażenia na Lopezie. W ostatniej, 12. rundzie doszło do ringowej wojny, w której korzystniej zaprezentował się Ukrainiec, lecz jak się później okazało jego finisz był spóźniony.

Sędziowie punktowali 116:112, 119:109, 117:111 na korzyść Lopeza, który został królem kategorii lekkiej.

„Uwielbiam walczyć i potrafię się bić. Tak właśnie robi prawdziwy mistrz, wychodzi na ring i znajduje sposób na wywalczenie sukcesu” – podkreślił Amerykanin.

„Nie zgadzam się z punktacją na kartach sędziów” – oświadczył Łomaczenko.

23-letni Lopez czempionem IBF został w grudniu 2019 roku, pokonując Richarda Commeya z Ghany, a teraz zapisał się w historii zawodowego pięściarstwa.

Swój rozdział już wcześniej zaczął pisać 32-letni Łomaczenko. W boksie olimpijskim wygrał igrzyska w Pekinie i Londynie, dwukrotnie był mistrzem globu i raz wicemistrzem, zwyciężył też w mistrzostwach Europy. Łącznie triumował w 396 pojedynkach, a przegrał tylko raz, w finale MŚ 2007 w Chicago z Rosjaninem Albertem Selimowem.

Na profesjonalnych ringach Ukrainiec już w drugiej walce rywalizował o mistrzostwo świata; przegrał w 2014 roku z Meksykaninem Orlando Salid. Z kolei w trzecim pojedynku wygrał z Amerykaninem Garrym Russellem Jr i zdobył wakujący tytuł WBO w wadze piórkowej. Potem sięgał po pasy w kategoriach junior lekkiej i lekkiej.