Rzut młotem w Tokio wygrał Wojciech Nowicki przed Henriksenem i Pawłem Fajdkiem

Reklama

Norweg zapowiedział też, że nie zamierza zmieniać trybu życia, a zwłaszcza rezygnować z pracy. Zatrudniony jest w dziale logistyki największego norweskiego importera samochodów osobowych i w porcie w Oslo zajmuje się ich wyprowadzaniem ze statków.

Zajmuję się tylko tymi większymi, ponieważ z powodu moich gabarytów do małych nie jestem w stanie wsiąść - przyznał młociarz.

Po igrzyskach stał się sławny

Po olimpiadzie w Tokio u siebie w kraju stał się celebrytą. Jego srebrny medal został nazwany historycznym i sensacyjnym, a zdaniem kanału telewizji publicznej NRK oglądalność finału rzutu młotem, w którym Henriksen trzy prazy poprawił rekord kraju, była tak wielka, że "Norwegowie wyraźnie odkryli magię tej nowej dyscypliny narodowej".

Reklama

Jak podała stacja, kibice chcą teraz zakładać fankluby młociarza i puby "rzutu młotem", a już zgłosiło się kilku restauratorów gotowych do urządzania wieczorów lekkoatletycznych "przy piwie" i oglądaniu mityngów z udziałem Henriksena.

Pokochali lekkoatletykę, kolarstwo i szachy

Lekkoatletyka nigdy nie była wielkim sportem dla Norwegów, lecz teraz płotkarz Karsten Warholm i biegacze średniodystansowi bracia Ingebrigtsen, z mistrzem olimpijskim Jakobem, sprawili, że dyscyplina jest śledzona i oglądana.

Media przypomniały, że podobnie było z kolarstwem, kompletnie nieznanym w Norwegii do 1993 roku i mistrzostw świata w Oslo, oraz z szachami, dopóki nie pojawił się arcymistrz Magnus Carlsen. Teraz cała Norwegia śledzi największe wyścigi kolarskie, a wielogodzinne maratony telewizyjne z turniejów szachowych oglądane są z wielkim zainteresowaniem.

Po tym medalu moje życie zmieniło się diametralnie. Przed wylotem do Japonii byłem tylko anonimowych entuzjastą dziwnego i ekscentrycznego sportu, który nie przynosi żadnych korzyści finansowych. Teraz już skontaktowało się ze mną kilku sponsorów, jestem rozpoznawany na ulicy, ludzie proszą mnie o autografy i selfie. Niesamowite. Nie zamierzam jednak rezygnować z pracy, która daje mi wypoczynek psychiczny i kontakt z kolegami. Ewentualnie rozważam tylko przejście na 60 procent etatu - dodał Henriksen.