Kolarz chce postawić kibica przed sądem
Mathieu van der Poel wygrał niedzielny wyścig, ale na mecie jego radość była zmącona. To niedopuszczalne. To był pełny bibon, ważył pół kilograma, a ja jechałem 40 km/h. To było jak uderzenie kamieniem w twarz. Bardzo bolało. Mam nadzieję, że uda nam się zidentyfikować tego widza i postawić go przed sądem – wyjaśnił holenderski kolarz.
Niebezpieczny incydent 33 km przed metą
Na trasie "Piekła Północy", szczególnie na słynnych odcinkach brukowych, zgromadziły się jak zwykle tłumy kibiców kolarstwa, w większości bezpiecznie dopingujących kolarzy. Okazało się jednak, że znalazła się wśród nich osoba, której wybryk mógł doprowadzić do poważnych konsekwencji.
Cały incydent zarejestrowały kamery telewizyjne, towarzyszące jadącemu już samotnie na czele wyścigu kolarzowi zespołu Alpecin. Został on najwyraźniej celowo zaatakowany przez widza, który rzucił w jego twarz bidonem na brukowanym odcinku Templeuve, około 33 kilometrów przed metą w Roubaix. Ciśnięty z pobocza ze sporą siłą żółty bidon uderzył van de Poela, odbił się i spadł na jezdnię.
To nie pierwszy atak na van der Poela
Holender już wcześniej bywał obiektem agresji ze strony widzów, między innymi został opluty podczas jednego z wyścigów. Niedzielny atak uznał jednak za grożący zdrowiu i życiu, stąd zdecydowana reakcja i zapowiedź działań prawnych.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.