Sześciokrotny mistrz z Chicago Bulls (1991-1993 i 1996-1998), dwukrotny złoty medalista igrzysk olimpijskich (1984, 1992) sprawił, że koszykówka NBA uzyskała ponad trzy dekady temu status sportu globalnego.
Koszulki i buty biją rekordy na aukcjach
Jego nazwisko to nie tylko symbol i marka (za sprawą podpisanie kontraktu z firmą Nike), ale i instytucja. Żaden inny sportowiec nie miał tak silnego wpływu na światową popkulturę jak Jordan. Dzieci grające w koszykówkę pod koniec XX wieku od Chin po Chile chciały być "jak Jordan" i marzyły o założeniu magicznych butów firmowanych przez niego.
Popularność "Air Jordan" (36 modeli wyprodukowanych w latach 1984-2022 w ponad trzech tysiącach kolorystycznych wersji) sprawiła, że firma Nike przekształciła się w potentata na rynku producentów obuwia sportowego.
Obecnie koszulki, buty czy inne gadżety związane z Jordanem biją na aukcjach kolejne rekordy. We wrześniu 2022 roku za koszulkę legendarnego "Byka" z finałów NBA 1998 przeciw Utah Jazz (4-2) zapłacono 10,1 mln dolarów, a buty z debiutanckiego sezonu (1984) z jego autografem jesienią 2021 roku kupiono za 1,47 mln dol.
W wieku 51 lat został miliarderem
Podobne rekordy, ale pod względem milionowej publiczności, bił dokumentalny serial o karierze koszykarza urodzonego w Nowym Jorku, a dorastającego w Karolinie Północnej - "Last Dance", wyprodukowany w 2020 r. Bezapelacyjnie stał się produkcją o największej oglądalności w historii Netflixa. Pierwszy odcinek obejrzało na tej platformie oraz w stacji ESPN 6,3 mln, a średnia z 10 części emitowanych jako odcinki premierowe wyniosła 5,6 mln widzów.
Zdjęcie Jordana pojawiło się 50 razy na okładce wpływowego amerykańskiego tygodnika "Sports Illustrated", co oznacza, że zajmuje pierwsze miejsce w rankingu sportowców wyróżnionych w ten sposób (drugi jest słynny bokser Muhammad Ali - 40).
Koszykarz stał się miliarderem w 2014 roku, w wieku 51 lat - jak wyliczył "Forbes". W 2022 r. ten sam magazyn umieścił go na 1732. miejscu w globalnym rankingu miliarderów, z majątkiem szacowanym na 1,7 mld dolarów.
Najwybitniejszy koszykarz wszech czasów
W sportowym dossier ma 11 wyróżnień MVP dla najlepszego gracza (sezonu zasadniczego i finałów). Jego "łupem" padło dziesięć trofeów dla najlepszego strzelca rozgrywek. W 39 meczach zdobywał co najmniej 50 punktów, co sprawia, że zajmuje obecnie piąte miejsce w klasyfikacji najskuteczniejszych koszykarzy w historii ligi (32 292 pkt). 14 razy wybierany był do Meczu Gwiazd Ligi NBA. Został wprowadzony do Galerii Sław NBA w 2009 roku, a do Galerii Sław FIBA w 2015.
Fachowcy są zgodni, że "Jego Powietrzność" (His Airness, jeden z najbardziej znanych przydomków - PAP) jest najwybitniejszym koszykarzem wszech czasów, a jego nazwisko będzie pamiętane dopóty, dopóki ludzie będą uprawiać tę dyscyplinę. Za życia wystawiono mu pomnik przed halą Chicago Bulls.
Niezwykła skoczność, ale i atletyzm, a także "wywalony" język, szczególnie przy wsadach piłki do kosza, stały się jego wizytówkami. Najbardziej znaczącą cechą mentalną była... chęć rywalizacji i wygrywania za wszelką cenę, nie tylko w meczach, ale i na treningach, także w każdej innej grze - w baseballu, w karty, na polu golfowym czy choćby zwykłych zakładach przyjacielskich.
Chciałem wygrywać za wszelką cenę. Jeśli nie podzielasz tego nastawienia, nie ma dla ciebie miejsca u mojego boku. Będę ci dokuczał aż wskoczysz na ten poziom, a jeśli tego nie zrobisz, to urządzę ci piekło - mówił Jordan w jednym z odcinków „Ostatnim tańcu”.
Takie podejście przyczyniło się nie tylko do popularności Jordana czy prosperity klubu Chicago Bulls w latach 90. XX wieku, ale także do rozkwitu ligi za oceanem. Jak obliczył magazyn "Fortune", Jordan jako "żywa reklama" przyniósł NBA łącznie 10 mld dol. zysku w ciągu trwającej 15 sezonów kariery.
Jego długoletnia kariera nigdy nie była przeplatana skandalami. Był wiernym zawodnikiem drużyny, miasta, ligi, sportu, a przede wszystkim całego narodu - napisano nieco apologetycznie w "Chicago Tribune", gdy po zdobyciu szóstego mistrzowskiego pierścienia z "Bykami" podjął decyzję o zakończeniu kariery.
Zrezygnował z koszykówki po śmierci ojca
Nie była to pierwsza i ostatnie decyzja Jordana o rozstaniu z tym, co kochał tak bardzo. Po raz pierwszy zrezygnował z zawodowego uprawiania koszykówki w 1993 roku, po tragicznej śmierci ojca, zastrzelonego przez chcących go obrabować dwóch nastolatków. Spróbował wówczas sił w lidze baseballu, ale po dwóch latach powrócił na parkiety NBA i zdobył trzy kolejne tytuły z Bulls.
Po drugim rozstaniu z "Bykami" (1998) wrócił do NBA jesienią 2001 jako zawodnik Washington Wizards. Podpisał dwuletni kontrakt ze stołecznym klubem, w którym został wcześniej dyrektorem ds. sportowych i współwłaścicielem (na czas gry zrezygnował z pełnionych stanowisk). Nie tylko nie powtórzył w nowym klubie sukcesów z Chicago, ale nie zdołał nawet awansować do play off w trakcie dwóch sezonów.
W ostatnim meczu w karierze, rozegranym 16 kwietnia 2003 roku przeciw Philadelphia 76ers, mając 40 lat uzyskał 15 punktów, cztery zbiórki i cztery asysty, grając 24 minuty. Otrzymał owację na stojąco, choć show skradł mu wówczas Allen Iverson z Sixers (rzucił 35 pkt, a Filadelfia wygrała). Kilkanaście dni później właściciel Wizards Abe Pollin zdymisjonował Jordana ze stanowiska dyrektora do spraw koszykarskich.
Angażuje się w wiele akcji charytatywnych
Sześciokrotny mistrz NBA bez koszykówki nie wytrzymał. W 2006 roku nabył mniejszościowe udziały w klubie z Charlotte z Karoliny Północnej, skąd pochodziła jego rodzina (pradziadek), z decydującym głosem w sprawach koszykarskich. W marcu 2010 Bobcats stali się jego własnością. W ten sposób wpisał się po raz kolejny na karty historii - został pierwszym byłym zawodnikiem, większościowym właścicielem klubu NBA i drugim czarnoskórym zarządzającym tego rodzaju organizacją, biorąc pod uwagę wszystkie amerykańskie ligi zawodowe w grach zespołowych. Pierwszym był... poprzedni właściciel Bobcats i przyjaciel Jordana Robert L Johnson.
O tym, że zarządzanie jest trudniejsze niż gra Jordan przekonał się i przekonuje do dziś. Od 2010 roku zespół z Karoliny Północnej, który w 2013 roku powrócił do poprzedniej nazwy - Hornets ("Szerszenie") w play off zameldował się tylko dwa razy - w 2014 i 2016 roku, gdy odpadł w pierwszej rundzie z Miami Heat. W 2012 i 2013 klub miał najgorszy bilans w NBA w sezonie zasadniczym.
Jordan nie jest jednak zrażony niepowodzeniami na tym polu. Koszykówkę kocha, a ponieważ interesy pozasportowe pomnażają majątek, realizuje się także poza NBA, m.in. w działalności charytatywnej. Przekazał m.in. milion dolarów szkole średniej, do której uczęszczał - Laney High School Wilmington, a samemu miastu Wilmington, które ucierpiało po przejściu huraganu (2018) darował 2 mln dol. W Charlotte otworzył dwa szpitale dla osób mających niskie dochody bądź nieobjętych ubezpieczeniem. Wspomaga banki żywności i angażuje się w wiele innych lokalnych akcji charytatywnych.
Jego inną miłością są samochody. W swoim garażu ma około 60 luksusowych aut. Ostatnio zainwestował w zespół wyścigowy - "23XI Racing Team" (jest współwłaścicielem z Dennym Hamlinem), który startuje m.in. w Nascar Cup Series.
Dorastałem w Północnej Karolinie, gdzie rodzice zabierali moich braci, siostry i mnie na wyścigi. Jestem od małego fanem NASCAR i będę przez całe życie - powiedział Jordan, pytany skąd się wziął pomysł na wejście do tej amerykańskiej serii wyścigowej.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.