- powiedział kapitan płockiej drużyny Michał Daszek.
Po raz drugi w historii odbędzie się Final Four Ligi Europejskiej. Przed rokiem w gronie czterech najlepszych zespołów znalazły się trzy niemieckie ekipy i "Nafciarze". Z tej czwórki tylko polskiej drużynie i broniącemu trofeum Magdeburgowi udało się powtórzyć sukces i ponownie awansować do decydującego etapu rozgrywek.
Daszek przewidział układ półfinałów
Daszek przewidział, że taki będzie układ półfinałów, bo w czwartek w rozmowie z PAP przyznał, że liczy na półfinałowe starcie z Benficą oraz finał z faworyzowanym zespołem niemieckim. W piątek rano okazało się, że Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) wybrała Lizbonę na miejsce turnieju, a w losowaniu spełniły się życzenia reprezentanta Polski.
SC Magdeburg, najbardziej znany z uczestników Final Four, niedawno przegrał z THW Kiel w finale Pucharu Niemiec, ale nadal walczy o mistrzostwo kraju. Pozostałe dwa zespoły są mniej znane, ale silne, choć prezentują różne style.
- ocenił Daszek.
Z punktu widzenia polskich kibiców i płockiego klubu najważniejsze, że Orlen Wisła i SC Magdeburg nie spotkają się w półfinale.
- dodał.
Problem z terminarzem
Mecze Final Four Ligi Europejskiej zaplanowane zostały na 28 i 29 maja. Nie wiadomo jednak, jak będą przebiegać przygotowania do tego turnieju polskiego zespołu.
Decyzją komisarza Superligi mecz ekstraklasy, który może zdecydować o mistrzostwie Polski między Orlen Wisłą i Łomżą Vive Kielce, został przesunięty z 14 na 24 maja. Płocczanie odwołali się od tej decyzji, bo praktycznie po ostatnim spotkaniu ligowym musieliby od razu lecieć do Lizbony i tam rozegrać, w tym samym tygodniu, dwa kolejne niezmiernie ważne pojedynki.