Na razie nie chcę tego komentować. O zamiarach Beenhakkera dowiaduję się od dziennikarzy, a nie od selekcjonera. Jeśli ktoś chce ze mną na ten temat porozmawiać, to
może spróbować się ze mną skontaktować. Mój numer telefonu jest w sztabie kadry znany. Od zeszłego roku nie zmienił się.
Nie mówię „nie”, ale zaznaczam, że nie mówię również „tak”. Dopiero jak porozmawiam z selekcjonerem, to usiądę i zastanowię się, czy ewentualnie
wrócić do reprezentacji. Na pewno nie jest to decyzja, którą podejmuje się na poczekaniu w kilka minut.
Można oczywiście pogadać w taki sposób, ale uważam, że lepiej będzie się spotkać. Przez telefon raczej nic się nie ustali. Rozmowa w cztery oczy jest lepszym rozwiązaniem niż
telefoniczna, bo jest to na tyle ważny temat, że trzeba go omówić na spokojnie.
>>>W taki sposób Wichniarek zmarnował karnego
Wydaje mi się, że to selekcjoner powinien zapłacić za kawę, aczkolwiek kwestia rachunku jest w tym przypadku sprawą drugorzędną.
Wszystko zależy od wyniku rozmowy, którą mielibyśmy przeprowadzić. Na razie sytuacja jest taka, że nie gram w kadrze. Podjąłem taką decyzję po długim zastanowieniu. Nie mogłem zrozumieć
dziwnych decyzji związanych z moją osobą w drużynie narodowej. I na razie nie zamierzam zmieniać zdania.
Trudno nie znać tematu, skoro wszystkie portale internetowe i gazety piszą o tym od kilku dni. Jednak mnie ta sprawa w zasadzie nie dotyczy, ponieważ nie jestem reprezentantem. Po prostu
obserwuję sobie to wszystko z boku.
To może być spory problem. Ale nad tym będę zastanawiać się dopiero, gdy dojdzie do ewentualnego spotkania. Prawdą jest jednak, że ja nikogo nie obraziłem. Nie krytykowałem Beenhakkera,
tylko poinformowałem w liście wysłanym do związku, że nie chcę grać w prowadzonej przez niego reprezentacji. Ja nie ubiegam się o spotkanie z nim, nie ja pierwszy powinienem wyciągnąć
rękę. Ale na razie przecież nie ma żadnego tematu. Dlatego koncentruję się na treningach i meczach Arminii. To obecnie dla mnie najważniejsza sprawa.
Na pewno kiepsko strzeliłem, bramkarz HSV Frank Rost nie miał problemu z udaną interwencją. Jestem zły na siebie, bo zawiodłem w bardzo ważnym momencie. Przegraliśmy 0:2, ale teraz trzeba
myśleć już o sobotnim meczu z Bochum, czyli poważnym rywalem w walce o utrzymanie w 1. Bundeslidze.
Muszę przyznać, że się tego nie spodziewałem, tym bardziej że Piotr to mój kolega. Ale obawiam się, że jest to na tyle poważny problem, że kilka osób związanych akurat z tą sprawą
jeszcze zostanie przewiezionych do Wrocławia.
To piekło mamy już od bardzo długiego czasu. Dlatego też w pełni świadomie podjąłem decyzję o wyjeździe do Bundesligi w wieku 22 lat. To był przemyślany ruch. Nie chciałem mieć do
czynienia z bardzo dziwnymi sytuacjami w naszej piłce.
Gdy jeszcze byłem zawodnikiem Widzewa i graliśmy z Lechem, otrzymałem telefon z groźbami wymierzonymi w moją rodzinę. Ale nie chcę do tego już wracać i więcej o tym mówić.
Nie wiem, czy ten rok przyniesie jakieś zmiany. Na pewno jednak na wiele spraw patrzę inaczej niż jeszcze dwanaście miesięcy temu. W moim życiu sporo się wydarzyło i teraz wiem, które sprawy
są istotne, a które jednak mniej.