Dziennik Gazeta Prawana logo

"Mam tak dobrze, że nie chcę tego stracić"

14 maja 2009, 18:19
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
"Marzenie moje się spełni, jeżeli wygramy. Najgorsze, co się może wydarzyć, to awansować do finału i potknąć się w tym ostatnim kroku" - mówi Mariusz Lewandowski. W przyszłą środę reprezentant Polski będzie miał szansę zagrać o drugie, po Pucharze Mistrzów, najcenniejsze trofeum w europejskim futbolu - Puchar UEFA. Jego Szachtar Donieck zagra w finale z niemieckim Werderem Brema.

Tak się jakoś ułożyło. Trafiliśmy na Dynamo w półfinale Pucharu UEFA, teraz w Pucharze Ukrainy, a jeszcze czeka nas mecz w lidze.

Szczerze mówiąc, to nie ma jeszcze żadnego ciśnienia. Żeby było jeszcze dziwniej, to nie było go też ani w ćwierćfinale, ani półfinale. Znamy doskonale swoją wartość, wiemy, na co nas stać, bardzo spokojnie wychodzimy na kolejnych przeciwników. Odczuwamy prawdziwą radość, z tego w jaki sposób gramy i na jaki poziom udało nam się wskoczyć.

O nim nie mówię. Myślę, że tam w swojej loży denerwuje się dziesięć razy bardziej niż piłkarze i sztab szkoleniowy. Często wychodzi na początku drugiej połowy, bo nie może wytrwać do końca meczu. To znany na Ukrainie obrazek.

Mój występ byłby równie prawdopodobny nawet, gdyby Tomas nie musiał za kartki pauzować. Czytam czasem polską prasę i naprawdę dziwią mnie te wszystkie komentarze, że straciłem miejsce w składzie, że nie gram. To nieprawda, trener Mircea Lucescu po prostu stosuje dużą rotację. Wedle jego pomysłu na futbol, pozycja defensywnego pomocnika jest kluczowa w zespole. Mamy w Szachtarze pięciu przynajmniej piłkarzy, którzy mogą na niej zagrać z powodzeniem, bo zdarza się, że i Fernandinho jest tak wystawiany, a także Aleksiej Gaj. Tych trzech, zdecydowanie defensywnych, to Huebschman, Igor Duljaj i ja. Nasz szkoleniowiec zawsze dobiera taktykę i wykonawców pod konkretnego przeciwnika. Jeżeli rywal w środku pola wystawia rosłych, silnych pomocników, zazwyczaj to ja wychodzę od pierwszej minuty. Jeżeli jednak w środku pola u przeciwnika biegają niewielcy, ruchliwi, lepiej wyszkoleni technicznie piłkarze, to siadam na ławce...

Nie na drwali. Po prostu wtedy, kiedy pasuję trenerowi do koncepcji. Oczywiście nie ma co ukrywać, że Huebschman jest bardzo ważnym zawodnikiem w drużynie. Ja jednak grałem w większości meczów w lidze ukraińskiej, i połowie Pucharu UEFA, niektóre w pełnym wymiarze czasowym, na przykład oba przeciwko Tottenhamowi, gdzie w środku pola toczyła się wojna.

Nie jestem głupi, oczywiście, że tak.

Marzenie moje się spełni, jeżeli wygramy. Najgorsze, co się może wydarzyć, to awansować do finału i potknąć się w tym ostatnim kroku. Tyle lat już wspólnie na taki sukces pracujemy, znamy się doskonale, rozumiemy bez słów. Bardzo chcemy sięgnąć po ten puchar, dla tych wszystkich fantastycznych kibiców, dla naszego prezydenta...

Na pewno. Takich ludzi jak on jest bardzo mało na świecie. On naprawdę niesamowicie o nas dba, daje nam bardzo dużo, ale też wymaga. Chociaż nigdy nie wtrąca się w pracę trenera, nigdy nie bierze nas na jakieś specjalne mobilizujące pogadanki. To wszystko jest w gestii szkoleniowca, któremu płaci dobre pieniądze i rozlicza go z wyników. Niesamowite jest to, że mógłby kupić sobie dowolny klub na świecie, jak Ambramowicz Chelsea. Stać go na to. On jednak wolał budować coś od podstaw u siebie, na Ukrainie, w Doniecku.

Nie wiem, kto za to płaci, i czy tym razem też Achmetow sfinansuje jakieś samoloty. Wiem tylko, że z lotniska w Doniecku do Stambułu odleci 200 wyczarterowanych, wypełnionych do ostatniego miejsca, maszyn. Naszych kibiców w Turcji ma być około 20 tysięcy. Będzie dla kogo grać.

Oczywiście, że tak. Dla gości zawodników będzie osobny samolot. Do Stambułu pojedzie moja żona Marta, ze starszym synkiem Jakubem. Zaprosiłem także mojego tatę oraz barta mojej żony. W Doniecku zostanie najmłodszy członek rodziny, siedmiomiesięczny Natan, którego pilnować będzie moja mama.

Powiem tak, jak zawsze nam mówi Achmetow: wygrajcie, a nie zrobię wam krzywdy. I z takiego założenia wszyscy wychodzimy. Na pewno będziemy jakoś sowicie wynagrodzeni, ale nie zaprzątamy sobie tym głowy. Już i tak tyle zawdzięczamy prezydentowi, że chcemy ten puchar zdobyć dla niego.

Ligi rosyjska czy ukraińska w ostatnich latach stały się naprawdę bardzo silne. Grają tu coraz lepsi piłkarze, przychodzą coraz lepsi szkoleniowcy. Obie jednak w ogóle nie są pokazywane w Europie, nie ma transmisji telewizyjnych, nikt w Europie nas nie zna. Jedyne co ludzie kojarzą, to że w kluby ze Wschodu pompowane są olbrzymie pieniądze. Przyjeżdżają do nas i spodziewają się zobaczyć zgraję Brazylijczyków czy innych gwiazdorów z łapanki, a nie dobrze zorganizowaną, grającą nowoczesny futbol drużynę. Tymczasem na miejscu okazuje się, że my potrafimy grać w piłkę, i to bardzo dobrze. Proszę zwrócić uwagę, że w tym sezonie w 1/8 finału grał jeszcze Metalist Charków, który odpadł jednak z Dynamem Kijów. W grupie pokonali Herthę, Galatasaray i Benfikę, czyli naprawdę silne drużyny. Także w fazie pucharowej były trzy kluby z Ukrainy i ukraiński półfinał.

Do tych najsilniejszych zespołów z Anglii czy Hiszpanii wciąż nam jeszcze brakuje trochę. Nadrabiamy jednak te straty i to w szybkim tempie. Te drużyny spoza pierwszej czwórki każdej z najsilniejszych lig są już całkowicie w naszym zasięgu. Popatrzmy, kogo pokonaliśmy w drodze do finału: Tottenham i Olympique Marsylia, który jest liderem ligi francuskiej i idzie na mistrza.

To ich najważniejszy zawodnik, siła napędowa tego zespołu. Nie boimy się nikogo i Werder też możemy pokonać.

Myślę, że nie. Gdybyśmy nadal mieli Elano, Matuzalema i Tymoszczuka, bylibyśmy jeszcze silniejsi, mielibyśmy jedną z najsilniejszych środkowych linii w Europie. Mówię to z pełną odpowiedzialnością. To byli genialni piłkarze. Matuzalem według mnie ma umiejętności porównywalne z Xavim. Same umiejętności czasem jednak nie wystarczają. Siłą tej drużyny Szachtara jest zgranie. Występujemy w bardzo podobnym składzie któryś już sezon, a większość piłkarzy jest jeszcze bardzo młoda. Ja mam 30 lat, a jestem w tym klubie oldbojem.

Pracą i świadomością tego, że mam tak dobrze, że nie chcę tego stracić. Nawet niedawno rozmawiałem z żoną, że na świecie szaleje kryzys finansowy, a ja miałem tylko półroczny kryzys sportowy, kiedy wypadłem ze składu.

Na pewno dorosłem. Stałem się bardziej stonowany, spokojniejszy. Staram się trzeźwo patrzeć na świat. Zacząłem też doceniać , co jest w życiu najważniejsze. Mam cudowną rodzinę. Chciałbym podziękować mojej Marcie za dwóch cudownych synów. Jestem szczęśliwym człowiekiem.

Takie sytuacje nie zdarzają się codziennie. Mogą się już nigdy nie powtórzyć. Chcę zdobyć ten puchar i przywieźć do Polski.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj