Dziennik Gazeta Prawana logo

Chelsea Londyn tonie w długach

12 października 2007, 15:50
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Wielki sukces Chelsea Londyn. Straty angielskiego klubu za ostatni rok rozliczeniowy wyniosły "tylko" 80 mln funtów. "Tylko", bo to 42 proc. mniej niż dwa lata temu (140 mln) - pisze DZIENNIK.

Tyle dobrych wiadomości dla właściciela Chelsea Romana Abramowicza. Nawet jeśli jego drużyna wygra w tym roku i Premiership, i Ligę Mistrzów, to zyski choćby w połowie nie pokryją strat - informuje DZIENNIK.

Rozgrywanie takich meczów, jak ten dzisiejszy w 1/8 finału Ligi Mistrzów między Chelsea a Porto wciąż ma sens, bo bardzo prawdopodobne, że najbogatszy klub piłkarski świata (patrząc nie na oficjalne rankingi, a na nieformalny wpływ jego właściciela na wielkość budżetu) przegra z takim średnio zamożnym. A jak przegra, to spektakularnie, ośmieszając się na oczach całej Europy.

Bo Chelsea to najwięcej wydająca drużyna ze wszystkich w lidze angielskiej. Bo kilkunastu piłkarzy tego klubu zarabia ponad 100 tys. funtów tygodniowo. Bo dyrektor generalny Peter Kenyon jest najlepiej opłacanym człowiekiem na tego typu stanowisku w Premiership (około 1,7 mln funtów rocznie 400 tys. funtów więcej niż dyrektor Manchesteru United David Gill). Zarabia dużo, bo pracy ma co niemiara. Skąd wysupłać 25,5 mln funtów za przedwczesne zerwanie kontraktu z firmą odzieżową Umbro? Jak pokryć 22-milionową stratę za transfery Adriana Mutu i Juana Sebastiana Verona? Anglik ma jeden sposób poprosić Abramowicza o mały datek na rzecz klubu, bo zyski z reklam i umów sponsorskich (tych oficjalnych) są niewystarczające.

"Chelsea ma super sponsora, to taki ideał wśród sponsorów" - ironizuje menedżer Arsenalu Arsene Wenger. "Patrząc przez pryzmat matematyki, minus 80 to minus 80. To nie jest trochę pod powierzchnią wody. To jest głębia, rów morski o głębokości 80 metrów. W normalnych warunkach klub z taką stratą już by dogorywał, ale Chelsea ma takiego sponsora, dzięki któremu nie dość, że jeszcze żyje, to ma się świetnie" - dodaje.

Abramowicz zainwestował w Chelsea ponad 500 mln funtów, z czego 308 mln stracił już bezpowrotnie. Wydaje się, że jego kieszeń nie ma dna, ale jak przyznał prezes londyńczyków Bruce Buck, nawet największemu altruiście znudzi się kiedyś wydawanie pieniędzy w błoto. Tym bardziej, że w rankingu na najbogatszych Rosjan jest coraz niżej. Dlatego władze Chelsea robią co mogą, aby od sezonu 2009-10 klub sam na siebie zarabiał.

Chcą przeprowadzić ekspansję swojej marki w Chinach i Ameryce Północnej, a jak się uda, to obniżyć kilku piłkarzom kontrakty. "To dlatego praca dyrektora generalnego jest taka ciężka" - mówi Kenyon.

Współczujemy z całego serca. Sporo osób w klubie spanikowało, gdy Abramowicz był nieobecny na pięciu meczach Chelsea. Okazało się, że w tym czasie odpoczywał na Karaibach, bo chciał odpocząć od marnych występów swoich piłkarzy. Wrócił uśmiechnięty i wypoczęty. Ale co będzie jak pewnego razu wyjedzie i już nie wróci? "O to proszę się nie martwić. Abramowicz kocha swój klub, na wakacjach oglądał wszystkie mecze Chelsea w telewizji" - powiedział Buck. Obejrzyjmy ten dzisiejszy z Porto. Ciekawe gdzie tym razem wyjedzie Abramowicz. I czy wróci?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj