Kownacki brał udział w piątkowym spotkaniu w Lublanie, gdzie biało-czerwoni przegrali 0:2, ale w poniedziałek znalazł się w wyjściowym składzie reprezentacji po raz pierwszy od czerwca 2018 roku. Wówczas grał od początku spotkania mistrzostw świata z Kolumbią.

"Już w niedzielę na treningu widziałem, jak ten skład może wyglądać. Cieszyłem się, że dostaję szansę. Po trochę dłuższym czasie wróciłem do pierwszej reprezentacji, ale mam dużo zastrzeżeń do swojej gry, do swojego występu. Jestem świadomy, że to był słaby mecz w moim wykonaniu. W kilku sytuacjach mogłem zachować się znacznie lepiej" - nie ukrywał.

Przyznał także, że prawy obrońca Tomasz Kędziora miał prawo mieć do niego pretensje.

"Przy wyjściach do kontrataku, gdy miałam piłkę, dwa razy wyszedł mi na obieg. Przebiegł 40-50 metrów i ani razu mu nie podałem. Jest taka zasada, że jak już obrońca wychodzi, to trzeba docenić jego pracę i mu dograć. Ja podjąłem inną decyzję, zagrałem źle i dwukrotnie straciliśmy piłkę. Ale piłka nożna to gra wyborów. Czasem decyzje, które podejmuje się w ułamku sekundy, nie są takie, jak być powinny" - tłumaczył.

Napastnik Fortuny Duesseldorf doszukał się także powodów do optymizmu - choć dodał, że trudno to zrobić "na gorąco". Cieszył się m.in. z tego, że występy w reprezentacji zaliczyli Krystian Bielik czy Sebastian Szymański.

"Młodzież wchodzi do drużyny, puka do reprezentacji coraz odważniej, daje świeżość. Poza tym był to kolejny mecz +na zero+ z tyłu. Gole, które strzeliła nam Słowenia, to jedyne stracone w tych eliminacjach" - przypomniał.

Jego zdaniem mecz z Austrią mogła wygrać każda z drużyn.

"W niektórych sytuacjach zabrakło nam szczęścia. Mieliśmy dwie, trzy okazje, które mogły się zamienić na gole. Oczywiście Austriacy też, więc to szczęście też było przy nas. Jednak generalnie nie było to porywające spotkanie, można mieć wiele zastrzeżeń do naszej gry" - wspomniał.

W tabeli grupy G eliminacji Euro 2020 prowadzi Polska - 13 pkt, przed Słowenią - 11 i Austrią - 10. Dalej sklasyfikowane są Izrael i Macedonia Północna - po osiem. Ostatnia z zerowym dorobkiem jest Łotwa.

"Wszystko jest w naszych nogach i głowach. Przed nami jeszcze kilka spotkań. Nie jesteśmy zadowoleni z tego remisu, ale ten punkt trzeba szanować. Mamy lepszy bilans bezpośrednich meczów z Austriakami. Oni mają od nas o trzy punkty mniej, ale muszą odrobić cztery, żeby nas przeskoczyć w tabeli" - zaznaczył Kownacki.

W październiku piłkarzy trenera Jerzego Brzęczka czekają mecze z Łotwą na wyjeździe i Macedonią Północną u siebie.

"Przyjedziemy jeszcze bardziej głodni punktów, bo we wrześniu zdobyliśmy tylko jeden. Nie tak sobie to wyobrażaliśmy. Na szczęście nie trzeba długo czekać, żeby się odkuć. Do następnego zgrupowania tylko miesiąc" - zakończył Kownacki.