We wtorek wieczorem, równo w 50. rocznicę zakończonego remisem 1:1 meczu Anglia - Polska w eliminacjach mundialu 1974, Tomaszewski i Domarski odwiedzili Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny w Londynie, gdzie spotkali się z brytyjską Polonią.
"Mieliśmy fenomenalnego trenera. Człowiekiem, który zatrzymał Anglię, był tak naprawdę Kazimierz Górski" - podkreślił Tomaszewski.
Mówiąc o przyczynach sukcesu wskazał m.in. na to, że na tydzień przed decydującym meczem w Londynie, reprezentacja Polski rozegrała na wyjeździe towarzyski mecz z Holandią, będącą - jego zdaniem - wówczas najlepszą drużyną na świecie, i uzyskany tam remis niezwykle podbudował biało-czerwonych. Natomiast już na Wembley, kluczowy według niego, był spokój, który Górski przekazywał zawodnikom.
Domarski z kolei zwrócił uwagę, że Górski w przemyślany sposób dobierał piłkarzy do reprezentacji, stawiając często na dobrze rozumiejące się duety czy tercety klubowe. Dowodem tego była chociażby akcja zakończona jego bramką na Wembley, którą przeprowadziła trójka zawodników Stali Mielec: Henryk Kasperczak, Grzegorz Lato i on.
Tomaszewski mówił też, że fakt, iż Anglicy przez większość meczu atakowali, jemu wręcz pomógł, bo cały czas był skoncentrowany i rozgrzany, podczas gdy angielski bramkarz Peter Shilton przez większość meczu nie miał nic do roboty, a taka sytuacja nie jest komfortowa na tej pozycji, stąd też przepuścił pod brzuchem niezbyt trudny do obrony strzał Domarskiego.
Zdaniem Tomaszewskiego, nie jest tak, że tamto pokolenie piłkarzy było najwybitniejsze w historii polskiego futbolu, bo takim są raczej ci, którzy w ostatnich kilku latach grali w reprezentacji. Ale, jak wyjaśnił, różnicą powodującą, że wówczas gra reprezentacji się układała, a obecnie - nie, jest to, że współczesne pokolenie nie miało szczęścia napotkać Kazimierza Górskiego.
"Bo gdyby pan Kazimierz ich trenował, to jestem przekonany, że byliby mistrzami którejś z imprez - mistrzostw Europy czy mistrzostw świata" - powiedział.
Obaj bohaterowie z Wembley byli pytani o to, czy jest szansa, że ich sukcesy zostaną powtórzone przez obecnych reprezentantów.
"Życzymy im jak najlepiej, żeby nam dorównali, bo nie chcemy tu przyjeżdżać za następne 50 lat i znowu być pytani, czy będą takie sukcesy, czy nie" - żartował Domarski.
Dzięki remisowi z Anglią Polska zajęła pierwsze miejsce w grupie eliminacyjnej, w której była jeszcze Walia i po 36 latach przerwy awansowała do mistrzostw świata rozgrywanych w 1974 r. w RFN. Zajęła w nich trzecie miejsce.
Z Londynu - Bartłomiej Niedziński
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.