Kibice tak naprawdę nie powinni narzekać. Poziom piłki nożnej w Polsce wprawdzie dramatycznie się obniża, ale oferta telewizyjna dotycząca futbolu jest tak szeroka jak w niewielu krajach europejskich. Polski rynek to dla UEFA coraz bardziej łakomy kąsek. Reforma Ligi Mistrzów, dzięki której kluby z takich krajów jak nasz miałyby większe szanse awansu, to nie był efekt idealistycznego podejścia prezydenta Michela Platiniego.

Raczej dokładnych obliczeń. UEFA przewidziała bój, jaki kilka miesięcy temu stoczyły koncern ITI, TVP, Polsat oraz koalicja Canal+ i Orange o trzyletnią licencję do pokazywania Ligi Mistrzów. ITI wygrało, wydając - według nieoficjalnych źródeł - aż 48 mln euro za pełny pakiet dla stacji kodowanej (przy kwocie 13,5 mln, które trzeba było zapłacić trzy lata temu, to wzrost o blisko 400 proc.). Polsat zapłacił 10 mln euro za część spotkań, które pokaże w otwartym paśmie, odebrał też TVP magazyn ze skrótami wszystkich meczów. Stacja Zygmunta Solorza chwilę później poszła za ciosem i dokupiła jeszcze Ligę Europy, czyli zmodyfikowany przed obecnymi rozgrywkami dawny Puchar UEFA.

"Mamy naprawdę bardzo bogaty rynek" - uważa Placzyński. "Szybko doganiamy Anglię, Niemcy, Hiszpanię i Włochy. Wprawdzie u nas jeszcze nie płaci się 10 mln euro za mecz, ale zdarza się, że milion czy dwa. UEFA zdała sobie sprawę z naszego potencjału. Już zupełnie inaczej się z nią negocjuje niż kilka lat temu". Placzyński uważa, że medialny tort został podzielony rozsądnie - TVP stawia głównie na koszykówkę, Canal+ we współpracy z Orange Sport na piłkę nożną, a siatkówka to oczko w głowie Polsatu. Każdy coś ma.

"Z jednej strony to znaczy, że wybór jest, ale z drugiej, że jesteśmy bardzo odważni, szczególnie biorąc pod uwagę sytuację w zachodniej Europie" - mówi szef SportFive. "Chodzi o to, że bardzo trudno będzie utrzymać się na naszym rynku takiej liczbie telewizji cyfrowych. Kibic, aby móc oglądać wszystko to, co lubi, musi zaopatrzyć się w trzy dekodery.

Oczywiście statystyczny Polak wydaje na telewizję coraz więcej, ale obawiam się, że nie może utrzymywać wszystkich stacji naraz. Stąd taka zażarta walka o prawa, które sprzedawała UEFA. Bo każda stacja chciała mieć w swojej ofercie coś wyjątkowego. Bez tego szybko by upadła.

W wielu bogatych krajach europejskich funkcjonuje zwykle jedna platforma (często nie ma ich wcale), podczas gdy u nas mamy ich kilka. Rywalizacja o prawa do pokazywania futbolu sprawia, że UEFA winduje ceny. Do takich państw jak Grecja czy Turcja produkt trafia za mniejsze pieniądze, bo tam nie ma kto podbijać ceny. U nas wydatki właścicieli platform są już tak duże, że niemalże zmusza ich to do przeprowadzenia jakieś fuzji. "Bardzo możliwe, że problemy jednej ze stacji skończą się, gdy przejmie ją druga" - przewiduje Placzyński.

Przetrwają ci, którzy albo zainwestują w nowe technologie, albo nie będą monotematyczni. Kiedyś wydawało się, że stacja nie ma prawa się utrzymać, stawiając na sporty inne niż piłka nożna. "Oczywiście mimo porażek reprezentacji futbol wciąż jest u nas sportem numer jeden, ale obecnie można żyć i z siatkówki, i z koszykówki czy piłki ręcznej" - twierdzi Placzyński.

Według badań Pentagon Research wartość medialna piłki nożnej w Polsce w telewizji ogólnodostępnej wynosi około 233 mln zł (wartość wzrasta do ponad 300 mln, gdy bierzemy pod uwagę również platformy cyfrowe), a siatkówki niewiele mniej, bo 210 mln. "Inne sporty też mogą być gwarantem przetrwania na rynku" - uważa Konrad Pudło, szef firmy. "Z drugiej strony takie rozproszenie dyscyplin i mnogość telewizji sprawi, że wkrótce podstawową platformą dla kibica będzie internet. Tam jest nie tylko interakcja, której nie ma w telewizji, ale i wybór, wszystko w jednym. Obecnie telewizje jeszcze się tym nie przejmują, ale taka jest przyszłość".

Konrad Pudło przewiduje, że rynek telewizji sportowych załamie się po Euro 2012. "Tak naprawdę to kwestia dwóch, trzech lat, kiedy będziemy regularnie oglądać mecze nie w telewizorze, ale na monitorze czy ekranie komórki. Już teraz kluby sprzedają prawa do pokazywania spotkań przez sieć czy w telefonie. Dostęp do internetu ma obecnie połowa Polaków. A ilu Polaków ma dostęp do telewizji sportowych? 8, 9 milionów? Ta telewizja, która szybciej to zrozumie, wygra i wyeliminuje konkurencję" - twierdzi Pudło. Tak więc medialny tort po Euro 2012 będzie dzielony zupełnie inaczej i prawdopodobnie przez kogoś, kto teraz nie siedzi przy stole.