Dziennik Gazeta Prawana logo

Najgłupszy terminarz wymyślono w polskiej Ekstraklasie

10 maja 2011, 08:52
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Drugiego takiego terminarza nie ma nigdzie na świecie. Rządzący ekstraklasą w maju zafundowali polskim kibicom maraton, przy którym tylko najbardziej wytrwali są w stanie obejrzeć na żywo wszystkie spotkania swojego zespołu.

Mecze w środku tygodnia w porze obiadowej, połowa rundy rozgrywana w ciągu jednego miesiąca, a do tego przyspieszone zakończenie sezonu, kiedy zaczyna się najlepsza pogoda, żeby przychodzić na stadion całymi rodzinami. Takie działania na pewno nie przyciągną na trybuny nowych kibiców, bez względu na emocjonującą końcówkę sezonu i poziom rozgrywek.

"Godzina naszego meczu nie jest najlepsza, ale zapraszamy kibiców na stadion. Doping jest dla zawodników bardzo ważny i przy pełnej widowni zupełnie inaczej się gra" - podkreśla szkoleniowiec Polonii Bytom Robert Góralczyk. Jego drużyna dziś o 16:15 w meczu, którego stawką może być utrzymanie w ekstraklasie, zagra z Cracovią, ale wielu kibiców ze Śląska o tej porze będzie jeszcze w środku pracy. Podobne zmartwienie ma na głowie szkoleniowiec Arki Gdynia Frantisek Straka, którego piłkarzy czeka jutro starcie z chorzowskim Ruchem o równie absurdalnej porze.

Trenerom i piłkarzom ligowych klubów godzina rozgrywania spotkań nie robi wielkiej różnicy. Ale chyba żaden kibic nie jest w stanie bez problemu wybrać się na mecz, kiedy jego drużyna walczy o punkty wczesnym popołudniem. Zamiast przedłużyć sezon albo rozłożyć spotkania na różne dni, Ekstraklasa są woli organizować mecze w środku dnia. Z frekwencją na obiektach ekstraklasy i tak bywa ostatnio różnie. Niedzielny mecz Bełchatowa z Arką Gdynia obejrzało z trybun ledwie 1800 widzów. Całkiem możliwe, że w Bytomiu i Gdyni padną w tej kolejce równie niechlubne rekordy.

Nadgorliwi przedstawiciele Ekstraklasy SA i PZPN nie chcą narażać się szefom UEFA i za wszelką cenę chcą skończyć rozgrywki ligowe do końca maja. Choć w Europie nie brakuje krajowych rozgrywek kończących sezon w czerwcu, u nas za wszelką cenę trzeba skończyć rozgrywki do końca maja. Po co? Do końca nie wiadomo, bo i tak nie gramy w eliminacjach Euro 2012, a pogoda w Polsce dopiero teraz pozwala wyeliminować z gry przypadek. Ale kto by się tym przejmował, ważniejsze, żeby nie podpaść Michelowi Platiniemu i jego świcie.

>>>Czytaj także: Sikorski latem będzie rozchwytywany

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Fakt
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj