Większość meczów 24. kolejki obfitowała w sytuacje kontrowersyjne. Np. w spotkaniu Cracovii z Arką Gdynia (1:1) arbiter Paweł Gil nie uznał gola dla gospodarzy, chociaż - jak pokazały telewizyjne powtórki - piłka po strzale Marcina Budzińskiego i odbiciu od poprzeczki spadła tuż za linią bramkową.
- stwierdził Przesmycki.
W tej sytuacji pomogłaby technologia goal-line, stosowana m.in. w kilku zachodnich ligach.
- przyznał przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN.
Szef sędziów bronił również decyzji arbitra w meczu Korony Kielce z Górnikiem Łęczna (2:1). Gospodarze zdobyli zwycięską bramkę w ostatnich sekundach z kontrowersyjnego rzutu karnego. Czy Paweł Raczkowski powinien podyktować "jedenastkę" dla Korony?
- powiedział Przesmycki.
Na stronie PZPN napisano m.in, iż uprawniona jest hipoteza, że robiąc wykrok prawą nogą obrońca "skutecznie zbił z zamierzonego toru ruchu prawą nogę napastnika", co skutkowało nietrafieniem przez niego w piłkę.
W meczu Zagłębie Lubin - Legia Warszawa (1:3) arbiter Jarosław Przybył uznał gola dla gości w 88. minucie, chociaż jego strzelec Sebastian Szymański - jak pokazały powtórki - był na spalonym.
- powiedział Przesmycki.
Najwięcej pracy miał arbiter międzynarodowy Szymon Marciniak, prowadzący niedzielny szlagier tej kolejki Lech Poznań - Lechia Gdańsk (1:0).
W Poznaniu kilka razy dochodziło do bardzo poważnych przepychanek między zawodnikami. Arbiter pokazał trzy czerwone kartki zawodnikom Lechii (w tym jedną graczowi rezerwowemu) i łącznie aż dziesięć żółtych.
- podkreślił przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN.
Jak dodał, arbiter słusznie nie uznał bramki dla Lecha w 64. minucie, po strzale Radosława Majewskiego (ten sam zawodnik kilka minut strzelił już prawidłowego gola).
- zakończył Zbigniew Przesmycki.