Od początku spotkania optyczną przewagę mieli goście, ale pierwsi bramkową sytuację stworzyli gospodarze. Prawą stroną przedarł się Alan Czerwiński, dograł w pole karne do Bartosza Białka, ale ten w ostatniej chwili został zablokowany.

Reklama

I tak wyglądało to spotkanie - częściej przy piłce była Legia, a Zagłębie skoncentrowane na własnej połowie co pewien czas wyprowadzało szybkie i groźne ataki. Kilka chwil po szanse Białka ponownie w polu karnym zespołu z Warszawy było groźnie. Sasa Zivec znalazł miejsce, aby oddać strzał, ale Radosław Majecki nie dał się zaskoczyć.

Przyjezdni dopiero po kwadransie wypracowali sobie sytuację bramkową i powinni zdobyć gola. Jose Kante znalazł się w idealnej sytuacji, lecz źle przymierzył i Konrad Forenc odbił piłkę.

W kolejnych minutach oba zespoły miały po jednej sytuacji. Najpierw Bartosz Kopacz strzelał głową, a następnie ponownie Kante miał okazję. Pierwszy trafił wprost w środek bramki, a drugi minimalnie się pomylił.

Legia miała optyczną przewagę, ale nie przekładało się to na większą liczbę sytuacji, bo Zagłębie dobrze zagęszczało pole gry i mądrze się broniło. Ale przyjezdni mieli Pawła Wszołka. Po pół godzinie gry skrzydłowy warszawskiej ekipy przedarł się prawą stroną, wbiegł w pole karne i wyłożył idealnie piłkę Jarosławowi Niezgodzie, który musiał tylko trafić do pustej bramki i to zrobił.

Zagłębie mogło wyrównać tuż przed przerwą. Po dośrodkowaniu Filipa Starzyńskiego najwyżej w polu karnym wyskoczył Bartosz Białek i kiedy wydawało się, że musi być gol, piłka trafiła w słupek.

Od początku drugiej połowy gospodarze rzucili się do ataku i szybko doprowadzili do remisu. Po dośrodkowaniu z prawej strony ponownie Białek wyskoczył najwyżej w polu karnym i ponownie piłka trafiła w słupek, ale później wpadła do siatki.

Reklama

Po doprowadzeniu do remisu Zagłębie nie cofnęło się i nie broniło remisu, ale nadal starało się atakować. Ponieważ Legia po przespanym pierwszym kwadransie także szukała drugiego gola, kibice oglądali ciekawe widowisko, gdzie piłka szybko przemieszczała się z jednej połowy na drugą. Obu drużynom brakowało jednak ostatniego podania i tym samym nie było wielu sytuacji bramkowych.

Im było bliżej do końca spotkania, tym coraz bardziej mogło się wydawać, że obie drużyny są zadowolone z remisu. Wtedy ponownie zaatakowało Zagłębie. Po idealnym podaniu Zivca Starzyńskiego w idealnej sytuacji znalazł się Damjan Bohar, który do tego momentu był zupełnie niewidoczny. Słoweniec uderzył w bliższy róg i Majecki nawet nie drgnął.

Do końca pozostawało niespełna osiem minut. Legia wyraźnie przyspieszyła i zepchnęła Zagłębie do obrony. Lubinianie jednak doskonale się bronili i przyjezdni nie tylko nie doprowadzili do wyrównania, ale nawet nie stworzyli sytuacji bramkowej i wyjechali z Dolnego Śląska bez punktu.

KGHM Zagłębie Lubin - Legia Warszawa 2:1 (0:1)
Bramki: 0:1 Jarosław Niezgoda (32), 1:1 Bartosz Białek (56-głową), 2:1 Damjan Bohar (82)
Żółta kartka - KGHM Zagłębie Lubin: Alan Czerwiński, Łukasz Poręba, Lubomir Guldan. Legia Warszawa: Andre Martins, Mateusz Wieteska, Kacper Kostorz
Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)
Widzów: 6 063
KGHM Zagłębie Lubin: Konrad Forenc - Alan Czerwiński, Bartosz Kopacz, Lubomir Guldan, Jakub Tosik - Sasa Zivec, Bartosz Slisz, Łukasz Poręba (76. Patryk Szysz), Filip Starzyński, Damjan Bohar - Bartosz Białek
Legia Warszawa: Radosław Majecki - Marko Vesovic, Mateusz Wieteska, Inaki Astiz, Michał Karbownik - Paweł Wszołek, Andre Martins (85. Maciej Rosołek), Jose Kante (60. Walerian Gwilia), Domagoj Antolic, Luquinhas - Jarosław Niezgoda (71. Kacper Kostorz)